Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2022

Wulkan: Ewakuacja z Whakaari (2022) - recenzja

                                                   

Wczoraj miała miejsce premiera na Netflixie filmu dokumentalnego "Wulkan: Ewakuacja z Whakaari" (2022) traktującego o tragicznej erupcji nowozelandzkiego wulkanu White Island 9 grudnia 2019 roku, w wyniku której zginęło 20 turystów i 2 przewodników. W chwili erupcji na wyspie wulkanicznej przebywało 47 osób, w tym 38 pasażerów wycieczkowca "Ovation of the Seas". Do historii przejdzie akcja ratunkowa ocalałych: najpierw za pośrednictwem łodzi turystycznej, a potem śmigłowców.

Poruszający dokument krok po kroku omawia tragiczną erupcję freatyczną wulkanu Whakaari (jego maoryska nazwa) oraz akcję ratunkową na pokrytej pyłem wyspie. Pojawiają się w nim m.in. nagrania wybuchu wulkanu nakręcone przez turystów przebywających akurat w jego kraterze. Wypowiadają się osoby, które przeżyły bądź miały związek z wycieczkami turystycznymi na wulkan m.in. świeżo upieczona para małżonków, młody chłopak, który wskutek erupcji stracił siostrę (jej ciała nigdy nie znaleziono) i rodziców, brat przewodnika, który zginął na Whakaari czy bohaterski pilot turystycznego śmigłowca. W obliczu tej tragedii ujawniła się wśród świadków wybuchu nowozelandzkiego wulkanu empatyczna i bezinteresowna chęć niesienia pomocy straszliwie poparzonym poszkodowanym. Wielka odwaga i determinacja. Ciekawie brzmią także opowieści survivalowe szczęśliwców, którzy ocaleli. 

Wulkan White Island po dziś dzień jest niedostępny dla turystów, a jeszcze przed wybuchem 9 grudnia 2019 roku był jedną z największych atrakcji turystycznych Nowej Zelandii. Rodzi się zatem pytanie: czy wycieczki zorganizowane na aktywne wulkany powinny być zakazywane, tudzież ograniczane ze względów bezpieczeństwa? Moim zdanie nie. Warto jednak informować potencjalnych chętnych o licznych zagrożeniach związanych z czynnymi wulkanami, aby ludzie mogli podjąć sami decyzję czy chcą się na dany wulkan wybrać czy nie. Tak tragiczna erupcja jak Whakaari z 2019 roku może się jeszcze kiedyś powtórzyć, bo tzw. erupcje freatyczne potrafią być nagłe i zaskakujące nawet dla wulkanologów. Z drugiej strony czynne wulkany oferują niezwykłe, niekiedy wręcz surrealistyczne krajobrazy i dreszczyk emocji. I z tego względu warto je oglądać z bliska, gdyż są po prostu niepowtarzalne.

O White Island napisałem w "Sekretach wysp wulkanicznych". Oczywiście nieśmiało zachęcam do kupna książki jako prezentu na nadchodzące święta. I nie tylko.

Dlaczego warto tą akurat książkę kupić? Bo to pozycja pasjonacka i ślicznie wydana, jej nakład jest niewielki, a także to jedna z pierwszych książek o wulkanach na polskim rynku wydawniczym. Na pewno pierwsza o wyspach wulkanicznych.

https://www.empik.com/wulkany-sekrety-wysp-wulkanicznych-bartlomiej-krawczyk,p1343451210,ksiazka-p?cq_src=google_ads&cq_cmp=12762045481&cq_term=&cq_plac=&cq_net=g&cq_plt=gp&gclid=CjwKCAiA7vWcBhBUEiwAXieItrvWVSdilcMtALyEKAvx0wGcc-misDLC113D2jZM7dMibncroq4L0RoCJNEQAvD_BwE&gclsrc=aw.ds

https://bonito.pl/produkt/wulkany-sekrety-wysp-wulkanicznych 

EDIT 20 grudnia: Wulkanolodzy z AVO oznajmili, że zakończyła się aktywność efuzywna (lawowa) wulkanu Pavlof na Alasce.  

Rankiem 20 grudnia meksykański wulkan Popocatepetl wyemitował obłok popiołu o oszacowanej wysokości 6.5 km. Silniejsza niż zazwyczaj eksplozja wulkaniańska. 

Trwa aktywność erupcyjna następujących wulkanów w Ekwadorze: Cotopaxi (emisje pary i gazu), Sangay (wylew lawy na południowo-wschodnim zboczu) oraz Reventador.

Wrzucam zdjęcie z drona rzadko fotografowanego wulkanu Matthew Island (Vanuatu) autorstwa Bastiana Preussa i dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się na zakup książki. Starałem się trochę wypełnić lukę na polskim rynku wydawniczym, gdyż książek poświęconych wulkanom na nim po prostu brak.

Ciekawe czy końcówka roku 2022 przyniesie jeszcze jakieś erupcje-niespodzianki. 

sobota, 12 listopada 2022

The Fire Within: A Requiem for Maurice and Katia Krafft (2022) - recenzja

Kolejny tegoroczny dokument o brawurowej francuskiej parze wulkanologów Mauricie i Katii Krafft, tym razem wyreżyserowany przez Wernera Herzoga, który uwielbia wulkany i ich erupcje ("La Soufriere" z 1976 roku, "Into the Inferno" z 2016 roku). Tym razem zrealizowany w formie swoistego requiem dla najbardziej nieustraszonej pary wulkanologów, którzy zginęli w trakcie tragicznej erupcji piroklastycznej wulkanu Unzen (Kiusiu, Japonia) 3 czerwca 1991 roku. Herzoga jako filmowca nie interesuje miłość łącząca Krafftów, Niemiec skupia się natomiast na ich dokonaniach filmowych i fotograficznych. 

Podobnie jak w "Wulkanie miłości" (2022) Sary Dosy w "The Fire Within" nie brakuje nieziemskich i ogromnie spektakularnych materiałów filmowych Krafftów z rozmaitych erupcji wulkanicznych (niektóre widziałem po raz pierwszy). Potencjalny widz nieco zaznajomiony z historycznymi erupcjami wulkanicznymi znajdzie tutaj filmy archiwalne z erupcji wulkanów Unzen w 1991 roku, Mount Saint Helens w 1980 roku (tragiczne skutki erupcji z 18 maja, Krafftowie nie widzieli tego wybuchu na żywo), Nevado del Ruiz w 1985 roku (tragiczne skutki erupcji z 13 listopada, pokryte laharem miasteczko Armero w Kolumbii), Una Una w 1983 roku (zniszczenia na indonezyjskiej wyspie po erupcji wulkanu, niesamowity footage), Galunggung w 1982 roku, El Chichon w 1982 roku (zniszczenia okolic wulkanu wskutek spływów piroklastycznych), Augustine (Alaska) w 1986 roku, Heimaey w 1973 roku (fontanny lawy i zagłada portowego miasteczka na islandzkiej wyspie w archipelagu Vestmannaeyjar, footage przełomowy w karierze Francuzów) czy spektakularne potoki lawy na Big Hawaii. 

"The Fire Within" to dokument elegijny, żałobny, egzystencjalny, poetycki, w którym Krafftowie ukazani zostają jako filmowcy balansujący na krawędzi życia i śmierci, wulkanolodzy, etnografowie, artyści. Nie raz zastanawiałem się ile by Krafftowie jeszcze osiągnęli, gdyby nie zabił ich spływ piroklastyczny z Unzen 3 czerwca 1991 roku. Nie doczekali potężnej erupcji wulkanu Pinatubo (Filipiny) w czerwcu 1991 r. Szkoda, bo na pewno by ich ona zachwyciła.

W ostatnich dniach:

 - wzrost poziomu alarmu dla wulkanu Villarrica w Chile (aktywne jezioro lawy)

 - niewielki wylew lawy schodzi z wulkanu Tinakula (Wyspy Salomona)

 - niewielkie emisje popiołu z wulkanu Anak Krakatau (Indonezja)

 - 5 listopada spływy piroklastyczne z aktywnej kopuły lawowej wulkanu Szywiełucz (Kamczatka)

czwartek, 4 sierpnia 2022

Wulkan miłości (2022) - recenzja

Nigdy nie zapomnę materiałów wulkanologicznych nakręconych przez parę francuskich wulkanologów Maurice'a i Katie Krafft, które oglądałem w trakcie dzieciństwa. To właśnie owe wspaniałe i ogromnie sugestywne filmy brawurowego duetu Francuzów, przedstawiające wulkany oraz ich erupcje uczyniły ze mnie wielbiciela wulkanów. To głównie Krafftom zawdzięczam zaciekawienie mnie w dzieciństwie wybuchającymi górami. Z ogromnym entuzjazmem obejrzałem zatem "Fire of Love" - poruszający film dokumentalny stanowiący kronikę ich niebanalnego i przedwcześnie przerwanego życia. 

Maurice i Katia Krafft zgineli w tragiczny sposób. 3 czerwca 1991 roku zabił ich spływ piroklastyczny z japońskiego wulkanu Unzen. Pozostawili jednak po sobie niezwykle bogate naukowe dziedzictwo: setki godzin nakręconego materiału filmowego, tysiące zdjęć, mnóstwo unikatowych okazów geologicznych. Poznali się w 1966 roku, w 1970 roku wzięli ślub i spędzili miesiąc miodowy na wyspie wulkanicznej Santorini. Od tego czasu stali się nierozłączni. Połączyła ich nie tylko miłość wzajemna, ale chyba przede wszystkim miłość do wulkanów. Oboje byli rozczarowani ludzkością, zatem uciekali w fascynujący i tajemniczy świat przyrody. Chcieli zrozumieć jakie siły kształtują i przekształcają świat, w którym przyszło im żyć. W końcu zrozumienie to inne imię miłości.

Pierwsze wyprawy wulkaniczne podejmowali na Etnę, Vulcano i Stromboli oraz na Islandię. Potem tych wypraw, materiałów filmowych i zdjęć zaczęło przybywać. Katia i Maurice nie umieli żyć bez wulkanów i ich erupcji, była to dogłębna fascynacja nieokiełznanym żywiołem, która zahaczała wręcz o obsesję. Oboje byli zarazem mistrzami cierpliwej naukowej obserwacji, wulkanologami, dla których ciekawość była silniejsza niż strach. Eksploracja wulkanów w ich wykonaniu była czymś niezwykłym, niepowtarzalnym: flirt, taniec ze śmiercią odzwierciedlający miłość do nieznanego, do zjawisk kreacji i destrukcji, które jakże często przerastają możliwości ludzkiego umysłu. Kontemplacja rozmaitych erupcji wulkanicznych i nieustanna obserwacja. Najczystszy, najpiękniejszy zachwyt. Motto Maurice'a było proste: "Wolę życie krótkie i intensywne, niż długie i monotonne", a jego ostatecznie niezrealizowane marzenie nieco ekscentryczne: spływ kajakiem aż do morza potokiem lawy na Big Hawaii.

W "Fire of Love" nie brakuje unikatowych materiałów filmowych autorstwa Krafftów: przepłynięcie gumowym pontonem kwasowego jeziora kraterowego wulkanu Ijen (Jawa, Indonezja) w 1971 roku, obserwacja erupcji wulkanów Eldfell i Krafla (Islandia), Una Una, Galunggung i Anak Krakatau (Indonezja), Nyiragongo (DRK) czy Augustine (Alaska), wizyty na miejscu silnych erupcji wulkanów Mount Saint Helens (1980 r.) czy Nevado del Ruiz (1985), czyli w apokaliptycznych strefach nagłych wulkanicznych kataklizmów. Finalny materiał z erupcji Unzen w Japonii jest poruszający, gdyż czas życia Krafftów nagle, niespodziewanie dobiegł końca. Zegar zatrzymał się na zawsze na godzinie 16.18.

To piękny, refleksyjny i nieco melancholijny, choć nie pozbawiony akcentów humorystycznych film o urokach i niebezpieczeństwach eksploracji wulkanicznej i o naukowej pasji dwójki wędrownych wulkanologów. Pasji tak silnej, trwałej i nieustannej, że połączyła ze sobą na zawsze dwie jednostki. To także film o odmierzaniu czasu: życie ludzkie jest niebywale krótkie i ulotne w porównaniu do geologicznego życia ziemskich wulkanów. 

Premiera "Wulkanu miłości" w polskich kinach studyjnych 19 sierpnia 2022 roku. Zapraszam na seanse i oczywiście gorąco polecam.

Zwiastun: 

https://www.youtube.com/watch?v=EoMm7NJnBKM

Wywiad z Sarą Dosą, reżyserką filmu:

https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177333,28798773,erupcja-wulkanu-to-piekno-i-groza-kazda-ich-kolejna-wyprawa.html 

wtorek, 8 listopada 2016

BBC's Planet Earth II Epizod "Islands" - "Wyspy"

Z zainteresowaniem obejrzałem pierwszy epizod wspaniałej serii filmów dokumentalno-przyrodniczych BBC "Planet Earth II: Islands" - jak tylko dowiedziałem się że nakręcono go na wyspie Zavodovski wchodzącej w skład sub-antarktycznego archipelagu Sandwich Południowy to wiedziałem że muszę go obejrzeć. W pierwszym epizodzie zobaczymy między innymi bezlitosną walkę dwóch samców waranów z Komodo o samicę, migrację milionów krabów (atakowanych przez sprowadzone przez człowieka mrówki) na wyspie Bożego Narodzenia (Christmas Island, Ocean Indyjski), lemury indri przemieszczające się z drzewa na drzewo na Madagaskarze czy albatrosy na wyspie Snares znajdującej się na południe od Nowej Zelandii. Osobiście jako że mam fioła na punkcie wulkanów najbardziej intrygował mnie materiał nagrany na wyspach wulkanicznych Fernandina (Wyspy Galapagos) oraz Zavodovski (Sandwich Południowy). Na Fernandinie toczy się niesamowita walka o przetrwanie, gdy węże kolektywnie atakują na morskim brzegu młode iguany. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem na żywo. Mrożący krew w żyłach survival. Jednak węże nie współpracowały ze sobą w atakach na morskie iguany - one zaciekle walczyły o ofiary, a nawet pożerały się nawzajem. Ludzie, którzy cierpią na ofidiofobię (paniczny strach przed wężami) na pewno po tej wspaniale sfilmowanej scenie będą mieli koszmary. Do ostatniej erupcji wulkanicznej na Fernandina doszło w kwietniu 2009 roku - wylew lawy z wulkanu tarczowego La Cumbre dotarł do morza.

Przenieśmy się na wyspę Zavodovski - w cieniu tamtejszego czynnego wulkanu Mount Curry/ Mount Asphyxia żyje ogromna kolonia 1.5 miliona pingwinów maskowych (największa na świecie). Nie wiem kiedy materiał na tej wyspie został nakręcony, ale chylę czoła przed filmowcami, którzy dotarli na tą wyspę i pokazali ją widzom. Ocean Południowy okalający Sandwich Południowy to najbardziej groźny i surowy ocean na Ziemi. Sztormy, potężne fale, góry lodowe i kry. Z kolei Zavodovski to aktywny (i prawdopodobnie nigdy nie zdobyty) wulkan, odór siarki, muł, nagłe opady śniegu, potężne fale uderzające w skały oraz tysiące pingwinów przebywających na wyspie i skaczących z klifów. Niewiele osób stanęło na tym surowym lądzie, gdyż dopłynąć bezpiecznie do jedynego miejsca na wyspie, które nadaje się do lądowania to nie lada sztuka. Kocham takie mało eksploatowane, skrajnie nieprzystępne, by nie rzec brutalne miejsca, choć zapewne mogę tylko pomarzyć o dotarciu na nie. Ostatnio dość głośno zrobiło się o wulkanie Asphyxia, gdyż jego erupcja w pewnym okresie zaczęła zagrażać bytującym na Zavodovski pingwinom. Pisałem już o tym tutaj na blogu:

http://wulkanyswiata.blogspot.com/2016/07/erupcja-wulkanu-mount-curry-zagraza.html

Wulkan Curry/ Asphyxia jest rzadko monitorowany, ale 1 listopada 2016 roku emitował gaz z niewielką zawartością popiołu.

W Peru uaktywnił się wulkan Sabancaya, który w dniach 6, 7 i 8 listopada emitował popiół.

Tymczasem czekam na kolejne epizody serii BBC Planet Earth II z Davidem Attenboroughem jako narratorem.

niedziela, 30 października 2016

"Into the Inferno" (2016) Wernera Herzoga - recenzja

Werner Herzog z kamerą wśród wulkanów! Oczywiście nie mogłem przegapić seansu "Into the Inferno" (2016) - najnowszego filmu Wernera Herzoga, którego akcja obraca się wokół wulkanów z różnych stron świata. Herzog już w przeszłości kręcił historie z nimi związane - pierwszą taką próbą reżyserską był półgodzinny krótkimetraż z 1976 roku "La Soufrière", który zrealizowano na karaibskiej Gwadelupie. Tamtejszy wulkan La Soufrière groził potężną erupcją do której ostatecznie nie doszło. Mimo wszystko zdecydowano się ewakuować 75 000 mieszkańców Gwadelupy. Jednak nie wszyscy miejscowi zgodzili się opuścić wyspę. Werner Herzog wraz z ekipą filmowców udał się na Gwadelupę, by odnaleźć pasterza, który postanowił pozostać na miejscu i dowiedzieć się od niego jaka relacja łączy mężczyznę ze śmiercią. Czynny wulkan Erebus na antarktycznej wyspie Rossa pojawia się u Herzoga w "Spotkaniach na krańcu świata" (2007) - Erebus jest jednym z nielicznych wulkanów na świecie posiadających aktywne jezioro lawy. To na planie filmowym "Encounters at the End of the World" Werner zaprzyjaźnia się z geochemikiem i wulkanologiem z Uniwersytetu w Cambridge Clivem Oppenheimerem, który w "Into the Inferno" (2016) staje się jego przewodnikiem.

W "Into the Inferno" tak naprawdę wulkany odgrywają drugoplanową, choć bardzo wyrazistą rolę. Reżysera od wybuchających wulkanów bardziej interesuje spirytualny związek ludzkości z ognistymi górami. Z wieloma wulkanami na świecie wiążą się intrygujące mity, legendy, kosmologie. Przykładowo rdzenni mieszkańcy Vanuatu widzą w wulkanach Ambrym czy Yasur królestwo duchów i demonów. Ten drugi wulkan - stale aktywny Mount Yasur znajdujący się na wyspie Tanna - stanowi świętą górę dla wyznawców kultu cargo Johna Fruma. Legendarny John Frum to postać amerykańskiego żołnierza z czasów II Wojny Światowej, która każdemu wyznawcy kultu cargo miała przynieść splendor i bogactwo. O kulcie cargo wspominał m.in. Richard Dawkins w słynnym "Bogu Urojonym" (2006). Z jawajskim wulkanem Merapi (jednym z najniebezpieczniejszych na świecie) jest natomiast związany ekscentryczny kościół rzymskokatolicki w kształcie kurczaka Gereya Ajam (Kościół Kurczak), który w rzeczywistości miał przypominać gołębia. Indonezyjski Chicken Church jest zdecydowanie jedną z najbardziej dziwacznych świątyń na Ziemi. Herzog z Oppenheimerem odwiedzają także wulkan Paektu zlokalizowany na granicy Korei Północnej i Chin. To święte miejsce dla obywateli Korei Północnej - to tutaj według legendy w małej drewnianej chatce przyszedł na świat Kim Dzong Il i to tutaj zapłonął dziarski ogień rewolucji Kim Ir Sena przeciwko japońskim imperialistom. Paektu to według propagandy również miejsce heroicznej walki partyzantów Kim Ir Sena z Japończykami. Żołnierze, studenci, a nawet dzieci pielgrzymują na Mount Paektu oddając cześć Świętej Górze i śpiewając o niej pieśni. W trakcie wyprawy na Islandię Oppenheimer opowiada o potężnej erupcji szczelinowej Laki z 1783 roku, która mogła przyczynić się do śmierci na świecie od 2 do 6 milionów ludzi. Jeszcze potężniejsza była erupcja kaldery superwulkanu Toba około 74 000 lat temu. Według budzącej kontrowersje w środowisku naukowym teorii owa supererupcja nieomal doprowadziła do wymarcia ówczesnej populacji ludzkiej za sprawą zjawiska wulkanicznej zimy. Herzog wraz filmowcami i Oppenheimerem wizytują także etiopski wulkan Erta Ale posiadający pulsujące jezioro lawy i biorą tam udział wraz z zespołem antropologów w poszukiwaniach kości homininów.

W "Into the Inferno" obrazy erupcji wulkanicznych, płynących potoków lawy czy spływów piroklastycznych są doprawdy malownicze i niekiedy przerażające. Dość powiedzieć, że Werner Herzog w filmie składa hołd nieustraszonej parze francuskich wulkanologów Maurice'owi i Katii Krafft - pionierom ryzykownej i niebezpiecznej wulkanicznej filmografii. Krafftowie kochali wybuchające wulkany do szaleństwa i ryzykowali życiem, byleby nakręcić jak najlepszy materiał. Zabił ich japoński wulkan Unzen w 1991 roku. Ich zdjęcia i filmy po dziś dzień stanowią inspirację dla kolejnych pokoleń geologów, wulkanologów, geofizyków czy geochemików.

Film można obejrzeć na Netflix. Doskonale zrealizowany i frapujący obraz nie tylko dla wielbicieli wulkanów. Bardzo bym chciał aby został doceniony przez szersze grono odbiorców i trafił do polskich kin, gdyż na to w pełni zasługuje. Tymczasem warto zarejestrować się na Netflix, by go obejrzeć (pierwszy miesiąc jest darmowy).

https://www.netflix.com/title/80066073

Wulkany obecne w filmie to: Ambrym, Erebus, Unzen, Kilauea, Toba, Sinabung, Merapi, Bromo i Semeru, Eldfell, Eyjafjallajökull, Laki, Erta Ale, Paektu oraz Yasur - niektóre z nich w archiwalnych filmach Krafftów.

Szkoda że nie udało się nakręcić "Into the Inferno" na wulkanie Nabro w Erytrei (sprawcy potężnej i zaskakującej erupcji wulkanicznej w 2011 roku), choć były takie plany.

I na koniec ciekawostka - 28 października o godzinie 20.02 wstrząs o magnitudzie 5.7 miał miejsce na głębokości 474 km (hipocentrum) blisko wulkanu Marsili znajdującego się w głębinach Morza Tyrreńskiego pomiędzy Neapolem i Palermo. Propagację jego fal sejsmicznych odczuli mieszkańcy Kalabrii. Oczywiście na polskich portalach szerzących katastroficzną dezinformację już pojawiły się opinie o przebudzeniu podmorskiego giganta. Nieważne że owo trzęsienie ziemi było kompletnie niezależne od typowych wulkanicznych trzęsień ziemi. Mnożące się jak grzyby po deszczu mało wiarygodne stronki/fanpejdże i ich administratorzy wiedzą więcej od włoskich uczonych. No ale przynajmniej Marsili już jest wymieniany jako potencjalny kandydat do rychłego przebudzenia (i rzecz jasna hekatomby) obok Wezuwiusza czy Campi Flegrei.

http://cnt.rm.ingv.it/en/event/8788671

Tę samą recenzję zamieściłem na portalu naTemat.pl.

http://bartkrawczyk.natemat.pl/193487,z-kamera-wsrod-wulkanow

piątek, 7 października 2016

"Into the Inferno" (2016) - wywiad z geochemikiem Clivem Oppenheimerem

Niemieckiemu wizjonerowi kina Wernerowi Herzogowi nieobce są wulkany. Już w 1977 roku Herzog zrealizował półgodzinny film dokumentalny "La Soufriere" o groźbie erupcji wulkanicznej na karaibskiej wyspie Gwadelupa, w którym reżyser eksploruje opuszczone po ewakuacji miasta wyspy oraz natyka się na ekscentryków, którzy mimo zagrożenia zdecydowali się na niej pozostać. Także w jego filmie z 2006 roku "Spotkania na krańcu świata" pojawia się wulkan: Mount Erebus na antarktycznej Wyspie Rossa. Zafascynowany wulkanami reżyser nawiązuje kontakt z wulkanologiem i geochemikiem Clivem Oppenheimerem, który później stanie się współreżyserem "Into the Inferno". Profesor Oppenheimer badał wulkany między innymi na Antarktydzie (Erebus), w Erytrei (Nabro) czy w Korei Północnej (Paektu/ Changbaishan).

W jaki sposób pracuje się z tak znanym i cenionym reżyserem jak Werner Herzog? Kiedy pojawiła się idea nakręcenia "Into the Inferno"? Jakie były początki tego projektu?

Spotkałem Wernera w 2006 roku, gdy kręcił "Encounters at the End of the World" ("Spotkania na krańcach świata"). Staliśmy się przyjaciółmi i rozmawialiśmy mgliście o zrobieniu filmu o wulkanach. Kiedy ukazała się moja książka "Eruptions That Shook the World" ("Erupcje, które wstrząsnęły światem") wysłałem Wernerowi egzemplarz i zasugerowałem, aby na serio wziąć się za realizację filmu. Zebranie funduszy zajęło nam kilka lat, ale w końcu się udało i uzyskaliśmy pełne wynagrodzenie od Netflix. Wszystkie decyzje zapadały bardzo naturalnie. Mieliśmy świetny zespół – operatora filmowego Paula Zeitlingera, dźwiękowca Paula Paragona, Kaspara Kallasa jako asystenta operatora filmowego oraz Roba Andersona jako operatora drona, a także ludzi z Netflix przy produkcji. Muszę wspomnieć o Joe Binim, który zmontował film – jest to coś, co autentycznie podziwiam – w jaki sposób on i Werner współpracowali razem, by z wielogodzinnego materiału stworzyć frapujący film pełen olśniewających widoków i cudów.

Jaki jest motyw przewodni filmu? Dlaczego wulkany są aż tak fascynujące jako obiekty filmowej opowieści?

Chciałem zrobić film o wulkanach od dawna, gdyż nie byłem usatysfakcjonowany typowymi dokumentami telewizyjnymi. Pragnąłem bardziej skupić się na antropologii, niż na nauce; przyjrzeć się ludziom żyjącym na zboczach wulkanów, ich kosmologiom, mitologiom i historiom, interwałom spokoju pomiędzy erupcjami, a nie samym erupcjom. A także rozciągnąć nasze głębokie doświadczenia i spotkania z wulkanami od naszych przodków z Wielkiej Doliny Ryftowej w Etiopii, z której się wywodzimy jako gatunek żyjący w cieniu eksplozywnych wulkanów, wykorzystujący ich zasoby oraz uciekający przed ich erupcjami, aż do czasów dzisiejszych, w których przyglądamy się kompleksowemu radzeniu sobie z zagrożeniami związanymi z wulkanami. Jednym ze znaczących aspektów wulkanologii jest to, w jaki sposób łączy się z innymi tematami i kwestiami: archeologią, nauką o atmosferze, klimatologią, inżynierią, historią, sztuką, geologią, biologią ewolucyjną, matematyką, itd. Wreszcie wulkany są fascynujące do oglądania.

"Into the Inferno" został nakręcony w kilku krajach z aktywnymi wulkanami m.in. Islandia, Etiopia, Vanuatu czy Korea Północna. Jak długo trwało filmowanie w tych krajach? Czy miały miejsce jakieś problemy logistyczne w trakcie kręcenia filmu?

Łącznie filmowaliśmy w pięciu krajach przez około miesiąc. Największym problemem logistycznym było uzyskanie zezwoleń na filmowanie. W kilku przypadkach musieliśmy zrealizować plan B – na przykład kręcić w Etiopii zamiast w Erytrei, lecz wszystkie nasze plany awaryjne okazały się bardziej ekscytujące niż nasze oryginalne intencje.

Czy mógłbyś zaprezentować przykłady światowych wulkanów o znaczeniu kulturowym?

Dobrym przykładem będzie segment sfilmowany w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (Korei Północnej) – brałem udział w badaniu wulkanu Mount Paektu już od pięciu lat. Wiedziałem, że to wulkan z dużą kalderą, który odpowiada za jedną z najpotężniejszych erupcji ubiegłego tysiąclecia. Dopóki nie przyjechałem do Korei Północnej to nie zdawałem sobie sprawy z ogromnej wagi wulkanu dla ducha narodu i ludzi. Jako mityczne miejsce narodzin Koreańczyków oraz bardziej współcześnie miejsce walki Kim Il Sunga z japońskim okupantem, Mount Paektu ma niesamowite znaczenie kulturowe. Nawet dzieci w przedszkolach śpiewają: "Chodźmy na Mount Paektu…".

W jaki sposób ty oraz inni naukowcy zaczęliście współpracować z badaczami północno-koreańskimi przy wulkanie Paektu?

Zostałem tam zaproszony w 2011 roku w celu skonsultowania zasad monitoringu wulkanu. Pojechałem do Korei Północnej wraz z moim współpracownikiem Jamesem Hammondem. Stworzyliśmy program badawczy wulkanu współpracując z kilkoma organizacjami z Pjongjang. Podjęliśmy sejsmologiczne i geologiczne badania celem wyobrażenia sobie początków wulkanu oraz zrozumienia jego przeszłych erupcji.

Jakiego rodzaju prace polowe i monitoringowe wykonaliście na wulkanie Paektu?

Na dwa lata zainstalowaliśmy sieć sejsmometrów – przede wszystkim by rejestrować odległe trzęsienia ziemi. Wyniki badań posłużyły do interpretacji głębokiej struktury wulkanu. Zebraliśmy także wiele skał z dziesięciowiecznej erupcji milenijnej (tej wielkiej) oraz z innych erupcji Paektu. Zostały one zanalizowane oraz poddane eksperymentom, aby zapewnić wgląd w naturę i wpływ przeszłych zdarzeń.

Co wiemy obecnie o erupcji milenijnej Mount Paektu? Czy możemy przewidzieć przyszły wybuch tego wulkanu?

Wiemy kiedy się wydarzyła i jak wyglądała, ile siarki oraz innych gazów wyemitowała do atmosfery oraz jakie mogły być jej konsekwencje dla klimatu w latach tuż po erupcji. Próbujemy także odszukać dowody historyczne tego wybuchu.

Przewidywanie erupcji to złożony proces – z właściwymi sieciami sejsmometrów oraz innych urządzeń monitoringu na pewno jest możliwe zidentyfikowanie nowych epizodów aktywności pod wulkanami. Lecz przewidywanie, które z owych epizodów mogą znaleźć swój punkt kulminacyjny w erupcji, jak taka erupcja będzie wyglądać i kiedy dokładnie wystąpi jest o wiele trudniejsze.

Czy istnieje możliwość przyszłego pokazania "Into the Inferno" północno-koreańskiej widowni?

Mam taką nadzieję.

Jakie są największe trudności przy filmowaniu aktywnych wulkanów?

Wyzwania są podobne do tych jakie spotyka się w odległych lokalizacjach czy też surowych środowiskach. Sprawność fizyczna jest wymagana, podobnie cierpliwość i umiejętność nagrywania oszałamiających obrazów i dźwięku. Oczywiście trzeba też starannie zadbać o bezpieczeństwo. Nasza ocena ryzyka i protokoły bezpieczeństwa były solidne i gruntowne.

Jakie było twoje pierwsze doświadczenie z wulkanami? Kiedy postanowiłeś zostać geochemikiem?

Moje pierwsze spotkanie z wulkanami zostało zaprezentowane w filmie – po ukończeniu szkoły średniej, ale jeszcze przed rozpoczęciem studiów geologicznych podróżowałem po Indonezji. Wówczas narodziło się we mnie zainteresowanie wulkanizmem, które ugruntowało się gdy po skończeniu studiów rozpocząłem współpracę z renomowanym wulkanologiem Peterem Francisem. Już jako doktor opracowałem metodę monitoringu wulkanów za pomocą satelitarnych danych w podczerwieni. Potem skupiłem się na badaniu emisji gazów z wulkanów, co zaprowadziło mnie do geochemii i spektroskopii.

W "Into the Inferno" został użyty archiwalny materiał filmowy słynnej pary francuskich wulkanologów Maurice’a i Katii Krafft. Czy kiedykolwiek ich spotkałeś bądź z nimi współpracowałeś? Czy cenisz ich imponujące filmy?

Spotkałem ich po raz pierwszy na konferencji, gdy pracowałem nad swoim doktoratem. Pamiętam w szczególności moją rozmowę z Mauricem i wspaniały film, który on i jego żona zaprezentowali na zgromadzeniu. Tak, film, który nakręcili był niezwykły i stanowił dla nas ważne źródło do nakręcenia naszego. W pewnym sensie składamy Krafftom hołd w "Into the Inferno". Oni umarli robiąc to, co kochali – filmując aktywny wulkan (Mount Unzen w 1991 roku). Pozostawili nam wspaniałe dziedzictwo w postaci ich unikatowego i wyjątkowego materiału. Nie tylko jest on czarujący do oglądania, ale służy także do edukacji ludzi żyjących na wulkanach bądź w ich sąsiedztwie na temat zagrożeń z nimi związanych, a co za tym idzie pomaga ratować życie tysiącom ludzi poprzez ewakuacje we właściwym czasie.

Czy chciałbyś współpracować z Wernerem Herzogiem ponownie?

Na pewno! Nie mamy natychmiastowych planów, ale mam nadzieję, że będzie więcej okazji do współpracy w przyszłości. Nie skończyłem z robieniem filmów.

Premiera najnowszego filmu Wernera Herzoga 28 października 2016 roku via Netflix. Zachęcam do obejrzenia. Jedna uwaga na koniec: wysłałem prośbę (zapytanie) o publikację tego wywiadu do paru wiodących portali prasowych w Polsce, gdyż chcę się rozwijać jako dziennikarz popularyzujący naukę. W związku z tym że nie było zainteresowania (brak odpowiedzi) zamieszczam go tutaj oraz na portalu naTemat.pl (gdzie ongiś udzielałem się jako bloger). To na pewno nie koniec z wywiadami, gdyż zależy mi by popularyzować nauki ścisłe i przyrodnicze (nie tylko wulkanologię) wśród Czytelników.

Poprzedni wywiad z Marcelem Korkusiem:

http://wulkanyswiata.blogspot.com/2016/03/wywiad-z-marcelem-korkusiem-i-zdjecia.html

Najnowszy wywiad na naTemat.pl:

http://bartkrawczyk.natemat.pl/191805,werner-herzog-schodzi-wprost-do-piekla-wywiad

Zdj. Clive Oppenheimer plus kadr z filmu przedstawiający Herzoga przy wulkanie Yasur (Vanuatu).

piątek, 20 maja 2016

Trzeci paroksyzm erupcyjny wulkanu Etna

Trzeci paroksyzm erupcyjny wulkanu Etna miał miejsce w ciągu mniej niż 72 godzin od zakończenia drugiego. Fontanny lawy pojawiły się w kraterze Voragine. Cieszę się że po blisko pół rocznej pauzie Etna zaczęła znowu dokazywać.

Aktywność erupcyjną wykazuje także wulkan Turrialba w Kostaryce. 20 maja chmura popiołu nad wulkanem sięgnęła wysokości 3 km. Kolaps kolumny erupcyjnej spowodował spływy piroklastyczne wewnątrz krateru - depozyty piroklastyczne częściowo pokryły jezioro kraterowe wulkanu powodując emisję pary. W stolicy kraju San José 45 km na zachód od Turrialba popiół opadł na budynki i samochody. Niektóre szkoły zamknięto, anulowano lokalne loty. Setki osób trafiły do szpitali z powodu kłopotów z oddychaniem. Erupcja z 20 maja na zdjęciu RSN.

Zacząłem wrzucać nagrania z moich przeszłych wulkanicznych wypraw na Youtube. Mam ich całkiem sporo, choć musiały przejść jakąś selekcję. Na początek Islandia i kaldera Santorini. Niestety gdzieś zgubiłem kabel USB do mojej starszej kamery Sony, zatem nagrania z ubiegłorocznych wypraw pojawią się w późniejszym terminie (czekam na otrzymanie kabla). Załączam linka do mojego profilu na Youtube, gdzie można je obejrzeć:

https://www.youtube.com/user/Vulcan344/videos?sort=dd&view=0&shelf_id=0

I jeszcze jedno: za pomocą superkomputerów szwajcarscy badacze odkryli nowy rezerwuar magmy 50 km pod małą koreańską wyspą Ulreung (na zdjęciu). Jego szerokość wynosi około 300 km, a głębokość 200 km. Wyspa ma szerokość zaledwie 10 km, a wulkan na niej wybuchł po raz ostatni 5000 lat temu. Rezerwuar prawdopodobnie składa się tylko z częściowo płynnej skały, a płynna magma może znajdować się wzdłuż granic skał bądź w szczelinach. Zagadka tkwi w tym że wyspa Ulreung znajduje się daleko od strefy subdukcji, czyli obszaru w którym jedna płyta tektoniczna wciska się pod drugą za sprawą dryfu kontynentalnego. Ten rezerwuar magmy zdaje się być pewną anomalią.

https://sciencenode.org/feature/supercomputer-spots-lava-lake-.php

niedziela, 2 marca 2014

"Pompeje" (2014) Paula W.S Andersona




Nie mam zamiaru recenzować nowego blockbustera historyczno-katastroficznego skupiwszy się na obsadzie czy scenariuszu. W kategoriach czysto rozrywkowych "Pompeje" (2014) Paula W.S. Andersona są całkiem przyjemnym wypełniaczem czasu z historią miłosną, zemstą i krwawymi walkami gladiatorów w tle. Bardziej interesuje mnie "realizm geologiczny" filmu, tudzież jego brak. Czyli można by rzec ostatnie pół godziny filmu, kiedy Wezuwiusz z hollywoodzkim rozmachem niszczy Pompeje. Do tej pory geolodzy i archeolodzy spierają się jak Wezuwiusz wyglądał przed katastrofalną erupcją w 79 roku. Przykładowo Strabon w "Geografii" porównuje Wezuwiusza do bardziej aktywnej Etny. Odnaleziony w ruinach Pompejów fresk "Bacchus i Wezuwiusz" ukazuje wulkan jako górę o stromych zboczach i pojedynczym wierzchołku. Zbocza Wezuwiusza pokryte są winnicami i obrośnięte lasami, na co wskazuje także Strabon, który jednak wspomina, że wierzchołek Wezuwiusza był płaski, bez wegetacji, pokryty szczelinami. Być może tak właśnie Wezuwiusz wyglądał przed katastrofalną erupcją w roku 79. Erupcja ta uformowała krater, który uległ zniszczeniu w trakcie późniejszej erupcji wulkanu w roku 472. Od czasu erupcji wulkanu w 1631 roku Wezuwiusz wyglądał tak jak wygląda obecnie: dwa wierzchołki uformowane na krawędzi kaldery Monte Somma, w tym wewnętrzny Wielki Stożek. Zatem wygląd wulkanu zapewne został na potrzeby filmu nieco podkoloryzowany.

Niewątpliwym plusem filmu jest realistyczne ukazanie Pompejów - filmowcy używali LIDARu (połączenia lasera z teleskopem) oraz zdjęć z lotu ptaka, aby jak najdokładniej odwzorować strukturę (tkankę miejską) Pompejów. Realistycznie pokazano ruch spływów piroklastycznych; to, że spód gorejącej chmury porusza się szybciej niż część szczytowa. Kiedy gorejąca chmura zwalnia i osiada na przystanku końcowym tworzy się nowy obłok erupcyjny (tzw. obłok Feniksa). Natomiast eksplodujące bomby wulkaniczne wyrzucane przez wulkan to już gruba przesada. Przykładowo Koloseum w Pompejach jest świetnie zachowane, bez śladów uszkodzeń czy zawalenia. Podobnie powstałe na skutek trzęsień ziemi szczeliny bez dna, które pochłaniały łodzie, rydwany, ludzi, itd. Tsunami niszczące Pompeje też jest dyskusyjne: nie ma dowodów na ogromne lawiny schodzące z Wezuwiusza, które mogły spowodować powstanie niszczących fal czy też na pionowe przesunięcie morskiego dna. Poza tym gdzie jest wybrzeże w Pompejach? Nie zachowało się do współczesnych czasów. Mimo tych niedociągnięć na "Pompeje" (2014) warto się wybrać do kina - choćby dla znakomitej roli Kiefera Sutherlanda jako zbrodniczego Senatora.

Nius z ostatniej chwili: zintensyfikowała się aktywność erupcyjna wulkanu Pacaya w Gwatemali. Wulkan wyrzuca rozżarzone bomby wulkaniczne na wysokość do 200 metrów, a na jego zachodnim zboczu pojawił się nowy wylew lawy. Chmura erupcyjna nad kraterem MacKenney sięgnęła wysokości 3 km.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Nowy blog mojego autorstwa / Eksplozja Szywiełucz



Odrobina kryptoreklamy, gdyż założyłem kilka dni temu nowego bloga, gdzie mam zamiar eksplorować bardziej przyziemne terytoria niż na Wulkanach Świata. Od wielu lat jestem związany ze środowiskiem metalowo-gotyckim, chociaż obecnie staram się trzymać nieco na uboczu. Niemniej na Darker Than Black, Blacker Than Hate będzie co nieco o moich muzycznych i filmowych fascynacjach, trochę o kobietach odzianych w zmysłową czerń i 'gotyckiej' modzie i odrobinę o osobistym postrzeganiu świata. Początkowo gdy zakładałem Wulkany Świata to miałem zamiar wrzucać jakieś personalne wtręty, ale po pewnym czasie stwierdziłem, że liczy się tylko geologia, tudzież wulkanologia i blog ma mieć charakter popularnonaukowy. I takowe podejście okazało się właściwe, dzięki niemu blog zyskał szacowne grono wiernych czytelników. DTB, BTH to moja nieco inna twarz... i zdaję sobie sprawę, że nie każdy ją zrozumie. No, ale wychodzę z założenia, że tak naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć nas w pełni  - każda jednostka to specyficzne indywiduum z odrębnymi planami, marzeniami, gustami muzycznymi, sekretami, itd. Link do bloga:

http://dtbbth.blogspot.com/

Kamczacki wulkan Szywiełucz wybuchł dzisiaj silniej niż zazwyczaj generując obłok popiołu sięgający wysokości 8 km. Eksplozję poprzedziło 148 wstrząsów sejsmicznych.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wulkany Wysp Kanaryjskich: Teide i Pico Viejo



Powyższe piękne video nakręcone z helikoptera przez naukowców z INVOLCAN obrazuje przelot nad wulkanami Teneryfy: Pico del Teide oraz Pico Viejo. Doprawdy piękne kadry. Zaiste żałuję, iż zabrakło mi czasu na wspinaczkę na Pico Viejo (na zdjęciu by Aro Morales).

A tak w ogóle wszyscy dzisiaj zajęci są martyrologią Smoleńska, a ja przypominam że:
- 10 kwietnia 1815 roku doszło do ostatniego akordu kolosalnej erupcji wulkanu Tambora na wyspie Sumbawa. Spowodowała ona śmierć 92 000 ludzi i tzw. rok bez lata (fenomen wulkanicznej zimy). Była to najpotężniejsza erupcja wulkaniczna w ciągu ostatnich 10 000 lat. :-)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Wulkan na Martynice





Georges Méliès (1868 - 1931) był prawdziwym pionierem kina, francuskim iluzjonistą i reżyserem filmowym, twórcą licznych trików filmowych, przy czym niektóre z nich są stosowane do dziś. Zrealizował ponad 500 niemych krótkich metraży, częstokroć o tematyce baśniowej zahaczającej o gotycką grozę. Własnoręcznie projektował i tworzył kostiumy i dekoracje do swoich produkcji. Jego najsłynniejszym filmem jest "Podróż na Księżyc" z 1902 roku. W tym samym roku Méliès zrealizował krótki filmik "Wulkan na Martynice" traktujący o wybuchu wulkanu Mount Pelee na karaibskiej wysepce i zagładzie miasta Saint Pierre. Toż to chyba pierwszy film o tematyce wulkanicznej w ogóle! O chłonnym twórczo i niestety smutnym życiu francuskiego wynalazcy X Muzy traktuje dramat Martina Scorsese "Hugo" z 2011 roku.

Na zdjęciu dzisiejsza emisja popiołu z wulkanu Tungurahua (Ekwador). Wysokość: 3 km. O tym wulkanie jest często głośno... Powoli kończy się także erupcja niezmordowanego Puyehue-Cordón Caulle w Chile - dla porównania kadry z 9 marca i 2 kwietnia 2012 roku.

poniedziałek, 26 marca 2012

James Cameron dotarł do Głębii Challengera



Dwa tygodnie temu napisałem na naTemat.pl krótki tekst o przygotowaniach Jamesa Camerona do dotarcia do tzw. Głębii Challengera czyli dna Rowu Mariańskiego. 26 marca reżyser "Titanica", "Otchłani", "Avatara", "Aliens" i "Piranii II: Latających morderców" tego dokonał. Dwie godziny i 36 minut zajęło mu schodzenie w "DeepSea Challenger" na dno, spędził tam łącznie trzy godziny. Po wynurzeniu określił krajobraz jako 'księżycowy'. Nie dostrzegł również żadnych godnych uwagi form życia poza przypominającymi krewetki amphiphodami. Hydrauliczny wyciek uniemożliwił mu przebywanie na dnie przez 6 godzin. Nie mogę się doczekać pierwszych zdjęć z tej potwornej głębiny. Cameron zapowiada, że to dopiero początek oceanicznej eksploracji. Zatem czekamy... Najpierw Jezioro Wostok, teraz Rów Mariański, w fajnych czasach badawczych żyjemy.

http://bartkrawczyk.natemat.pl/5103,co-kryje-glebia-challengera

piątek, 16 marca 2012

Wulkaniczny surfing na Cerro Negro





Czynny wulkan Cerro Negro w Nikaragui staje się coraz bardziej popularnym obiektem tzw. wulkanicznego surfingu. Z jego pokrytych popiołem zboczy miłośnicy adrenaliny zjeżdżają na deskach. W trakcie gwałtownego zjazdu łatwo się poranić, ale jak widać zapaleńców nie brakuje, co uwidacznia prezentowany tutaj filmik. Poznajcie Matta Karstena i jego upadek. Szybko i ekstremalnie! Gwoli uzupełnienia, ostatnia erupcja Cerro Negro miała miejsce w 1999 roku.

Co nowego na wulkanicznym froncie? Niewiele. Ciągle te same nazwy. Jedziemy. Wulkan Karymsky na Kamczatce wyprodukował dzisiaj chmurę popiołu sięgającą wysokości 3.1 km i tym samym został objęty czerwonym kodem dla awiacji. Około południa 13 marca 2012 roku trzecia mała eksplozja targnęła aleuckim wulkanem Cleveland (poprzednie miały miejsce w dniach 7 i 10 marca). Możliwe są kolejne umiarkowane emisje popiołu.

piątek, 27 stycznia 2012

Wezuwiusz w 1944 roku


Dla zainteresowanych ciekawostka historyczna - ostatnia erupcja wulkanu Wezuwiusz sfilmowana w 1944 roku. Dziewięcio-minutowy obraz trąci nieco myszką, ale warto go obejrzeć.

niedziela, 13 listopada 2011

Sekrety Karaibów




Przypadkiem obejrzałem dzisiaj na TVP2 trzecią i ostatnią część brytyjskiego dokumentu "Sekrety Karaibów". Prowadzący Trevor McDonald oprócz wizyty na Grenadzie (obserwacja lęgu zagrożonych wyginięciem żółwi skórzastych) i Bahamach zawitał na wyspę Montserrat. Przelatywał samolotem nad zniszczoną przez wulkan Soufriere Hills stolicą wysepki Plymouth obserwując setki zdewastowanych budynków i spotykając się z tymi, co zdecydowali się pozostać na wyspie. W trakcie wywiadów interesujące były przebitki na amatorskie filmy nakręcone w trakcie erupcji pokazujące spływy piroklastyczne, gęstniejącą ciemność, wyładowania atmosferyczne oraz destrukcję domów. McDonald rozmawiał m.in z Georgem Martinem, znanym producentem muzycznym, w którego Air Studio (obecnie opuszczonym) nagrywali ongiś Mark Knopfler, George McCartney, Sting i The Police, Duran Duran, The Rolling Stones, Eric Clapton oraz Phil Collins.

Rzut okiem na MVO (Monsterrat Volcano Observatory) - Wulkan Soufriere Hills spokojny. W listopadzie 2011 roku odnotowano sześć wulkaniczno-tektonicznych wstrząsów oraz wywołany przez obfite opady lahar z 9 listopada w dolinie Belham. Poziom zagrożenia nr 2. Brak zmian w morfologii kopuły lawowej. Nadal istnieje ryzyko wystąpienia gorejących chmur.

wtorek, 30 listopada 2010

Recenzja "Planeta Żywiołów: Wulkany"



22 listopada jako dodatek do Gazety Wyborczej wyszedł drugi z serii filmów na DVD "Planeta Żywiołów", a mianowicie "Wulkany". Tematyka mi bliska, zatem wskazane było dokonać zakupu. Od razu dodam, iż dokument jest przepięknie sfotografowany i raczej przeznaczony dla laików, o czym choćby świadczy opis z tyłu opakowania: "Wulkany mogą nieść śmierć, ale to właśnie one tworzą żyzne gleby, dając życie. Odkąd naukowcy są coraz lepsi w przewidywaniu ich aktywności, wulkany pochłaniają mniej ofiar. Nie jesteśmy jednak w stanie w żaden sposób zapobiegać kolejnym erupcjom." Na początek Hawaje i Kilauea. Widzimy, jak lawa toczy walkę z oceanem, pali domy i niszczy drogi. Potem skrótowo zostają omówione wszystkie najważniejsze włoskie wulkany, a mianowicie Etna i jej tunele, w których przemieszcza się lawa, następnie Wezuwiusz (archiwalne filmy z erupcji z 1944 roku, w wyniku której zginęło 26 ludzi) i niemal bez przerwy aktywny od 2500 lat Stromboli. Z potężnych niszczycielskich erupcji wspomniane zostają erupcje St. Helens z 1980 roku (sporo mówi się o wulkanologu Davidzie Johnsonie, który zginął na miejscu erupcji), Pinatubo z 1991 roku, Soufriere Hills (1995) i Unzen (1991). Mam pewne zastrzeżenia co do lektora, który dwukrotnie w trakcie opowiadania o katastrofalnej erupcji Krakatau z 1883 roku myli jej rok mówiąc 1983!!! Takie błędy są karygodne. Na osłodę kilka ślicznych ujęć wybuchającego Anak Krakatau oraz pomiary zawartości gazów w jeziorze kraterowym jawajskiego Ijen (nie mogło naturalnie zabraknąć obrazków z życia tamtejszych zbieraczy siarki). Gdzieś tam w tle migają wulkaniczne narodziny wyspy Surtsey (1963 rok) oraz narodziny wysepki archipelagu Tonga z 2006 roku.

Dokument ciekawy z racji przepięknych zdjęć. Można się w nich naprawdę zakochać. Treściowo niestety nie jest już tak różowo.

Inne odcinki cyklu: "Powodzie", "Tornado", "Błyskawice".

poniedziałek, 13 września 2010

Recenzja filmu "St. Helens" (1981)





Od dawna chciałem zobaczyć ten film. W końcu dotyczy jednej z najsłynniejszych i najlepiej poznanych erupcji wulkanicznych XX wieku. 18 maja 1980 roku Mount Saint Helens w stanie Waszyngton eksplodował. Wskutek erupcji zginęło 57 ludzi, w tym Harry Truman, który odmówił opuszczenia swojego miejsca zamieszkania oraz wulkanolog David Johnson. Akcja "St. Helens" (1981) toczy się w dniach 20 marca do 18 maja 1980 roku, gdy doszło do ogromnej erupcji wulkanu o sile 500 bomb atomowych. 20 marca pierwszy wstrząs sejsmiczny sygnalizuje przebudzenie się wulkanu. Na miejsce przybywa przysłany przez US Geological Survey wulkanolog David Jackson (David Huffman), aby monitorować jego aktywność. David zakochuje się w miejscowej kobiecie i styka się z drwalami. Prowadzi badania wulkanu. Poznajemy także Harry'ego Trumana (Art Carney), 83-letniego właściciela Mount Saint Helens Lodge, który odmawia opuszczenia swojego miejsca zamieszkania. 18 maja 1980 roku rozpoczyna się piekło... Film jest porządnie zagrany i nieźle zrealizowany. Postać zagrana przez Davida Huffmana wzoruje się na autentycznym wulkanologu Davidzie Johnsonie, który zginął w trakcie erupcji. Mount Saint Helens udaje przez większą część czasu trwania filmu wygasły wulkan Mount Bachelor w stanie Oregon. Plusem "St. Helens" są jednak archiwalne filmy o erupcji z 18 maja z ABC News, KOMO-TV i KATU-TV, w tym słynne zdjęcia Garry'ego Rosenquista wielokrotnie używane potem przez geologów do badania erupcji. Wywierają one kolosalne wrażenie pokazując niesamowity żywioł kataklizmu. Film, rzecz jasna, nie ustrzegł się kilku historycznych przeinaczeń np. David Jackson (ok, Johnson) nie zakochał się w żadnej kobiecie w trakcie obserwacji St. Helens, no, ale w każdym filmie katastroficznym musi być przecież wątek miłosny, a co za tym idzie Harry Truman nie posiadał psa, miał za to 16 kotów, itd.

Odtwórca głównej roli Davida Jacksona (pamiętny choćby ze znakomitego survival thrillera "Wolf Lake" z 1978 roku) David Huffman został w 1985 roku zamordowany w trakcie pościgu za 16-letnim złodziejem. Sprawca ugodził go śmiertelnie śrubokrętem w czasie szamotaniny.

Do "St. Helens" muzykę przygotowała włoska grupa Goblins - znana ze współpracy z mistrzem stylowego horroru Dario Argento ("Suspiria", "Tenebre", "Phenomena", "Dawn of the Dead", "Deep Red"), co było dla mnie sporym zaskoczeniem.

środa, 1 września 2010

Recenzja "Wulkany - góry ognia"



W ten weekend miałem przyjemność obejrzeć godzinny dokument o wulkanach National Geographic zatytułowany ""Wulkany - góry ognia" (1997). Jego narratorem jest znany amerykański aktor Stacy Keach. Przybliża on widzom w przystępny sposób nieco informacji odnośnie zjawiska wulkanizmu. Wpierw jest mowa o tragicznej erupcji kolumbijskiego wulkanu Galeras w 1993 roku, w wyniku której zginęło 6 wulkanologów i troje turystów. Znaleźli się na szczycie w nieodpowiednim czasie. Te tragiczne chwile wspomina jeden z naukowców. Potem przenosimy się na Hawaje, gdzie obserwujemy potoki lawy z wulkanu Kilauea. Wspomniane zostają katastrofalne erupcje Santoryn, Tambora, Wezuwiusz, Mount Saint Helens i Mount Pelee. Filmowcy pokazują, jak wygląda życie mieszkańców Japonii pod czynnym wulkanem Sakurajima, który wybucha 400 razy na rok. Lwia część dokumentu jest poświęcona francuskiej parze wulkanologów Maurice'owi i Katii Krafft, którzy przez ponad 20 lat fotografowali wybuchające wulkany. Widzimy m.in erupcję islandzkiego Eldfjall w 1973 roku oraz wylewy czarnej lawy z wulkanu Ol Doinyo Lengai. Krafftowie chcieli nakręcić spływ piroklastyczny i aby to uczynić udali się w 1991 roku na japoński wulkan Unzen. Na skutek jednej ryzykownej decyzji w mgnieniu oka dopadła ich śmierć. Finał dokumentu poświęcony jest w mniejszym stopniu katastrofalnej erupcji kolumbijskiego Nevado del Ruiz (pogrzebane laharem miasteczko Armero) oraz kolosalnej erupcji Pinatubo na Filipinach (1991 rok). Pada udane stwierdzenie, iż wulkany stanowią krwiobieg naszej planety. Fantastycznie nakręcony i ciekawy dokument, co akurat nie dziwi, bo National Geographic fuszerki nie odwala.

sobota, 14 sierpnia 2010

Gwadelupa





SOUFRIERE - Stratowulkan Soufriere (La Grande Soufriere) o wysokości 1467 metrów znajduje się na Gwadelupie (francuskim terytorium zamorskim). To najwyższy szczyt archipelagu Małych Antyli. Otwór erupcyjny wulkanu składa się ze spłaszczonej kopuły lawowej oraz z kopuł lawowych na południowych zboczach. Niewielkie erupcje freatyczne wulkanu w 1976 roku doprowadziły do ewakuacji mieszkańców stolicy wyspy Basse-Terre, która leży pod wulkanem. W trakcie tej erupcji, po ewakuacji Basse-Terre, znany niemiecki filmowiec Werner Herzog nakręcił poruszający dokument "Soufriere" (1977), w którym on i jego ekipa wędrują wymarłymi ulicami miasta pragnąc odnaleźć tych, co pozostali czekając na śmierć. Erupcje La Grande Soufriere: 1690?, 1696, 1797, 1798-99, 1809-12, 1837-38, 1903, 1956, 1976-77.

Na wyspie Montserrat znajduje się trzeci aktywny wulkan Soufriere Hills, który zostanie opisany kiedy indziej.

czwartek, 10 czerwca 2010

Recenzja filmu „Krakatoa: East of Java” (1969, reż. Bernard L. Kowalski)




Nie będę się rozpisywał na temat erupcji indonezyjskiego Krakatau w sierpniu 1883 roku, wspomnę tylko, że był to jeden z największych kataklizmόw wulkanicznych czasόw historycznych. Erupcja wulkanu rozerwała wyspę Krakatau na strzępy powodując wysokie na 30 metrόw fale tsunami, ktόre z ogromną prędkością dotarły na wybrzeża Jawy i Sumatry. Zmiecionych zostało z powierzchni ziemi wiele wiosek, zginęło 36 000 ludzi. Huk eksplozji słyszano w odległości 4800 kilometrόw (np. w Alice Springs, Australia). Naturalnie musiałem zobaczyć film przygodowy Bernarda L. Kowalskiego (reżysera horroru „SSSSSSS” z 1973 roku) „Krakatoa” – wysokobudżetową jak na tamte czasy (koniec lat 60-tych) produkcję bardzo luźno opartą na katastrofalnym wybuchu z 1883 roku. Mamy zatem parowiec „Queen Batavia” płynący w pobliże wulkanicznej wysepki, dzielnego kapitana, ktόry nim dowodzi i sporo perypetii po drodze. Na pokładzie malownicza galeria postaci: absolwent Oxfordu, ktόry bawi się w XIX-wiecznego wulkanologa, cztery smukłe Filipinki, nadużywający alkoholu stary wyga morski/ płetwonurek i jego rozśpiewana żona plus trzydziestu więźniόw, ktόrzy przy wyspie wulkanicznej wywołują bunt, w czym przeszkodzi im samotny wojownik z pistoletem czyli kapitan. Dwόch naukowcόw wlatuje do krateru wybuchającego wulkanu balonem i... wychodzą cało z opresji. Ręce opadają na taki realizm. Szkoda spalonego balonu. Efekty specjalne trącą trochę myszką, ale podobało mi się wykonanie fal tsunami. Wulkan grzmi i huczy, wyrzuca z siebie płomienie, iskry i bomby wulkaniczne i choć znowu można się przyczepić do braku realizmu „Krakatoa” to jednak te 131 minut projekcji spędziłem bez poczucia straty czasu. Ot, rozrywkowy film przygodowy z niezłymi kreacjami aktorskimi, pięknymi kobietami i wybuchającym modelem wulkanu w tle. Polecam, choć fascynaci wulkanόw będą zapewne wytykać obraz Kowalskiego palcami.

Z innej beczki: w ten weekend wraz z grupą znajomych kręcimy niskobudżetowy horror, także moja aktywność na blogu będzie znikoma. Nadrobię niebawem. Erupcji Krakatau poświęcę kiedyś obszerny artykuł.