Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2026

Widok z drona na stratowulkan Afdera

 





Muszę przyznać że spodobał mi się ten wulkan (stratowulkan Afdera). Jest ładny, stożkowy. Nie są znane jego erupcje w czasach historycznych. Erupcje w latach 1907 i 1915 pochodzą zapewne z sąsiedniego wulkanu Alayata na zachód od Afdera. Tak czy owak gratuluję Tomaszowi zdjęć z drona, gdyż to pierwsze w ogóle zdjęcia krateru Afdera, które widzę. 

Nadal ludzie dążą do zdobywania szczytów, także tych wulkanicznych, które były już zdobywane setki, by nie rzec tysiące razy. A na świecie mamy jeszcze wiele wulkanów, na które nikt jeszcze się nie wspiął. 

"Czynny stratowulkan Afdera góruje nad miasteczkiem Afdera, prawie się udało. Zabrakło 400 metrów. Afar time i woda, to wszystko tłumaczy. Trasa średnio-ciężka. Początkowo prawie płasko, potem trzeba przejść przez szczeliny i właściwie dochodzi się do stożka, nie wiem jak ze wspinaczką na sam stożek, ale nie wyglądało to źle. Zdziwiłem się że 3 km od stożka żyją ludzie na tym pustkowiu. Przez wzgląd na respektowanie praw mieszkańców nie mam zdjęć. Zresztą próbując zrobić zdjęcie samego stożka z tej okolicy już zostałem upomniany. Szanuję to jak najbardziej oczywiście. Ledwo udało się zrobić zdjęcie samego krateru, który jest strasznie płytki. Sam wulkan, a właściwie symetryczny stożek przypomina Dalafilla, Mayon, a nawet Fudżi. Nagle trzeba było zmienić trasę, która znacznie się wydłużyła, bo była jakaś blokada policji. Trasa bez wspinaczki na sam stożek - 25 km i niecałe 10 godzin, wulkan do powtórki, ale na pewno nie będzie to mój priorytet."

Zdj. Tomasz Lepich.

19 lutego br. filipiński wulkan Kanlaon na wyspie Negros wyemitował obłok popiołu na wysokość 2.5 km. 

piątek, 20 lutego 2026

Pionierska wspinaczka Tomasza na wulkan Borawli w Etiopii

 









Kolejny słabo zbadany wulkan w Etiopii został zdobyty przez Tomasza. Tym razem masyw Tata Ale i stratowulkan Borawli. Oddaję głos Tomaszowi:

"Zawsze jak kąpałem się w gorącym źródle czy w jeziorze Afrera (inaczej zwane Giulietti) patrzyłem na ten wulkan - wydawał się taki odległy wtedy. No i udało się teraz - znowu przetarłem szlak. Borawli leży dość blisko miasteczka Afdera, ale to nie oznacza że to blisko. Trekking zaczyna się blisko fabryki soli, którą tutaj wydobywa się z jeziora. Jedzie się około 10 km, potem trzeba kilkukrotnie przejść przez rzekę - dość gorącą i niestety zanieczyszczoną przez chemikalia. Najpierw jest płasko - stare pola lawowe ok. 4 km i jest to jakby szlak, bo chodzą tędy wielbłądy, więc jest prosto to znaleźć. Potem trzeba przejść przez liczne potoki lawy, zatem czekała nas wędrówka góra-dół i kilka razy musieliśmy się cofać, zanim się dostaliśmy pod sam wulkan. Tutaj zaczęła się wspinaczka około 2 km, wulkan nie jest wysoki (812 m. wysokości), choć w Afarze niewysoki nie znaczy prosty do trekkingu. Wspinaczka to około 2 km i 400 metrów w górę. Poszedłem sam mimo że było późno (około 16.00), tylko 20 minut niestety, więc musiałem się bardzo śpieszyć. Jednak udało się uchwycić cień do kolekcji. Na szczycie Borawli ogromny krater i niesamowity widok z jednej strony na jezioro Afdera, a z drugiej strony na masyw Tata Ale. Krater Borawli jest tak ogromny, że nie udało się mi się go objąć całego dronem z góry. Trekking to 31 km, co zajęło mi 11 godzin."

Daty erupcji Borawli nieznane.

poniedziałek, 16 lutego 2026

Najnowsze zdjęcia etiopskiego wulkanu Hayli Gubbi

 














Tomasz po raz trzeci stanął na skraju etiopskiego wulkanu Hayli Gubbi, który zasłynął pamiętną erupcją 23 listopada 2025 roku. Przytoczę tutaj jego słowa: "Tym razem udało się więcej zobaczyć z środka krateru. Wulkan ulega wciąż odgazowaniu. Cała okolica jest pełna fumaroli - jakby było ich więcej. Poza tym miejsce nazwane przez miejscowych 'nowy wulkan' też zmieniło się nie do poznania - powstało małe, ale niezwykłe fotogeniczne pole geotermalne. Dystans: 28 km, temperatura - 43 stopni C".

Tak czy owak, Hayli Gubbi to prześliczny wulkan, a jego erupcja była najbardziej zaskakującym akcentem wulkanicznym w ubiegłym roku. Zdj. Tomasz Lepich. 

czwartek, 12 lutego 2026

Kaldera Corbetti w Etiopii eksplorowana przez Tomasza w lutym 2026 r.

 













Oddaję głos Tomaszowi, który aktualnie znowu przebywa w Etiopii i odkrywa tamtejsze wulkany.

"Kaldera Corbetti (wulkany Urji i Chabbi), 2320 metrów wysokości zdobyte, Oromia, Etiopia. 

Dwa lata temu byłem tutaj w okolicy i moją uwagę zwróciła kaldera, znajdująca się nad jeziorem Awasa. Kaldera ta znajduje się w strefie ryftowej w obszarze głównego ryftu etiopskiego (MER), gdzie płyta afrykańska rozpada się na dwie części - nubijską i somalijską. W kalderze występuje dominacja ryolitów, pumeksu i obsydianów. I to właśnie te obsydiany najmniej ciągnęły mnie do tego wulkanu. Sama kaldera ma średnicę około 15 km, wewnątrz niej znajdują się dwa post-kalderowe wulkany: Urji oraz Chabbi oraz liczne stożki piroklastyczne i tufowe. Oba wulkany są uśpione. Urji znajduje się w centralnej części kaldery, słynie z aktywności geotermalnej i droga do niego to właściwie spacerek, podjeżdża się samochodem 4x4 i dosłownie około 30 minut w zależności od tego z której strony się idzie można dojść na szczyt. Urji w Oromii znaczy 'gwiazdy'. Przy okazji dotarliśmy na krawędź kolejnego krateru, znajdującego się w tej okolicy - Wenda Koshi. 

Drugim wulkanem znajdującym się w obrębie kaldery jest Chabbi. To ten wulkan bardzo chciałem zdobyć - w pierwszym dniu przez nieporozumienie słowne nie dotarliśmy na szczyt. Chabbi znaczy 'obsydian' w języku w Oromii, więc dla nich to jest po prostu cały obszar. Dotarliśmy tylko do gorących źródeł i pierwszego wzniesienia - i tak wyszło 7 km wędrówki. Drugiego dnia rozpoczęliśmy wędrówkę według mojej aplikacji, choć nie wiem czy była to najlepsza trasa, jednak bardzo malownicza - można ją nazwać 'obsydianowa' cały wulkan tarczowy jest w dolnych partiach porośnięty gęstym buszem z gdzieniegdzie wystającymi ogromnymi i bardzo licznymi obsydianami. Trasa liczyła 14 km i była średnio-ciężka. Aż niemożliwe że podobno nikt tutaj nie dotarł, ale to Etiopia, więc wszystko możliwe. Żeby dostać się na szczyt najpierw trzeba było pokonać gęsty busz, nie ma szlaku, więc kierując się tylko GPS dotarliśmy na północną stronę wulkanu, gdzie po jego brzegu, z widokiem na całą kalderę musieliśmy zdecydować: albo schodzimy trochę i omijamy całe pole obsydianów albo idziemy dalej dość niebezpieczną, jednak krótszą trasą. Ponieważ czas gonił wybraliśmy wersję krótszą - pole lawowe na zboczu wulkanu jest dość ciężkie do przejścia, ale dla mnie po afarskich przygodach było prosto. Jedynie może pięknie połyskujące obsydiany były śliskie, a przede wszystkim bardzo gorące, więc nie pomagało to we wspinaczce, gdy trzeba było użyć rąk. Po dotarciu do krateru , któy nie jest typowym kraterem, nie zamyka się w okręgu, jest płytki, mocno porośnięty i pełny dookoła obsydianów czekała nas (jak się okazało) trudniejsza część trasy. Znalezienie trasy powrotnej bez szczelin okazało się niemożliwe, więc trzeba było szukać na oślep przejścia. Po około 2 km natrafiliśmy na pierwszą szczelinę, więc trzeba było zejść do niej i z powrotem wejść. Od strony północnej wulkan poprzecinany jest ogromnymi szczelinami i nie ma innej drogi - to znaczy można było się cofnąć lub szukać alternatywnej trasy od strony zachodniej, ale wtedy musielibyśmy wracać po ciemku. Ja tylko miałem czołówkę, zresztą nie wyobrażam sobie przejścia nocą przez te gąszcza i szczeliny. Dobrze że włączyłem śledzenie w zegarku, więc po około 8 km dotarliśmy do drogi, gdzie wspinaliśmy się na wulkan i po 8 godzinach dotarliśmy do wioski i drogi. Na sam koniec udało się jeszcze puścić drona i zrobić zdjęcie stożka tufowego Biftu, leżącego po północnej stronie wulkanu przy jeziorze Awasa."

Obsydian (szkliwo wulkaniczne) powstaje gdy gęsta, bogata w krzemionkę lawa stygnie tak szybko, że atomy nie mają czasu ułożyć się w sieć krystaliczną. W paleolicie ze względu na ostrość i twardość był stosowany do wyrobu grotów strzał, włóczni, noży i skrobaków. Aztekowie używali macuhauitl - drewnianych mieczy z osadzonymi w krawędziach ostrzami z obsydianu, które były w stanie ściąć głowę konia. Ze względu na głęboką czerń i wysoki połysk, polerowany obsydian służył jako pierwsze lustra (używane m.in. w Anatolii czy Mezoameryce). Z obsydianu tworzono paciorki, figurki i ozdoby do uszu, które świadczyły o wysokim statusie społecznym. 

Obecnie obsydian znajduje zastosowanie w kardiochirurgii i okulistyce w postaci skalpeli obsydianowych, które nie rozrywają tkanki, lecz ją rozdzielają. Powoduje to mniejsze uszkodzenia komórek, co skutkuje szybszym gojeniem i mniejszymi bliznami. W jubilerstwie ceni się jego głęboką czerń. W kręgach ezoterycznych jest uznawany za kamień ochronny. W archeologii dzięki metodzie datowania hydratacją obsydianu można określić wiek znalezisk. 

Wieści wulkaniczne:

11 lutego br. o godzinie 14.00 czasu UTC wulkan Mawson Peak (Big Ben) na wyspie Heard Island wyemitował obłok erupcyjny o wysokości 7.3 km. Od września 2012 roku trwa aktywność efuzywna wulkanu Big Ben obejmująca wylewy lawy, zatem ten krótki epizod eksplozywny jest dla mnie zaskoczeniem. 

Od 13 lutego br. trwają emisje popiołu z wulkanu Ambae (Manaro Vui, Vanuatu). Wulkan emituje popiół na wysokość 2 km. 

13 lutego br. o godzinie 10.06 czasu lokalnego rozpoczęła się druga erupcja szczelinowa wulkanu tarczowego Piton de la Fournaise w 2026 roku. Wyciek lawy ma miejsce na południe od krateru Dolomieu. 

wtorek, 3 lutego 2026

Wyprawa Tomasza na wulkan Ambae w Vanuatu

 


























Oddaję głos Tomaszowi. Zerknijcie proszę na wspaniałe fotografie. 

"Data wyprawy: 19/20 lipca 2025 roku.

Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Vanuatu bardzo chciałem wspiąć się na ten wulkan, zabrakło wtedy czasu i pewnie byłoby to trudne, gdyż właściwie wulkan ten jest dostępny dopiero od kilku lat. Ambae to wyspa o wymiarach 16 x 38 km z wulkanem tarczowym Manaro (Manaro Voui/ Lombenben) o wysokości 1496 metrów. Szczyt ma co najmniej dwie zagnieżdżone kaldery. Największa z nich ma średnicę 6 km. Kompleks wulkaniczny składa się z trzech jezior: Manaro Ngoru, Lake Vui i Manaro Lakua - czasami oznacza się je cyframi jako Manaro Voui 1, 2, 3. Wody tych jezior są kwaśne. Jedno z nich, Manaro Ngoru jest (było?) święte dla mieszkańców wyspy. Oznaczało ostatnie miejsce spoczynku. Wszyscy, którzy umierali lądowali właśnie w tym jeziorze. Czasy się zmieniły i mieszkańcy Ambae bardzo chcieliby rozwinąć turystykę. Są jednak dwie przeszkody - pierwsza to rzadkie loty monopolisty na wyspę (2 razy w tygodniu), a druga to nie jest to jednak miejsce dla wszystkich. Widać jednak postępy i bardzo im kibicuję, bo wulkan jest piękny i wart odwiedzenia, choć nie jest do końca bezpieczny. Przede wszystkim słynie z emisji dwutlenku siarki, który w przypadku zmiany wiatru może stwarzać problemy. Na Ambae wylądowaliśmy po podróży z Tonga przez Fidżi (wyprawa na czynny wulkan Tofua), a następnie ciężarówką dotarliśmy do bazy. Tutaj mogliśmy zostawić trochę rzeczy i na szczęście można było liczyć na pomoc przy noszeniu plecaków (po karkołomnej wspinaczce na Tofua z ulgą oddałem swoje duże dwa plecaki) i wyruszyliśmy w drogę na szczyt Manaro Voui. Trasa (określiłbym to jednym zdaniem) to niekończąca się dżungla, jednak tutaj było coś w rodzaju ścieżki, najpierw szeroka, a potem zwężała się i robiło się dość stromo. 

Dotarliśmy prawie przed zmrokiem, rozbiliśmy obóz i następnego dnia czekała nas wyprawa na aktywną część kaldery. To co od razu rzucało się w oczy to obraz post-apokaliptyczny - ogromne połacie spalonych i martwych drzew, których kształty zlewając się z mgłą (szczególnie po zmroku i nad ranem) robiły ogromne wrażenie. To jedna z charakterystycznych cech krajobrazu Manaro Voui. Niesamowity widok.

Wczesnym rankiem wyruszyliśmy, pogoda była w miarę dobra, nie zapowiadało się na deszcz czy chmury. Po dotarciu na krawędź kaldery i zobaczeniu pięknego widoku na całość wulkanu, zobaczywszy, że lokalsi schodzą w dół, tak samo nabraliśmy ochoty, żeby podejść jak najbliżej (czasami niewiedza jest lepsza i chroni przed strachem, wulkan ten słynie z trujących oparów dwutlenku siarki, a biorąc pod uwagę, że zapomniałem maski, było to dość ryzykowne, gdyby zmienił się kierunek wiatru. Tym razem znowu szczęście nam sprzyjało i podeszliśmy bardzo blisko fumaroli. Ponieważ pogoda zaczęła się zmieniać następnym punktem było dotarcie z innej strony, żeby zobaczyć przepiękne jezioro zlokalizowane tuż za aktywną częścią (niestety nie było słońca i było nieco mglisto, więc jezioro nie pokazało swoich kolorów, szkoda - jedynie udało się uchwycić ten widok wcześniej z drona). Podobno bardzo rzadko jest pogoda na szczycie Manaro Voui, zatem i tak mieliśmy szczęście. Wulkan jest aktywny i ciągle zmienia się jego krajobraz. Eksplozje w kalderze utworzyły jego kratery szczytowe około roku 1640. Kolejne erupcje utworzyły stożek tufowy w jeziorze Voui około 60 lat później. Ostatnia erupcja miała miejsce około 1700 r. Wulkan był uśpiony od około 1850 r. do 1991 roku, kiedy to pod największym jeziorem Voui rozpoczęła się silna erupcja. Mieszkańcy wyspy zostali po raz pierwszy ewakuowani po raz pierwszy w 1995 roku w obawie przed zbliżającą się erupcją, która okazała się niewielka. Od tego czasu ewakuowano ich wielokrotnie. 27 listopada 2005 roku rozpoczęła się kolejna erupcja, która doprowadziła do ogłoszenia alarmu wulkanicznego drugiego stopnia i rozpoczęcia przygotowań do ewakuacji. 8 grudnia 2005 roku erupcja nasiliła się, zmuszając ponad 3000 mieszkańców wyspy Ambae do jej opuszczenia. 28 września 2017 roku wulkan wybuchł ponownie i rząd nakazał całkowitą ewakuację mieszkańców wyspy. Wówczas popiół wulkaniczny pokrył Ambae, niszcząc uprawy oraz zanieczyszczając powietrze i wodę. W kwietniu 2018 roku około 10 000 pozostałych mieszkańców wyspy otrzymało nakaz ewakuacji z domów. Przepiękny wulkan - wylądował na mojej prywatnej liście w pierwszej dziesiątce."

Zdjęcia Tomasz Lepich, Matthew Davison. 

Wcześniejszy opis wyprawy na wulkan Tofua w Tonga:

https://wulkanyswiata.blogspot.com/2025/08/wyprawa-na-wulkan-tofua-i-odkrycie.html

Krótkie niusy: 

1) trwa erupcja wulkanu Home Reef w Tonga. Powierzchnia najmłodszej wyspy na Ziemi wynosi plus minus 0.27 km kwadratowych.  

2) dwa małe wylewy lawy schodzą z wierzchołka wulkanu Big Ben (Mawson Peak, Australia, Wyspa Heard).