Wszystkie zdjęcia: Tomasz Lepich. Oto jego relacja ze wspinaczki na indonezyjski wulkan Sangeang Api: Od siebie dodam tylko że w trakcie erupcji tego wulkanu w 1988 roku wszyscy mieszkańcy wyspy zostali ewakuowani. Sangeang Api (Doro Api) wybuchł silnie 30 maja 2014 roku generując kolumnę popiołu o wysokości 15-20 km, która dotarła na północno-zachodnie wybrzeże Australii.
"Wulkan Sangeang Api 1949 m.n.p.m, a właściwie Doro Api zdobyty, Sumbawa, 17-18.09.2026. Uwielbiam wyspy, szczególnie niezamieszkane albo prawie niezamieszkane. Dwudniowa wyprawa, najpierw łódka około dwóch godzin, żeby dostać się na wyspę, potem start z samej plaży. Trasa około 15 km, siedem godzin w jedną stronę do obozu na wysokości około 1000 metrów, a następnie kolejne 3 godziny na krater. Szlak oczywiście improwizowany (maczeta i szukanie ścieżki), na szczęście dla nas były pożary, więc mniej wysokich traw, ale i tak w pewnym momencie zgubiliśmy się. Najpierw około 2 godziny przez opuszczone farmy, a potem gęsta dżungla przeplatana wysokimi trawami, by na końcu ustąpić już tylko pozostałościom po poprzednich erupcjach Doro Api, zarówno spływach piroklastycznych, jak i ostatniej dużej erupcji wulkanu w maju 2014 roku. W dniu kiedy przypłynęliśmy na wyspie była piękna pogoda i bezchmurne niebo, niestety na drugi dzień wspinając się na krater było zimno, wietrznie i pochmurnie. Na szczęście jak mieliśmy schodzić dosłownie na chwilę chmury się rozstąpiły i naszym oczom ukazała się uformowana przez ostatnią erupcję piękna kopuła lawowa. Zejście bardzo trudne, szczególnie w chmurach i z bardzo dużym wiatrem, a następnie w niższych partiach z bardzo wysoką temperaturą - było chyba ze 40 stopni, wieczorem dotarliśmy wykończeni, ale szczęśliwi do uroczych "chatek" nad brzegiem morza. Jednak będę chciał tutaj wrócić, oby z lepszą pogodą."





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz