sobota, 8 grudnia 2018

Silna erupcja eksplozywna wulkanu Manam w Papui Nowej Gwinei

Silna erupcja eksplozywna wulkanu Manam, Papua Nowa Gwinea w dniu dzisiejszym. Kolumna erupcyjna o wysokości 13.5 km. 3 w skali VEI (Wulkaniczny Indeks Eksplozywności). Silny opad popiołu spowodował ciemność na wyspie. Użyteczne stały się latarki. Kod awiacji czerwony. Potem miały miejsce emisje popiołu na mniejszą wysokość ponad 8 km. Poprzedni silny epizod erupcyjny wulkanu Manam miał miejsce 25 sierpnia z kolumną erupcyjną o wysokości 15 km. Opad popiołu miał wówczas miejsce m.in. w wioskach Baliau i Kuluguma. Północno-wschodnim wąwozem wulkanu popłynął wyciek lawy. Miał także miejsce spływ piroklastyczny, który pochłonął 6 domów w wiosce Boakure - ich mieszkańcy uciekli do wioski Abaria. Ewakuowano 2000 mieszkańców wyspy.

Zdj. Brian Malone, widok erupcji także ze statku US Navy.

niedziela, 2 grudnia 2018

Globalne ocieplenie, topniejące lodowce i podlodowe wulkany - wywiad z glacjologiem Jakubem Małeckim

3 grudnia 2018 roku w Katowicach rozpocznie się Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu COP-24, która potrwa do 14 września. Niestety z powodu pracy nie będę w stanie uczestniczyć choćby w niewielkim stopniu w tych obradach, ale na pewno będę śledził jakie decyzje na COP-24 zapadną. Antropogeniczne globalne ocieplenie staje się coraz bardziej palącym problemem dla ludzkości, zatem chciałem koniecznie nawiązać do tego ważkiego zagadnienia w niniejszym wywiadzie. Tym razem wypytuję glacjologa Jakuba Małeckiego, który prowadzi świetny blog popularyzujący wiedzę o lodowcach Glacjoblogia.

https://glacjoblogia.wordpress.com/

Kiedy i w jakich okolicznościach zainteresowałeś się glacjologią? Co jest najbardziej fascynującego w lodowcach? Dlaczego są tak ważne dla badaczy polarnych?

Jako dziecko chciałem zostać astronautą i wylądować na Marsie. Nieco później zamarzyłem o karierze bardziej naukowej, niż eksploracyjnej, więc przerzuciłem się na astronomię. W szkole średniej natomiast stwierdziłem, że nasza planeta jest najciekawszym miejscem w całym nam znanym Wszechświecie, i że to ją muszę dokładnie poznać w pierwszej kolejności, aby móc zrozumieć pozostałe planety. Po maturze rozpocząłem więc studia geograficzne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM).

Na studiach dowiedziałem się, że badacze UAM wyjeżdżają na wyprawy naukowe na arktyczny Spitsbergen, wyspę leżącą w archipelagu Svalbard pomiędzy Norwegią i biegunem północnym. Do głosu doszło wtedy moje dziecięce marzenie o Marsie. W 2007 roku zostałem najmłodszym członkiem ekspedycji UAM na Svalbard i oto piekłem dwie pieczenie na jednym ruszcie: od tego momentu byłem badaczem powierzchni Ziemi, ale w marsjańskim krajobrazie Spitsbergenu. Jeszcze przed wyjazdem do Arktyki najbardziej zainteresowały mnie lodowce, bo były najbardziej nieziemskim elementem polarnego krajobrazu. Znałem je tylko z książek, ale nie zawiodłem się. Pierwsze wejście na lodowiec było magicznym przeżyciem, to była miłość od pierwszego wejrzenia.

Lodowce mnie zafascynowały, bo są tajemnicze i piękne. Są trochę jak żywe istoty, poruszają się, rosną, starzeją i wykazują swoje indywidualne zachowania i osobliwości, jakby miały własny charakter. Rola lodu w przyrodzie jest nie do przecenienia, a mimo to jest w życiu codziennym niedostrzegana. Lód i śnieg w znacznym stopniu sterują ilością pochłanianej przez Ziemię energii słonecznej, więc silnie wpływają na klimat, a wahania lodowców i lądolodów kontrolują globalny poziom morza.

Pracowałeś naukowo na Svalbardzie? Czym się tam zajmowałeś?

Na Svalbard przyjeżdżam każdego lata od 2007 roku. W środkowej części Spitsbergenu UAM posiada swoją stację polarną, w oparciu o którą prowadzimy obserwacje różnych elementów polarnego środowiska, w tym lodowców, ale też np. pogody, rzeźby terenu, rzek, wieloletniej zmarzliny, zanieczyszczeń czy tundry. Początkowo, jako student, prowadziłem proste pomiary położenia czół lodowców oraz mierzyłem ich profile podłużne odbiornikami GPS, aby określić jak zmiany klimatu wpływają na ich długość i grubość. Na studiach doktoranckich rozwinąłem program obserwacyjny i skupiłem się na lodowcu Sven – małym lodowcu dolinnym, który dobrze reprezentuje lodowce środkowego Spitsbergenu. W lodowcu tym zastabilizowaliśmy kilkanaście punktów pomiaru topnienia, stacje meteorologiczne, punkty pomiaru odpływu rzecznego i temperatury lodu. Do dziś, już jako pracownik uniwersytetu, kontynuuję te prace, aby po zebraniu długiej serii pomiarowej wyciągnąć wnioski o reakcji lodowca na ocieplenie klimatu, które na Spitsbergenie zachodzi bardzo szybko. Dotychczasowe wyniki sugerują, że lodowiec Sven i jego sąsiedzi nie przetrwają nawet, gdyby ocieplenie klimatu zatrzymało się choćby jutro.

Przydatne linki:

https://glacjoblogia.wordpress.com/artykuly/jak-nie-zabral-mnie-statek/

http://www.facebook.com/amups.svalbard

Czym się różnią lodowce antarktyczne od arktycznych? Czy istnieją jakieś wyraziste podziały lodowców na świecie?

Lodowce, podobnie jak np. jeziora czy wulkany, można klasyfikować pod względem ich różnych cech. Możemy je więc dzielić np. pod kątem kształtu, genezy czy temperatury. Trzeba jednak pamiętać, że wszelkie klasyfikacje są w pewnym sensie sztucznym uproszczeniem, mającym ułatwiać pracę badaczom i wyciąganie pewnych uogólnionych wniosków. W rzeczywistości, przyroda jest pewną ciągłością, kontinuum, więc granice pomiędzy różnymi klasami obiektów (np. lodowców, jezior, wulkanów, skał, chmur itp.) są często rozmyte. Z tego powodu, klasyfikacje stosowane w poszczególnych opracowaniach naukowych są raczej dobierane do indywidualnych potrzeb danego studium.

Glacjologia nie jest wyjątkiem od tej reguły i podziałów lodowców jest wiele. W najbardziej podstawowej klasyfikacji lodowce dzielimy pod względem ich kształtu, czyli geometrii, i stosunku do lokalnej rzeźby terenu. Wyróżniamy w niej wiele klas, np. lądolody i podobne do nich, choć znacznie mniejsze, czapy lodowe, które całkowicie przykrywają podścielające je podłoże skalne i tworzą lodowe kopuły spływające promieniście we wszystkich kierunkach. W obszarach, w których grubość lodu nie wystarcza, aby szczelnie zakryć cały teren, występują lodowce górskie (głównie dolinne i cyrkowe) lub ich całe, połączone ze sobą kompleksy – pola lodowe. Ta lista oczywiście nie jest wyczerpująca i chyba najpełniejszą z nich opisałem na moim blogu:

https://glacjoblogia.wordpress.com/2014/01/24/wgi_wstep/

Zarówno w Arktyce, jak i w Antarktyce, gdzie lodu jest najwięcej, dominują lądolody, odpowiednio Grenlandii i Antarktydy, ale także czapy i pola lodowe. Wszystkie te duże lodowe cielska wciskają swoje jęzory w obniżenia terenu i często docierają aż do samego morza, do którego odłamują się z hukiem mniejsze lub większe góry lodowe. To co różni natomiast lodowce obu stref podbiegunowych to po pierwsze rozmiary – lodowce południa (tj. Antarktyki) są generalnie znacznie większe i grubsze. Po drugie natomiast to temperatura lodu i konsekwencje z nią związane. Lód w Antarktyce jest zimniejszy od tego w Arktyce, a więc i mocniejszy. Dzięki temu, antarktyczny lodowiec po dotarciu do morza może często dalej się rozrastać, bo zaczyna pływać na morskiej wodzie bez przełamywania, tworząc tzw. lodowce szelfowe lub, poprawniej, półki lodowe. W zasadzie cały kontynent Antarktydy otoczony jest takimi platformami bardzo grubego, pływającego lodu i są to miejsca szczególnie narażone na negatywne konsekwencje ocieplenia klimatu.

Mamy mnóstwo dowodów iż lodowce na świecie topnieją wskutek antropogenicznego globalnego ocieplenia. Czy jesteśmy w stanie zminimalizować globalną utratę lodowców na świecie?

To prawda, nauka nie pozostawia żadnych wątpliwości: wzrost temperatury na świecie i przyspieszone topnienie lodowców są naszą winą! Jedynym sposobem złagodzenia skutków naszej działalności jest drastyczne ukrócenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery, bo to jest właśnie pra-przyczyna negatywnych zmian klimatu. Niestety, świat nie dojrzał jeszcze do tej decyzji i emisje CO2 rosną. Przy zachowaniu tego trendu czeka nas globalny wzrost temperatury o kilka stopni Celsjusza, co może być wyrokiem śmierci nie tylko dla lodowców górskich, ale i dla lądolodów.

Istnieją także pomysły na ograniczenie ocieplenia klimatu poprzez sztuczną emisję aerozoli do atmosfery, które w zamyśle miałyby odbijać część energii słonecznej w kosmos jak maleńkie lusterka. Inna koncepcja widzi szanse na uratowanie lądolodów Grenlandii i Antarktydy przed destabilizacją poprzez podpieranie półek lodowych potężnymi podmorskimi wałami lub odpompowywanie spod nich wody, bo ta działa jak smar i przyspiesza spływ lodu do oceanu. Z moich obserwacji wynika, że środowisku naukowym przeważają zdania, że próby takie mogłyby wyrządzić więcej szkód niż pożytku i byłyby niezwykle kosztowne. Lepiej jest więc rozwiązywać problem u źródła i uciąć emisję dwutlenku węgla do atmosfery, m.in. opierając energetykę na odnawialnych źródłach energii.

Przydatny link:

https://glacjoblogia.wordpress.com/2018/04/03/antarktyda-i-grenlandia-topnieja-oto-jak-mozna-temu-zaradzic/

Jakie mogą być dalekosiężne konsekwencje topnienia masy lodowej Arktyki dla człowieka i przyrody?

W tym miejscu warto dokonać istotnego rozróżnienia. Arktyka jest wielkim oceanem, na którym znajdują się wyspy pokryte lodowcami, grubymi na dziesiątki, setki czy tysiące metrów. Sam Ocean Arktyczny także jest skuty lodem, ale jego kra (tzw. lód morski) jest cienka i ma zaledwie do kilku metrów grubości. W związku z tym, zasięg lodu morskiego zmienia się znacząco w rytmie pór roku, ale przez ostatnich 40 lat spadł o miliony kilometrów kwadratowych. Zanik lodu morskiego, przynajmniej w okresach letnich, jest możliwy już za kilka dekad. To bardzo zła informacja, ponieważ lód morski Arktyki kontroluje klimat półkuli północnej, m.in. nie pozwala mu się zbyt szybko nagrzewać i odgrywa ważną rolę w cyrkulacji wód oceanicznych.

Lód lądowy, czyli lodowce i lądolody, również szybko się kurczą, a skutki tego procesu są równie niebezpieczne. Przewidywania glacjologów, bazujące na obserwacjach współczesnych trendów i symulacjach dalszych zmian klimatu i topnienia lodu wskazują, że do końca XXI wieku znikną tysiące mniejszych lodowców na całym świecie, również w moim obszarze badań w środkowym Spitsbergenie. Zakładając scenariusz zmian stężenia CO2 w atmosferze "biznes-jak-zwykle", łączna objętość lodu spadnie w wielu obszarach górskich o kilkadziesiąt procent lub niemal całkowicie, m.in. w zachodniej Ameryce Północnej, wysokich górach Azji, a zapewne także w Europie. Lodowce stanowią w swoich regionach ważne źródło wody, które zostanie w ten sposób znacznie uszczuplone. Co jeszcze gorsze, topniejące lądolody Grenlandii i Antarktydy stały się niedawno głównym udziałowcem globalnego wzrostu poziomu morza, który do roku 2100 podniesie się o jakiś metr. Konsekwencją tego będą m.in. milionowe przesiedlenia i gigantyczne straty związane ze sztormowymi powodziami, które z każdym centymetrem wzrostu poziomu morza wdzierają się głębiej w ląd.

W jeszcze dłuższej perspektywie, wieków czy mileniów, spodziewamy się natomiast wielkiej redukcji objętości, lub nawet całkowitego zniknięcia, lądolodów Grenlandii i Antarktydy. Tych lodowych olbrzymów można porównać do mitycznego Achillesa – są potężni, ale mają swoje słabe punkty. Tymi słabymi punktami są kluczowe strumienie lodowe przemieszczające wielkie masy lodu aż do morza, na którym unoszą się ich półki lodowe. Pewna specyficzna konfiguracja kształtu półek i podłoża sprawia, że niektóre strumienie są bardzo wrażliwe na działanie wód morskich, które mogą szybko topić je od spodu. Po przekroczeniu krytycznego stanu doprowadzi to do "odkorkowania" strumieni i niekontrolowanego spływu lodu do oceanu. Już teraz obserwujemy pierwsze symptomy takiej destabilizacji kilku stref obu lądolodów, co może w przyszłości prowadzić do ich dynamicznego rozpadu. Zanik lądolodów trwałby zapewne setki lub tysiące lat, ale ich woda roztopowa podniosłaby poziom mórz o ponad 60 metrów, zabierając naszym potomkom gigantyczne połacie lądu, w tym żyzne i gęsto zaludnione niziny. Trzeba o tym mówić głośno i zdecydowanie, bo zmiany środowiska wymykają się spod kontroli, a furtka na działanie się szybko zamyka.

Przydatne linki:

https://glacjoblogia.wordpress.com/2016/07/03/serce-arktycznego-spitsbergenu-traci-lod-w-rekordowym-tempie/

https://glacjoblogia.wordpress.com/2015/10/03/niestabilnosc-ladolodow-morskich/

W jaki sposób dokonuje się pomiarów tempa topnienia/zaniku lodowców? Które metody są najbardziej niezawodne?

Glacjolodzy mają do wyboru wiele różnych technik pomiarowych, które podzielić można na trzy grupy: terenowe, zdalne i mieszane. Metody badań terenowych obejmują m.in. klasyczne pomiary tyczek zatopionych kilka metrów pod powierzchnią lodu w wielu punktach na lodowcu. Pomiar topnienia sprowadza się w tym przypadku do pomiaru długości części tyczki wystającej ponad powierzchnię i porównaniu bieżącego odczytu do tego z poprzedniej wizyty: pozorne wydłużenie tyczki oznacza topnienie, a skrócenie - gromadzenie nowego lodu. W terenie można także instalować automatyczne czujniki ultradźwiękowe, podobne w konstrukcji do czujników parkowania w samochodach, które zawieszone nieruchomo nad lodem mierzą swoją odległość od powierzchni. Można również wykorzystywać technologię GPS do systematycznych pomiarów wysokości punktów kontrolnych na lodowcu. Jeszcze inna metoda zaprzęga do pracy automatyczne stacje pogodowe, które zbierają dane o ilości energii docierającej do lodu i umożliwiają obliczanie topnienia w oparciu o równania fizyczne.

Metody badań zdalnych są niemniej rozmaite, a ich największą zaletą jest to, że nie wymagają bezpośrednich wizyt na lodowcach, dzięki czemu umożliwiają obserwacje miejsc trudno dostępnych oraz większej grupy lodowców. Wykorzystuje się w tym celu satelity i samoloty, których najważniejszym zadaniem jest dostarczanie zdjęć w różnych przedziałach promieniowania. Analiza zdjęć lodowców z różnych okresów pozwala na tworzenie map zmian zasięgu, a w pewnych sytuacjach także grubości lodowców, oraz pozwala na automatyczne wyznaczanie cech ich powierzchni, np. obecności śniegu. Flota może być także wyposażona w lasery lub radary do monitorowania zmian wysokości powierzchni, a jeszcze inna metoda obserwacji zmian masy opiera się na pomiarach anomalii grawitacyjnych, bo gdy lodu ubywa, tym słabsza jest grawitacja nad danym obszarem. W końcu, mamy także metody, które zaliczyłbym do mieszanych, np. obserwacje wykonywane z dronów lub fotogrametrię naziemną, czyli coś, co można obrazowo opisać jako fotograficzną geodezję. Techniki te wymagają co prawda wyprawy w teren, ale nie wymagają już wejścia na lód i korzystają z metod obróbki danych charakterystycznych dla grupy badań zdalnych. Paletę tę uzupełniają także symulacje komputerowe, które podparte są bezpośrednimi badaniami terenowymi do ich kalibracji.

Najcenniejsze w glacjologii są badania oparte na dwóch lub większej liczbie metod, bo każda z nich ma swoje wady i zalety i nie ma metod niezawodnych. Najważniejsze jednak jest to, że niezależnie od wykorzystanej techniki pomiarowej, wyniki dają spójny obraz - lodowce na niemal całym świecie tracą masę i jest to argument, którego nie da się obalić.

Przydatny link:

https://glacjoblogia.wordpress.com/2014/07/22/skad-wiemy-ze-lodu-ubywa/

Jakie są najbardziej fascynujące zjawiska związane z pokrywą lodową i aktywnością lodowców?

Pamiętając o tym, że lodowce są w bezustannym ruchu i mają swój charakter, łatwiej jest wyobrazić sobie, że niektóre z nich mogą mieć swoje "widzi-mi-się" i zachowywać się zupełnie niespodziewanie. Dwa podobne, sąsiadujące ze sobą lodowce mogą czasami reagować zupełnie inaczej na te same bodźce klimatyczne, a wszelkie anomalie są czymś co naukowcy uwielbiają. Spośród wielu tajemniczych zachowań osobiście najbardziej fascynują mnie tzw. szarże. Proszę wyobrazić sobie ślimaczący się przez dekady lodowiec, przesuwający się zaledwie o kilka metrów rocznie, który w regularnych odstępach czasu nagle przyspiesza swój ruch, np. stukrotnie, i po latach wycofywania swojego czoła nagle awansuje o kilometr lub dziesięć. Wciąż nie do końca rozumiemy mechanizmy sterujące szarżami, ale przyczyn tego zjawiska upatrujemy w procesach hydrologicznych zachodzących pod lodem. Mimo wielu lat badań, wciąż sporo pozostaje do wyjaśnienia.

Przydatny link:

https://glacjoblogia.wordpress.com/2018/01/24/o-szalonych-szarzujacych-lodowcach/

Czy globalne ocieplenie topiąc pokrywę lodową wielu rozsianych po świecie wulkanów może spowodować ich przebudzenie?

Zlodowacone wulkany występują przede wszystkim dookoła Pacyfiku, np. w Kordylierach, Andach i na Kamczatce, ale także m.in. na Islandii i wyspach antarktycznych. Wraz z zanikiem ich pokryw lodowych stopniowo coraz rzadziej będzie dochodziło do interakcji lodu z ogniem. To jest dobra wiadomość, bo kontakt tych dwóch żywiołów zawsze może skutkować niekontrolowanymi konsekwencjami. Ale to tylko jedna strona medalu.

Niestety, nie mamy zbyt wielu twardych danych o tym jak zachowają się w przyszłości wulkany w przypadku zaniku pokrywających je lodowców. Wiemy natomiast, że po ustąpieniu poprzednich zlodowaceń wulkany wykazywały wzmożoną aktywność, co tłumaczy się ich odciążeniem od przygniatających je milionów ton lodu. A więc faktycznie, istnieje prawdopodobieństwo częstszych i silniejszych erupcji wraz z zanikiem lodowców, ale zagadnienie to wymaga dalszych badań.

Dodatkowo, zanikające śnieg i lód odsłonią wulkaniczne stoki zbudowane z luźnych okruchów skalnych i popiołu. Taki rodzaj materiału może być bardzo niestabilny podczas deszczowych dni, bo daje się łatwo porwać przez spływającą wodę. Z tego powodu może dochodzić do częstszych niż obecnie spływów gruzowo-błotnych, katastrofalnych w skutkach dla osad i infrastruktury położonej u stóp wulkanu. Zmiany klimatu niosą więc ze sobą nowe zagrożenia, nie tylko związane z pogodą i wzrostem poziomu morza, ale, jak widać, także z aktywnością wulkaniczną. Przykład ten podkreśla, że wszystkie elementy systemu przyrodniczego Ziemi są ze sobą powiązane.

W jaki sposób przebiega interakcja lodu z emitowaną przez wulkan w trakcie erupcji lawą?

W zależności od tego w jakiej części lodowca dochodzi do kontaktu z lawą, efekt może być różny. W sytuacji, gdy lawa spływa na lód mogą powstawać wielkie ilości pary i wody roztopowej, a strumień lawy wcinać się może coraz głębiej w lodowiec, jak gorący nóż w masło, i może go dosłownie przeciąć, jeżeli lód jest wystarczająco cienki. Bardziej niebezpieczne są jednak sytuacje, gdy lawa zaczyna topić lodowiec od spodu, bo powstająca w ten sposób woda roztopowa nie ma łatwej drogi ewakuacyjnej i szybko się gromadzi na kontakcie lodu z podłożem, co powszechne jest np. na Islandii. Ciśnienie wody rośnie na tyle, że cały lodowiec zaczyna się wyraźnie podnosić, np. o kilka metrów. W końcu, po przekroczeniu punktu krytycznego lodowiec odkleja się od podłoża, a działająca jak smar woda pod ciśnieniem jest wtryskiwana pod lód na znacznej powierzchni. Cały lodowiec wyraźnie przyspiesza i gwałtownie wypuszcza nagromadzoną wcześniej wodę. W ten sposób dochodzi do ogromnych powodzi, zwanych z języka islandzkiego jökulhlaup, które przekształcają zwykłe potoki w pędzące błotniste rzeki, mogące zmiatać z powierzchni Ziemi domy, mosty i drogi.

Ale nie zawsze musi do tego dochodzić. Aktywność wulkaniczna może produkować pod lodowcami wystarczającą ilość ciepła, aby tylko przyspieszyć ich ruch, bez powodowania powodzi, i w ten sposób wymuszać awans ich czoła, nawet pomimo ocieplenia klimatu. Takie zachowanie obserwujemy w ostatnich dekadach np. na lodowcach pokrywających niektóre wulkany Kamczatki. Wszystko zależy więc od lokalnych czynników.

Przydatny link:

https://glacjoblogia.wordpress.com/2018/07/04/piesn-lodu-i-ognia-o-kamczackich-lodowcach-ktorych-nie-widac/

Czego może się spodziewać osoba, która po raz pierwszy zawita na norweski archipelag Svalbard? Jak wygląda życie/ codzienność glacjologa na Spitsbergenie?

Pierwszy kontakt z arktyczną przyrodą, z dala od miasteczka i lotniska, to wyjątkowa chwila. Człowiek pozbawiony dobrodziejstw cywilizacji, takich jak drogi, woda w kranie czy zasięg telefonii komórkowej, zdaje sobie wtedy sprawę, że przyjdzie mu pochylić głowę przed kaprysami natury. Cisza, mącona jedynie przez mewy i szum wiatru, daje poczucie wyobcowania, bo tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do zgiełku i hałasu. Zwielokrotnienie wysiłku przy wykonywaniu podstawowych czynności, począwszy od dotarcia z punktu A do punktu B w trudnym terenie, po zwykłe zmywanie naczyń przy braku ciepłej, bieżącej wody, kształtuje charakter i uczy pokory.

Na Stacji Polarnej UAM na Spitsbergenie mamy oczywiście względne wygody, choć wiele osób nazwałoby te warunki spartańskimi. Mamy trzy domki, w tym dwa ogrzewane piecykami na drewno, i dziesięć łóżek. Agregat daje nam wieczorem kilka godzin prądu, więc można ładować komputery i aparaty, oglądać filmy i upiec chleb w piekarniku. Wąż ogrodowy wsadzony do strumyka daje nam wodę zaledwie kilka metrów od domków. To wystarcza do spędzenia tam niezapomnianych dwóch czy trzech miesięcy. Zaskoczeniem dla wielu może być fakt, że latem na Spitsbergenie nie ma ani mrozów, ani śniegu (oczywiście wykluczając góry i lodowce), a pogoda przypomina nasz polski listopad, choć z silniejszym wiatrem.

Mój typowy dzień na Stacji zaczyna się od śniadania o godzinie 9:00, które przygotowuje dyżurny. Po śniadaniu przygotowuję się do wyjścia na nasz testowy lodowiec i kilkukrotnie upewniam się, że mam wszystko, co będzie potrzebne, np. radio, scyzoryk, raki, dodatkową odzież, prowiant, notatnik i inne akcesoria. Obowiązkowo w teren chodzimy przynajmniej parami oraz z ostrą bronią – na wypadek spotkania niedźwiedzia polarnego, których na Spitsbergenie jest wiele. Bazę opuszczamy około południa, a po dwóch godzinach marszu jesteśmy u czoła lodowca. Spędzamy na nim z reguły kilka godzin, wykonujemy niezbędne pomiary (np. topnienia na tyczkach), prace konserwacyjne (np. stacji meteorologicznych) i dobrze się bawimy. Staramy się wrócić na Stację na ciepły posiłek w porze kolacji ok. 20:00, po której wspólnie oglądamy filmy rzucane z projektora na ścianę mesy. Takie życie daje wiele radości, satysfakcji i poczucie celu, więc zachęcam wszystkich młodych miłośników przyrody i aktywności na świeżym powietrzu, aby do nas dołączyli na geo-wydziale i Stacji Polarnej UAM!

Na zdjęciach (autor: Boaworm, Wikimedia Commons) interakcja lawy z lodem w trakcie erupcji drugiej szczeliny na Fimmvörðuháls, wulkan Eyjafjallajökull, Islandia, 2 kwietnia 2010 roku oraz Polska Stacja Polarna Hornsund (zdj. Adam Nawrot).

2 grudnia w godzinach 5:09, 9:22 i 15:45 trzy eksplozje meksykańskiego wulkanu Popocatepetl wygenerowały obłoki erupcyjne o wysokości 2.5 km.

piątek, 30 listopada 2018

Metan pod islandzkim lodowcem Sólheimajökull

Metan CH4 to gaz cieplarniany o wiele bardziej szkodliwy dla klimatu niż dwutlenek węgla CO2. Pokaźne pokłady metanu znajdują się pod arktyczną zmarzliną. Oczywiście dwutlenek węgla jest głównym gazem odpowiadającym za obecne ocieplenie klimatu, jednak wieści z Islandii mogą zaniepokoić. Naukowcy z Lancaster University odkryli że islandzki lodowiec Sólheimajökull połączony z podlodowym wulkanem Katla emituje wielkie ilości metanu: do 41 ton tego gazu cieplarnianego poprzez wody roztopowe codziennie w trakcie letnich miesięcy - ekwiwalent ponad 136 000 bekających krów. To ponad 20 razy więcej niż zbadane emisje metanu ze wszystkich wulkanów w Europie.

Dr Rebecca Burns zbadała koncentracje metanu w próbkach wody pobranych z roztopowego jeziora znajdującego się przed lodowcem Sólheimajökull, po czym porównała je z poziomami metanu w pobliskich sedymentach i rzekach aby upewnić się że metan nie jest uwalniany przez pobliskie tereny. Najwyższe koncentracje metanu odnaleziono w punkcie w którym rzeka wypływała spod lodowca i docierała do jeziora. To wskazuje na źródło koncentracji metanu pod lodowcem Sólheimajökull - konkretnie na aktywność mikrobiologiczną (mikroby uwalniają metan do otaczających wód roztopowych). Woda roztopowa z lodowca wchodzi przy powierzchni jego poruszania się w kontakt z gazami emitowanymi przez wulkan Katla, które obniżają zawartość tlenu w wodzie, co oznacza że część metanu wyprodukowana przez mikroby może zostać rozpuszczona w wodzie i przetransportowana z lodowca bez konwersji do postaci CO2. Gorąco pochodzące z wulkanu Katla sprzyja produkcji metanu przez mikroby. W dodatku Katla jest wulkanem emitującym ogromne ilości dwutlenku węgla.

Zlodowaciałe, tudzież podlodowe wulkany znajdują się między innymi na Antarktydzie, Alasce, w Argentynie (np. Viedma pod Patagońską pokrywą lodową) oraz we wspomnianej Islandii. Czy pod pokrywami lodowymi tychże wulkanów także produkowany jest metan? I czy jest uwalniany do ziemskiej atmosfery w miarę zaniku tych lodowców, ich topnienia?

Źródło: http://www.lancaster.ac.uk/news/volcanoes-and-glaciers-combine-as-powerful-methane-producers-2

Wciąż trwa umiarkowana aktywność erupcyjna wulkanów Kadovar (Papua Nowa Gwinea) i Nevados de Chillan (Chile) - w postaci sporadycznych eksplozji.

Zdjęcia lodowca Sólheimajökull mojego autorstwa - zrobione w kwietniu 2014 roku. Pamiętam że feralnego dnia strasznie padało, co nie przeszkodziło mi zachwycać się tym lodowcem i go eksplorować.

wtorek, 27 listopada 2018

Pierwsze zdjęcia Elysium Planitia od marsjańskiej misji InSight

26 listopada o godzinie 20.54 czasu CET sonda NASA InSight pomyślnie wylądowała na powierzchni Marsa, konkretnie w Elysium Planitia, po czym rozłożyła panele słoneczne i przesłała pierwsze zdjęcia z miejsca udanego lądowania. Elysium Planitia to bardzo interesujący obszar: równina wulkaniczna, która od północy graniczy z wyżyną wulkaniczną oraz z wygasłymi marsjańskimi wulkanami tarczowymi Elysium Mons, Albor Tholus i Hecates Tholus. Jak wiadomo głównym celem misji InSight jest przeprowadzenie badań geofizycznych i sejsmologicznych, zatem miejsce nie jest przypadkowe: na Elysium Planitia znajdują się liczne niskie struktury wulkaniczne, w tym niewielkie wulkany tarczowe oraz wylewy lawy (niektóre mogą mieć wiek geologiczny 2 milionów lat).

Mały wylew lawy schodzi z otworu erupcyjnego zwanego "puttusiddu" na wschodnim stoku New SE Crater wulkanu Etna. Zdj. Benito Morabito.

Według najnowszych badań morskich i jeziornych sedymentów oraz rdzeni lodowych kaldera centralna wulkanu Deception Island (Antarktyda) powstała wskutek potężnej erupcji wulkanicznej 3980 lat temu, która wywołała zmiany klimatyczne na Ziemi.

EDIT 29 listopada: Umiarkowane spływy piroklastyczne schodzą z północno-zachodniego zbocza kopuły lawowej Caliente wulkanu Santiaguito w Gwatemali.

piątek, 23 listopada 2018

Veniaminof, Etna i Popocatepetl

W dniach 19-20 listopada zintensyfikowała się aktywność erupcyjna wulkanu Veniaminof. Obłok popiołu nad aktywnym otworem erupcyjnym sięgnął wysokości 4.5 km i osiągnął długość aż 600 km. Na zdj. Janet Schaefer / AVO w dniu 21 listopada. Kod awiacji został zmieniony na czerwony. Erupcja Veniaminof widoczna była z Perryville. Emisje popiołu obecnie wciąż trwają, ale są słabsze.

Islandia - śmierdzi siarką wokół Sólheimajökull i Jökulsá á Sólheimasandur. Gazy mogą akumulować się w obniżeniach terenu i stanowić zagrożenie dla ludzi.

Wymiary nowej naleśnikowej kopuły lawowej wulkanu Popocatepetl w Meksyku: średnica 250 metrów, grubość 30 metrów, objętość 1.5 miliona metrów sześciennych. Umiarkowana aktywność erupcyjna w toku.

Wulkanem Fuego w Gwatemali wciąż targają regularne eksplozje generujące obłoki popiołu sięgające wysokości 4.5 km.

Etna (Sycylia) - umiarkowana aktywność strombolijska w kraterze Bocca Nouva i w "puttusiddu" (małej dziurze) na wschodnim zboczu New SE Crater. Aktywność erupcyjną wykazuje także NE Crater.

W grudniu szykuję duży materiał o nowozelandzkich wulkanach, gdyż dwóch moich znajomych, których poznałem dzięki Wulkanom Świata przebywa aktualnie właśnie tam. Także będzie sporo zdjęć i informacji.

Przypłynął ewangelizować, został zabity strzałami przez Sentinelczyków. Plemię żyjące na odizolowanej wyspie North Sentinel (Andamany i Nikobary, Indie) zabija strzałami z łuku 27-letniego Amerykanina Johna Allena Chau, podróżnika i samozwańczego misjonarza. To tak gwoli ciekawostki nie związanej z wulkanami, gdyż historia tego plemienia jest absolutnie fascynująca:

https://www.voidmagazine.pl/2018/08/25/sentinelczycy-zagadka-antropologii/

EDIT 26 listopada: Dwie niewielkie erupcje freatyczne wulkanu Mayon, Luzon, Filipiny generujące szarawo-białe obłoki o wysokości 300-500 metrów.

Także niewielka erupcja wulkanu Karangetang, Siau, Indonezja z chmurą erupcyjną o nieznanej wysokości.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Piąty paroksyzm erupcyjny wulkanu Fuego w toku

Trwa piąty paroksyzm erupcyjny wulkanu Fuego w Gwatemali w bieżącym roku. Ma miejsce ciągła emisja popiołu na wysokość 4.9 km (w nocy 5.2 km), z wulkanu schodzą spływy piroklastyczne, które mkną wąwozami Taniluya i Ceniza. Z krateru wulkanu wyrzucana jest na wysokość 300 metrów rozżarzona fontanna lawy (w nocy jest jeszcze wyższa - 500-600 metrów). Wylew lawy o oszacowanej długości 2.5 km płynie w kierunku wąwozu Ceniza. Opad popiołu ma miejsce w społecznościach Panimache, Morelia, Santa Sofia, Sangre de Cristo i Finca Paolo Verde. Wulkan wyrzuca odłamki balistyczne na odległość 800 metrów w różnych kierunkach. Trwają pierwsze ewakuacje ludzi. Warto dodać iż bilans ofiar śmiertelnych paroksyzmu erupcyjnego Fuego z dnia 3 czerwca 2018 roku wynosi obecnie 194 osoby zabite. Zdj. Javier Juarez.

Anak Krakatau (Indonezja) - aktywność strombolijska tego wulkanu w toku, wylew lawy dociera południowo-wschodnim zboczem do oceanu. Żarzenie się wierzchołka Anak Krakatau można zaobserwować z odległości 40 km.

środa, 14 listopada 2018

Po kilku tygodniach drzemki budzi się wulkan Sakurajima

Do przebudzenia japońskiego wulkanu Sakurajima dochodzi o godzinie 00.43 czasu JST. Obłok erupcyjny sięga wysokości 4 km, ma miejsce opad piroklastyczny na zbocza wulkanu. Chmurę erupcyjną przecinają wulkaniczne błyskawice. Opad popiołu ma miejsce w Tarumi i Kanoya.

Potem 14 listopada 2018 roku około godziny 12.45 po południu dochodzi do kolejnej erupcji z krateru Minamidake (na zdj). Ostatnia erupcja tego wulkanu miała miejsce 16 lipca bieżącego roku. Widok z Kagoshima. Zdj. Naoto Yoshidome.

15 listopada 2018 roku eksplozja wulkanu Suwanosejima (Japonia)z krateru Ontake generuje obłok popiołu o wysokości 2 km.

Wylew lawy schodzi z kopuły lawowej Ñuñurcu Dome wulkanu Sangay w Ekwadorze.

niedziela, 11 listopada 2018

Topnienie lodowca na wulkanie Mount Meager w Kanadzie

Ciekawa informacja z Kanady. Wulkanolog z SFU (Simon Fraser University) Glynn Williams Jones sugeruje iż globalne ocieplenie topi lodowiec pokrywający kanadyjski stratowulkan Mount Meager zlokalizowany na północny zachód od Whistler, Kolumbia Brytyjska, co w przyszłości może skutkować ogromnym osuwiskiem, a co za tym idzie erupcją tego wulkanu. Odkrywane są nowe jaskinie lodowe-fumarole emitujące parę wodną, siarkowodór i dwutlenek węgla. Powstały wskutek antropogenicznego globalnego ocieplenia powodującego topnienie pokryw lodowych i kurczenie się lodowców. Warto dodać iż do ostatniej potężnej erupcji eksplozywnej Meager doszło 2400 lat temu, co w geologii jest zaledwie mgnieniem oka. Williams Jones wraz ze współpracownikami badali m.in. poziomy toksycznych gazów oraz poszerzanie się fumarol, ale również tempo odwrotu lodowca i potencjał do wystąpienia ogromnego osuwiska, co z kolei może doprowadzić do przebudzenia się wulkanu z trwającej 2400 lat drzemki. Do osuwiska z Mount Meager już zresztą doszło 6 sierpnia 2010 roku. Wówczas blisko 50 milionów metrów kwadratowych materiału dotarło na odległość 13 km niszcząc drogi, mosty i sprzęt. Kolejne osuwisko z Mount Meager może być 10 razy większe i przemieścić się na oszacowaną odległość 20-30 km powodując powodzie i zagrażając populacjom ludzi.

To nie tylko problem związany z Mount Meager. Globalne ocieplenie sprzyja stopniowemu kurczeniu się lodowców pokrywających podlodowe wulkany Islandii, a także wybuchające góry Alaski i Ameryki Południowej.

Na zdj. SFU jaskinie lodowe (fumarole) wulkanu Mount Meager (głębokość największej wynosi 30-40 metrów).

Artykuł z którego korzystałem (odnajdziecie tam również imponujące nagranie z drona):

https://newsinteractives.cbc.ca/longform/mount-meager-eruption-risk

Wciąż mają miejsce umiarkowane i nader częste emisje popiołu z japońskiego wulkanu Kuchinoerabujima. W nocy krater wulkanu słabo się żarzy. Ustała natomiast aktywność erupcyjna i efuzja lawy z wulkanu Barren Island (Andamany).

7 listopada doszło do umiarkowanej emisji popiołu z wulkanu (kompleksu wulkanicznego) Planchón-Peteroa w Chile - pierwszej od 2011 roku.

poniedziałek, 29 października 2018

Kuchinoerabujima, Barren Island i Anak Krakatau

Trochę wulkanicznych niusów z ostatnich dni:

- Kuchinoerabujima (Japonia) - Od 29 sierpnia 2018 roku ten japoński wulkan jest objęty trzecim stopniem alarmu. 28 października niewielkie emisje popiołu miały miejsce z krateru Shintakeyama.

- Barren Island (Andamany) - Efuzywna erupcja tego wulkanu w toku obejmująca aktywność strombolijską, fontanny lawy oraz wylew lawy prawdopodobnie już docierający do wód Oceanu Indyjskiego. Z aktywnego krateru oraz wybrzeża (miejsca interakcji lawy z oceanem) unoszą się obłoki pary. Na zdj. Tropical Andamans.

- Anak Krakatau (Indonezja) - Eksplozje wulkaniańskie wyrzucające bomby wulkaniczne/ odłamki balistyczne oraz silne odgazowanie wulkanu, z południowej krawędzi aktywnego krateru Anak Krakatau schodzi wylew lawy. Bardzo spektakularna erupcja, którą warto obserwować.

- Manam (Papua Nowa Gwinea) - Mają miejsce emisje popiołu i gazu z kraterów tego czynnego wulkanu.

- Semisopochnoi (Alaska) - 28 października małe eksplozje. Od 26 października pomarańczowy kod awiacji. Trwa także efuzja lawy z innego alaskańskiego wulkanu Veniaminof.

Nadal brak potężnej i spektakularnej erupcji eksplozywnej takiej jak np. erupcja wulkanu Manam 25 sierpnia 2018 roku.

EDIT: 30 października wulkan Ambae (Manaro Voui, Vanuatu) emituje popiół na wysokość 4-5 km.

wtorek, 23 października 2018

Wulkany a globalne ocieplenie - wywiad z fizyczką atmosfery Aleksandrą Kardaś

Decydując się na ten wywiad zastanawiałem się czy wskutek stopniowo postępującego globalnego ocieplenia jesteśmy skazani w przyszłości na zagładę. Chciałem także raz na zawsze rozprawić się z szeroko pokutującym mitem jakoby wulkany produkowały więcej cieplarnianego CO2 niż ludzka działalność gospodarcza i przemysłowa. Dane prezentowane przez setki badaczy nie pozostawiają złudzeń: ziemski klimat się ociepla. I to dzięki spalaniu paliw kopalnych, od których użycia jesteśmy wciąż uzależnieni. Jaka będzie przyszłość kolejnych pokoleń? Czy w ciągu kolejnych dekad grozi nam katastrofa klimatyczna? Są to ważkie pytania, z którymi ludzkość będzie musiała się prędzej czy później zmierzyć. Rozmawiam z dr Aleksandrą Kardaś, fizyczką atmosfery z serwisu Naukaoklimacie.pl, współautorką książki „Nauka o klimacie”, która już niedługo pokaże się w księgarniach.

Jakie są możliwe przyszłe (mniej lub bardziej niepokojące) scenariusze ewolucji zachodzących zmian klimatycznych? Kiedy orientacyjnie osiągniemy tzw. punkt krytyczny (bez powrotu)? Czy rzeczywiście kres cywilizacji jest już coraz bliżej?

Najogólniej mówiąc, spodziewamy się dalszego wzrostu średniej temperatury, co objawia się między innymi częstszym występowaniem fal upałów, i czemu towarzyszy zmniejszanie zasięgu lodu morskiego, masy lodowców i lądolodów oraz wzrost poziomu morza. Rośnie i będzie rosło prawdopodobieństwo ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak burze, silny wiatr, ulewy. To, na ile zmienią się statystyki, częstość występowania i intensywność tych zjawisk zależy od tego, ile gazów cieplarnianych zostanie w sumie wyemitowane do atmosfery. Według najnowszego raportu specjalnego IPCC fizycznie możliwe (choć niezwykle trudne) jest zatrzymanie wzrostu średniej temperatury na poziomie 1,5°C powyżej stanu z epoki przedprzemysłowej. Jeśli jednak w gospodarce nie nastąpią radykalne zmiany, trzeba liczyć się z tym, że do końca wieku średnia temperatura wzrośnie nawet o 4°C. Żeby uzmysłowić sobie, co oznacza taka zmiana, warto sięgnąć po przykład z historii klimatu: 4-5°C to różnica temperatury dzieląca dzisiejsze czasy od epoki lodowej. Wtedy było właśnie o tyle chłodniej a nasza planeta wyglądała zupełnie inaczej.

Opisując przechodzenie planety do „zupełnie innego stanu” zwraca się uwagę na grupę kluczowych zjawisk, mających duże znaczenie dla tego jak sama planeta wygląda i jak rozwija się dalsza zmiana klimatu. Należą do nich np. zanik lodu arktycznego, wysychanie Amazonii czy rozmarzanie wieloletniej zmarzliny. Przynoszą one nie tylko zmiany w krajobrazie. Ocenia się, że gdy osiągną pewien poziom zaawansowania, dalsze emisje gazów cieplarnianych przez człowieka nie będą już potrzebne by je „dokończyć” - tzn. zamiana rozpraszającej promieniowanie słoneczne powierzchni lodu na ciemną powierzchnię wody spowoduje pochłanianie takich ilości energii słonecznej, która wystarczy do stopienia pozostałych resztek, emisje gazów cieplarnianych ze zmarzliny staną się wystarczające, żeby związane z nimi ocieplenie stopiło całą itd. Dla każdego z tych procesów „punkt krytyczny” leży gdzie indziej, dlatego trudno jest ustalić jeden konkretny punkt krytyczny dla całej Ziemi. Im więcej z nich przekroczymy, tym bardziej zmieni się świat. Wiadomo, że przynajmniej w przypadku topnienia Antarktydy Zachodniej punkt krytyczny już minęliśmy i choć zajmie to dużo czasu, ta część lądolodu spłynie do morza.

Mam nadzieję, że nasza cywilizacja zdoła sobie poradzić z tym, nie ma co ukrywać, bardzo poważnym zagrożeniem. Symboliczny „Zegar Zagłady”, którego wskazania co roku publikuje Bulletin of the Atomic Scientists wskazuje jednak już tylko 2 minuty do północy, co jest związane właśnie z zagrożeniem zmianą klimatu.

Jakie są przykładowe mniej lub bardziej widoczne skutki antropogenicznego ocieplenia klimatu, tudzież powiązane z nimi sprzężenia zwrotne?

O najbardziej oczywistych konsekwencjach już opowiedziałam, może więc podam kilka innych przykładów. Przykładowo, ciesząc się tegoroczną ciepłą i słoneczną jesienią zapominamy, że zjawisko, któremu ją zawdzięczamy, czyli spowodowane przez ocieplanie Arktyki spowalnianie prądu strumieniowego, zimą przyniesie nam smog.

Z kolei ciesząc się ciepłymi zimami, podczas których zdecydowanie mniej wydajemy na opał, nie zwracamy uwagi, że umożliwiają one także całoroczne żerowanie kleszczy i namnażanie się bakterii i wirusów chorobotwórczych, które te kleszcze przenoszą. Nie każdy też orientuje się, że wcześniejsze nadejście wiosny powoduje, że rośliny zielenią się i kwitną wcześniej, przez co są narażone na przymrozki w bardziej wrażliwym momencie swojego rozwoju.

Oprócz wspomnianych przeze mnie wcześniej sprzężeń zwrotnych związanych z zanikiem lodu arktycznego czy rozmarzaniem wieloletniej zmarzliny, warto zwrócić uwagę na przykład na towarzyszący ociepleniu wzrost wilgotności powietrza, który nasila zapoczątkowany przez nas wzrost średniej temperatury, oraz zmiany w zachmurzeniu. Do niedawna brano pod uwagę możliwość, że gdy za wzrostem temperatury oceanu pójdzie nasilenie parowania, pojawi się również więcej chmur, które być może ograniczą ocieplanie się klimatu, ograniczając ilość docierających do powierzchni Ziemi promieni słonecznych. Okazało się jednak, że w praktyce zmiany w zachmurzeniu wyglądają inaczej: ubywa chłodzących Ziemię chmur niskich, przybywa sprzyjających ocieplaniu chmur na wyższych piętrach atmosfery. Zamiast hamowania globalnego ocieplenia mamy więc jego napędzanie.

Czy jesteśmy w stanie przestać patrzeć krótkowzrocznie, kolektywnie dogadać się i podjąć skuteczne kroki ku zahamowaniu emisji gazów cieplarnianych do ziemskiej atmosfery? W jaki sposób możemy to zrobić? Odnoszę niepokojące wrażenie nieodwracalności niektórych procesów (np. topnienia polarnych pokryw lodowych) związanych z globalnym ociepleniem.

To pytanie bardziej do badaczy społeczeństwa i historii polityki. Przykład Protokołu Montrealskiego, który spowodował wycofanie z produkcji substancji niszczących ozon i w rezultacie powolną odbudowę chroniącej nas przed promieniowaniem UV warstwy ozonowej w atmosferze, pokazuje jednak, że czasem się to udaje.

Rzeczywiście są procesy, których możemy nie zdążyć zatrzymać. Przykładem jest wspomniana przeze mnie wcześniej Antarktyda Zachodnia, której podłoże jest tak ukształtowane, że nawet zatrzymanie ocieplenia nie zapobiegnie już jej stopieniu przez ocean. Poważnie zagrożona jest też Amazonia, gdzie przedłużające się susze powodują wymieranie kolejnych połaci lasu, co z kolei utrudnia zatrzymywanie przez niego wilgoci i zwiększa obciążenie w porze suchej.

Dlaczego kwestia globalnego ocieplenia wzbudza tak duży sprzeciw wśród klimatycznych negacjonistów? W jaki sposób można ich przekonać że ten niepokojący proces trwa i wymaga zmiany ludzkiej świadomości na poziomie globalnym?

Psychologowie tłumaczą nam, że ludzie z jednej strony nie są ewolucyjnie przygotowani do zrozumienia zagrożeń takich jak zmiana klimatu – nadciągających stopniowo, i trudnych do zaobserwowania. Kto z nas ma w głowie statystyki pogód z ostatnich 100 lat? Wydaje nam się, że lata zawsze były takie ciepłe jak dziś a powodzie przecież też co jakiś czas się zdarzały.

Dodatkowo, przyjmując do wiadomości, że coś się jednak dzieje, przynajmniej część z nas czuje się zobowiązana, by coś w tej kwestii zrobić. Recepty na zatrzymanie ocieplenia mogą być niewygodne – wymagać od nas zmiany przyzwyczajeń albo poniesienia wydatków. Dlatego niektórym wygodniej jest po prostu wyprzeć problem.

Badania pokazują, że zmiana klimatu to jedna z kwestii, które są nie tylko trudne do zrozumienia ale też których zrozumienie mogą blokować rozmaite bariery psychologiczne – na przykład wspomniana niechęć do zmian albo niechęć do „odstawania” od swojego środowiska. „Zwalczanie” czyjegoś stanowiska jest bardzo trudne i może skutkować jego wzmocnieniem. Dlatego lepiej jest może próbować opowiadać, tłumaczyć, zamiast zajmowania się chwytliwymi bzdurami – serwować „chwytliwe fakty”, pokazywać jak pracują naukowcy i dlaczego warto korzystać z ich dokonań.

Czym będzie skutkować nieuchronne ocieplanie się klimatu Arktyki? Czy topnienie lodowców np. na Islandii może zdestabilizować systemy magmowe tamtejszych podlodowych wulkanów?

Ocieplanie się klimatu Arktyki będzie skutkować coraz mniejszym zasięgiem lodu morskiego i coraz silniejszym nagrzewaniem się tych rejonów. W efekcie zmniejszy się różnica temperatur pomiędzy strefą podbiegunową i podzwrotnikową, co skutkuje spowalnianiem prądu strumieniowego a w rezultacie – przedłużonym występowaniem jednolitej, niezmiennej pogody w Europie czy Ameryce Północnej. To oznacza dla nas długie fale ciepła oraz mrozów.

Obserwuje się także zmiany geologiczne – topnieje wieloletnia zmarzlina, nasila się erozja wybrzeży chronionych dotąd przylegającym do nich lodem morskim. Oba procesy powodują destabilizację podłoża.

Rzeczywiście, pojawiają się sygnały, że cofanie się lodowców może skutkować w niektórych miejscach zwiększaniem się aktywności wulkanicznej. Wycofanie się lodu oznacza, że zmniejsza się nacisk na płaszcz Ziemi i to może powodować zmiany w przepływach magmy. Jednak oczekuje się, że zaobserwowanie takich efektów będzie wymagało raczej setek lat.

Czy mamy bezpośrednie dowody topnienia wieloletniej zmarzliny na Syberii czy w Kanadzie? W jaki sposób metan może pogłębić globalne ocieplenie?

Tak, obserwacje potwierdzają, że w wielu regionach wieloletnia zmarzlina robi się coraz mniej trwała. Trzeba pamiętać, że podobnie jak w przypadku lodu morskiego, mamy tu do czynienia z rocznymi cyklami. Powierzchniowa warstwa gruntu w Arktyce w wielu miejscach rozmarza latem a zamarza zimą, głębiej znajduje się warstwa, która nie rozmarza przez wiele lat. Obecnie obserwujemy, że warstwa rozmarzająca sięga coraz głębiej, gdzie indziej to, co kiedyś rozmarzało raz na kilkanaście – kilkadziesiąt lat, teraz rozmarza co kilka itd. Obserwacje nie zawsze wymagają zaawansowanych metod i czujników. Rozmarzanie zmarzliny powoduje w niektórych miejscach katastrofy budowlane a na wybrzeżach – widoczne gołym okiem odłamywanie się i spływanie kawałów lądu.

Skąd pojawił się szeroko powielany wśród denialistów zmian klimatycznych mit o tym iż wybuchające wulkany generują więcej CO2 niż działalność przemysłowa człowieka? W jaki sposób najłatwiej ten mit obalić?

Wydaje mi się, że najprościej jest podać fakty: w ciągu roku wulkany emitują do atmosfery ponad 100 razy mniej dwutlenku węgla niż działalność człowieka. W dodatku towarzyszące dużym erupcjom emisje aerozolu siarczanowego do stratosfery skutkują 1-2 letnim ochłodzeniem Ziemi (i tu można nawiązać, bo niektórzy słyszeli takie hasło, do „roku bez lata” po erupcji Tambory).

Trudno jednoznacznie powiedzieć, skąd wziął się ten mit. Myślę, że przede wszystkim zasila go przekonanie, że skoro coś silnie dymi, to pewne emituje dużo dwutlenku węgla (który, nawiasem mówiąc, jest przecież przezroczysty). W serwisie Nauka o klimacie opisujemy jeden z możliwych rodowodów hasła „jeden wulkan emituje więcej...” (Korzenie mitu „Wulkany emitują więcej CO2 od nas”). Myślimy, że mogło zacząć się od artykułu naukowego na temat towarzyszących dużym erupcjom (np. Long Valley Caldera w Kalifornii, 700 000 lat temu) emisjom chloru, które faktycznie są imponujące w porównaniu z dokonaniami człowieka. Informacja ta była następnie przekręcana – raz zmieniano datę erupcji (na jedną z erupcji dwudziestowiecznych), raz ilość substancji, raz jej rodzaj. W połączeniu z faktem, że wiele osób słysząc słowo „emisje” nie wnika już w to, jakie substancje są emitowane, mamy receptę na niezłe zamieszanie.

Czy potężne erupcje wulkaniczne (choć sporadyczne) np. o sile Tambora (1815 rok) czy Pinatubo (1991 rok) byłyby w stanie schłodzić ziemski klimat na dłużej?

Podczas dużych erupcji uwalniane przez wulkany związki siarki mogą dostać się do wyższych warstw atmosfery, stratosfery, gdzie pozostawać mogą przez dłuższy czas, nawet kilka lat. Aerozol siarczanowy obniża ilość promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi i w ten sposób obniżają jej średnią temperaturę. Efekt trwa zwykle od roku do kilku lat.

Ile CO2 emituje przeciętnie jeden wulkan (w ciągu dnia bądź roku)? Czy istnieją dokładne dane na ten temat? I jak one się mają do przemysłowych i rolniczych emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych?


Dokładny skład gazów wulkanicznych i tempo ich uwalniania są bardzo zróżnicowane, chyba więc nie ma sensu mówić o „przeciętnym wulkanie”. Z podsumowania „Deep Carbon Emissions from Volcanoes” opublikowanego w przez Mineralogical Society of America dowiadujemy się, że współcześnie aktywne wulkany mogą emitować od poniżej 0,01MtCO2 rocznie (wulkan Douglas, USA) do ok. 19 MtCO2 rocznie (Nyiragongo, Kongo). Dla porównania, w Polsce w 2016 wyemitowano dzięki spalaniu paliw kopalnych ok. 319 MtCO2 a sama elektrownia w Bełchatowie emituje rocznie trzydzieści kilka MtCO2. Aktywność wulkaniczna zmienia się z roku na rok, jednak nawet w przypadku występowania dużych erupcji związane z nią emisje gazów cieplarnianych są ponad 100 razy mniejsze niż te związane z działalnością człowieka.

Oczywiście wulkany są stale monitorowane, przede wszystkim ze względu na związane z nimi zagrożenia – chodzi nie tylko o możliwość erupcji ale też wpływ gazów takich jak związki siarki, chloru czy selenu na jakość powietrza, skład deszczu i zakwaszenie gleby w okolicy.

Udział dwutlenku węgla w gazach wulkanicznych jest na ogół bardzo mały: trudno zaobserwować związany z obecnością wyziewów wzrost koncentracji CO2 na tle dość wysokiego tła atmosferycznego (400 cząstek CO2 na milion cząstek powietrza). Dużo łatwiej zaobserwować obecność dwutlenku siarki lub innych gazów, których normalnie jest w atmosferze dużo mniej. Dlatego wiele pomiarów emisji CO2 z wulkanów polega na tym, że na podstawie próbek pobranych bezpośrednio na zboczu wulkanu określa się udział dwutlenku węgla z uwalnianej mieszaniny gazów a następnie na podstawie ciągłych pomiarów koncentracji dwutlenku siarki np. z użyciem satelitów czy monitorujących wulkan kamer UV, oblicza się, ile emitują dwutlenku węgla.

Zainteresowanym kuchnią pomiarów gazów wulkanicznych polecam mój artykuł „CO2 z wulkanów – jak to się mierzy?” (część 1, część 2) oraz Volcano blog Toma Peringa.

Jakie obecne bądź przyszłe działania ludzkości związane z globalnym ociepleniem mogą napawać optymizmem?

Z wydanego ostatnio Specjalnego raportu IPCC dotyczącego następstw globalnego ocieplenia klimatu o 1,5°C wynika, że niektóre z działań niezbędnych do powstrzymania zmiany klimatu już są w różnych regionach świata podejmowane. Dodatkowo, posunięcia, które mogłyby ograniczyć zmianę klimatu, w dużej mierze sprzyjają też rozwiązywaniu innych problemów społecznych, takich jak ubóstwo, nierówności, narażenie dużych grup ludzi na niedobór żywności, wody czy zagrożenia związane ze zjawiskami pogodowymi. Ja zawsze lubię korzystać z możliwości załatwienia kilku spraw za jednym zamachem, mam nadzieję, że reszta ludzkości podobnie.

Na zdjęciach stratosferyczny obłok erupcyjny w trakcie erupcji wulkanu Pinatubo (Filipiny) w 1991 roku oraz zanik lodowca Columbia na Alasce (zdjęcia z lat 2009 i 2015, James Balog i Extreme Ice Survey)

Przydatne linki:

http://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/korzenie-mitu-wulkany-emituja-wiecej-co2-od-nas-172

https://pdfs.semanticscholar.org/4e58/5f447a80c2965cb72c56945e4e9b2306833f.pdf

http://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/co2-z-wulkanow-jak-to-sie-mierzy-czesc-1-91

http://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/co2-z-wulkanow-jak-to-sie-mierzy-czesc-2-92

http://www.volcano-blog.com/

https://www.yaleclimateconnections.org/2018/02/the-permafrost-bomb-is-ticking/

Mój starszy krótki tekst (temat będzie powracał jak bumerang):

https://wulkanyswiata.blogspot.com/2016/12/w-jaki-sposob-wulkany-wpywaja-na.html

EDIT: 26 października 2018 roku aleucki wulkan Semisopochnoi wyemitował obłok popiołu na wysokość 3.6 km. Niewielkie emisje popiołu mają także miejsce z japońskiego wulkanu Kuchinoerabujima. Aktywność strombolijska i wulkaniańska obejmująca eksplozje i wylewy lawy wulkanów Barren Island (Andamany) i Anak Krakatau (Indonezja) w toku.

niedziela, 14 października 2018

O erupcji Tseax River Cone w Kanadzie

Najpierw krótka notka z ustnej tradycji ludu Nisga'a.

"Dawno temu dwoje dzieci bawiło się nad rzeką. Jedno dziecko złapało łososia i rozcięło mu grzbiet. Dziecko wbiło gałązki w plecy łososia, podpaliło je i zwróciło rybę do rzeki. Dzieci były rozbawione, widząc, jak łosoś pływa nieregularnie, z jego grzbietu unosi się dym. Drugie dziecko złapało łososia i rozcięło mu grzbiet, włożyło kawałek łupka i wrzuciło z powrotem do rzeki. Łosoś unosił się na grzbiecie, obciążony przez łupek. Dzieci śmiały się z walczącej ryby. Pojawił się członek starszyzny i ostrzegł dzieci: "Uważajcie, co robicie. Łosoś przeklnie was, a Stwórca odpowie w naturze." Ziemia zaczęła drżeć i drżeć. Harmonia natury została zakłócona. Do zbadania wysłano zwiadowcę. Ze szczytu Gennu'axwt zobaczył dym i płomienie i pobiegł, aby ostrzec ludzi o ich ognistym przeznaczeniu. W panice niektórzy wieśniacy uciekli z góry. Inni przepłynęli łodziami canoe na drugi brzeg rzeki, ale zostali zabici przez lawę. Gdy ludzie obserwowali przepływ lawy nad wioskami, nagle pojawił się Gwaxts'agat (potężna nadprzyrodzona istota), by zablokować wypływ lawy. Przez wiele dni Gwaxts'agat zwalczał lawę, dmuchając na nią swoim wspaniałym nosem. Wreszcie lawa zakrzepła, a Gwaxts'agat wycofał się w góry, gdzie pozostaje do dziś."

Do erupcji stożka żużlowego Tseax River Cone (lokalna nazwa Ayinash) w dolinie Nass (Kanada) doszło pomiędzy 1750 a 1775 rokiem. Lawa wywołała pożary okolicznych lasów i pokryła dwie wioski ludu Nisga'a: Wii Lax K'abit i Lax Ksiluux. Według podań ludu Nisga'a zginęło 2000 ludzi. Dokładna przyczyna ich śmierci nie jest znana. Mogli zatruć się dwutlenkiem węgla, być może miał miejsce spływ piroklastyczny, co jednak jest wątpliwe, gdy mamy do czynienia ze spokojną efuzją lawy (nie ma dowodów na erupcję eksplozywną Tseax River Cone). Warto dodać iż wylew lawy z Tseax River Cone o długości aż 22.5 km zatamował rzekę Tseax formując Lava Lake.

12 października 2018 roku mamy wznowienie aktywności eksplozywnej wulkanu Kadovar (Papua Nowa Gwinea).

Wylew lawy o długości 600 metrów z wulkanu Pacaya w Gwatemali płynie w kierunku Cerro Chino. Wulkan Fuego w dniu 12 października oprócz fontann i wylewu lawy generuje spływy piroklastyczne docierające do dwóch wąwozów (barrancas).

Zdj. krateru Tseax River Cone z lipca 2010 roku autorstwa The Grumpy Diver. Podobno krater stożka pozostaje wolny od śniegu nawet wówczas gdy zimą biały puch pokrywa jego otoczenie.

środa, 3 października 2018

Erupcja wulkanu Soputan kilka dni po trzęsieniu ziemi i tsunami w Sulawesi

Kilka dni po tragicznym trzęsieniu ziemi i tsunami, które dotknęło zachodnie wybrzeże Sulawesi dzisiaj o godzinie 08.47 czasu WITA wybucha wulkan Soputan generując obłok erupcyjny o wysokości 4 km ponad krater albo 5.8 km nad poziomem morza. Erupcja wulkaniańska trwa przez 6 minut. Soputan znajduje się na północy Sulawesi. Obowiązuje trzeci stopień (poziom) alarmu. Warto dodać że w przypadku tego wulkanu jego aktywność wzrastała w ciągu ostatnich miesięcy. Trudno zatem doszukać się związku z niedawnym tragicznym trzęsieniem ziemi i tsunami na zachodnim wybrzeżu Sulawesi, o którym krótko muszę wspomnieć. Strefa wykluczenia wynosi 4-6.5 km.

Trzęsienie ziemi raczej nie spowodowało przebudzenia wulkanu Soputan, choć związek tektonicznych trzęsień ziemi i erupcji wulkanicznych nie jest jeszcze zbadany.

Do kolejnych erupcji doszło w godzinach 10.44, 11.12 i 11.52 z obłokami erupcyjnymi o wysokości 2 km, 2.5 km i wreszcie 5 km. W nocy Soputan żarzy się, widoczne są fontanny i wylewy lawy.

Trzęsienie ziemi o magnitudzie 7.5 miało miejsce na Sulawesi w piątek 28 września 2018 roku o godzinie 18.03 lokalnego czasu. W tej chwili bilans ofiar 1350 ofiar śmiertelnych, które są chowane w masowych grobach. Setki osób uchodzą za zaginione. Trzęsienie ziemi (oraz liczne wstrząsy wtórne) uruchomiły osuwiska. Wygenerowane zostały także fale tsunami o wysokości dochodzącej do 5.5 metrów, które uderzyły w wybrzeża wąskiej zatoki Palu niszcząc domy i zabijając ludzi (w Palu i Donggala). Spekuluje się iż trzęsienie ziemi przyczyniło się do podmorskiego osuwiska i w konsekwencji do powstania tsunami. Niektórzy kręcili nadciągające fale smartfonami. Sytuacja wymknęła się spod kontroli naukowców. Naukowcy nie oszacowali odpowiednio wysokości tych morderczych fal, wąska zatoka Palu spowodowała ich wzrost gdy docierały do wybrzeża. Zniesiono ostrzeżenie o tsunami. Niemniej niektórzy mieszkańcy reagowali prawidłowo szukając schronienia w wyżej położonych miejscach i obiektach.

Silna aktywność sejsmiczna podmorskiego wulkanu Kick'em Jenny (Grenada).

Do eksplozywnych erupcji wulkanu Manam (Papua Nowa Gwinea) doszło w dniach 23 i 30 września 2018 roku.

4 października czynny wulkan Gamalama na wyspie Ternate, Indonezja wyemitował niewysoki obłok erupcyjny o wysokości 250 metrów. Tego samego dnia wulkan Ulawun (Papua Nowa Gwinea) wyemitował obłok pary i popiołu o wysokości 4.5 km.

czwartek, 27 września 2018

Wulkan Katla nie jest gotowy do erupcji

W ostatnich dniach pojawiło się wiele alarmistycznych artykułów prasowych, które wskazywały na rychłą potężną erupcję islandzkiego podlodowego wulkanu Katla. To najczystsza dezinformacja i sianie paniki wśród czytelników (podobna sprawa ma się z wieloma artykułami dotyczącymi superwulkanów takich jak np. Yellowstone czy Campi Flegrei). Źródłem tego prasowego straszenia był rzetelny artykuł wulkanologów z University of Leeds zamieszczony w Geophysical Research Letters, w którym badacze oszacowali ilość CO2 emitowaną przez Katlę. Okazało się że emisje CO2 Katli są bardzo wysokie. Ale w tym artykule nie ma mowy o ryzyku erupcji Katli w najbliższych dniach, co zaczęły sugerować tabloidy takie jak The Sunday Times i inne mało wiarygodne strony katastroficzne. Oczywiście pojawiła się sugestia że rychła erupcja Katli będzie znacznie silniejsza niż Eyjafjallajökull w 2010 roku i spowoduje jeszcze większy kryzys lotniczy, co jest bzdurą.

Wulkanologia to interdyscyplinarna nauka opierająca się na prawdopodobieństwach, a nie na pewności. Niektórzy dziennikarze nie umieją tego zrozumieć, gdyż ich celem jest wywołanie wśród czytelników strachu i generowanie jak największej liczby odsłon. Szkoda czasu na takie artykuły jak w The Sunday Times. Gazety nierzadko okłamują czytelników. Naukowcy nie są w stanie przewidzieć kiedy Katla wybuchnie. Prędzej czy później to nastąpi, ale żaden badacz nie jest w stanie podać precyzyjniejszej daty. Do ostatniej silnej erupcji wulkanu Katla doszło w 1918 roku (na zdjęciu). O niej pisałem tutaj, jeśli kogoś to interesuje:

https://wulkanyswiata.blogspot.com/2016/03/o-erupcji-wulkanu-katla-w-1918-roku.html

Link do artykułu z GPL: https://agupubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1029/2018GL079096

Wylewy lawy i obłoki popiołu generuje wulkan Sangay w Ekwadorze. Trwa także aktywność stromblijska wulkanów Veniaminof (Alaska) i Anak Krakatau (Indonezja), której towarzyszą wycieki lawy. W przypadku Veniaminof wylew lawy z południowego otworu erupcyjnego osiąga długość 900 metrów. 75 metrów na północ od niego znajduje się drugi otwór erupcyjny, który generuje fontanny lawy. W nocy widać otwory erupcyjne żarzą się. W przypadku Anak Krakatau opad popiołu ma miejsce na wyspę Verlaten, jedną z wysp Krakatau.

Z nowości: 21 września możliwa emisja popiołu z wulkanu Ketoi (Kuryle, Rosja). Tego samego dnia pilot zaobserwował obłok erupcyjny o wysokości 3.7 km nad wulkanem Ulawun (Papua Nowa Gwinea). Kilka dni temu rozpoczęła się także erupcja wulkanu Barren Island (Andamany, Indie), która obejmuje wylew lawy na północnym zboczu.

wtorek, 18 września 2018

Wulkanizm Fogo (Cabo Verde, Wyspy Zielonego Przylądka)

Ciąg dalszy o wulkanie Fogo (Cape Verde). Nawiązałem kontakt z Weroniką Ofierską, petrologiem i geochemikiem skał magmowych, która w ramach pracy magisterskiej bada tempo stygnięcia komory magmowej wulkanu Fogo na Uniwersytecie w Uppsali (Wydział Nauk o Ziemi). Naturalnie jako miłośnik wulkanów, którego fascynują te wybuchające góry zapytałem Weronikę o szczegóły. Oddaję jej głos:

Wybuchy wulkanów są znaczącym i bardzo nieprzewidywalnym zagrożeniem dla społeczeństwa w skali nie tylko lokalnej, ale również globalnej. Kilka lat temu media skupiały się na jedynej aktywnie wulkanicznie wyspie Fogo archipelagu Cape Verde. Jej erupcja zaczęła się 23 listopada 2014, ustała natomiast 7 lutego 2015 roku. Oprócz mediów Fogo przykuło również atencję wielu naukowców z szeroko rozumianej dziedziny „nauk o Ziemi”. Warto więc pokrótce wytłumaczyć dlaczego tak wielu naukowców wciąż pochyla się nad badaniem wulkanicznej aktywności.

Typową strategią w przypadku badania zachowania wulkanów jest instalacja systemu monitoringu sejsmicznego, który zbiera informacje odnośnie ilość trzęsień ziemi, magnitudy oraz głębokości. Dodatkowo wykonywane są pomiary morfologii gruntu za pomocą GPS oraz INSAR. Obie metody dostarczają wielu istotnych informacji, jednak mogą być one trudne w jednoznacznej interpretacji, gdyż nawet generowanie trzęsień ziemi oraz zmiana morfologii stożka mogą nie być wystarczającym czynnikiem alarmującym o zbliżającej się erupcji wulkanu. Z tych powodów wulkanolodzy ramię w ramię z petrologami oraz geochemikami pochylają się nad produktami wcześniejszych erupcji w celu zrozumienia procesów zachodzących bezpośrednio w komorze magmowej.

Skały wulkaniczne można traktować jako zapis wydarzeń, który dostarcza informacji odnośnie warunków powstania magmy, krystalizację minerałów, aż po wędrówkę ku powierzchni i w końcu erupcję. Badanie takich skał jest jedyną dostępną nam metodą pozwalającą „zajrzeć” do systemu magmowego, który doprowadził do erupcji. Minerały budujące skały wulkaniczne można traktować jak miniaturowe archiwa, które przechowują chronologię procesów krystalizacji oraz warunków panujących w komorze magmowej. Dzięki badaniom składu chemicznego skał, minerałów oraz zon w minerałach jesteśmy w stanie zinterpretować procesy magmowe takie jak krystalizacja frakcjonalna, mieszanie się magm o różnych składach chemicznych i różnym stopniu ewolucji. Zrozumienie mechanizmu działania oraz przebiegu procesów magmowych zachodzących jeszcze na etapie komory magmowej pozwala w pewnym stopniu określić czynnik dominujący powodujący erupcję wulkanu. Tak jak na przykład dodanie mentosa do coli powoduje erupcje napoju, tak samo dostanie się porcji mało wyewoluowanej zasadowej magmy do komory z bardziej wyewoluowaną magmą może spowodować erupcję. Ważnym jest, aby prześledzić wszystkie procesy zarejestrowane przez skałę, a następnie niczym detektyw ułożyć wszystkie poszlaki w logiczną oraz pasującą do siebie całość.

Jednym z narzędzi, które pozwala zajrzeć w głąb komory magmowej jest modelowanie geotermobarometryczne. Pozwala ono określić temperaturę oraz ciśnienie krystalizacji minerałów, w efekcie czego możemy stworzyć model systemu magmowego wraz z określeniem temperatury magmy na poszczególnych stadiach ewolucji oraz głębokości (Putrika 2003). Dzięki temu wiadomo, że system magmowy pod Cape Verde składa się z głównej - głęboko położonej komory magmowej oraz płytszego – tymczasowego zbiornika (Fig 1.)

Wysiłek wielu naukowców, którzy aktualnie zajmują się szczegółowym analizowaniem przebiegu oraz skutków wcześniejszych erupcji wulkanicznych może w przyszłości dostarczyć informacji, które pozwolą na zmodernizowanie systemu monitoringu i wczesnego ostrzegania dla najbardziej aktywnych wulkanicznie rejonów świata. Niezaprzeczalnie ujmujący jest dla mnie fakt, iż przy użyciu technologii w skali mikro można obserwować procesy, których skutki oddziałują często na skalę globalną.

Carracedo, J.-C., Perez-Torrado, F. J., Rodriguez-Gonzalez, A., Paris, R., Troll, V. R., Barker, A. K Volcanic and structural evolution of Pico do Fogo, Cape Verde. Geology Today, Vol. 31, No. 4, July–August 2015.

Hildner E., Magma storage and ascent of historic and prehistoric eruptions of Fogo, Cape Verde Islands: A barometric, petrologic and geochemical approach, 2011.

Fig.1 Schematyczny model systemu magmowego zrekonstruowanego na podstawie z erupcji w 1995 roku (E. Hildner, 2011).

Zdjęcia wulkanu Tomasz Lepich.

niedziela, 16 września 2018

Cabo Verde i wulkan Fogo: wyprawa Tomasza w 2018 roku

Niestrudzony zdobywca wulkanów Tomasz wybrał się ze znajomym w sierpniu 2018 roku na Wyspy Zielonego Przylądka. Głównym celem był czynny wulkan Fogo znajdujący się na wyspie o tej samej nazwie. Jego centralny stożek Pico wznosi się na wysokość 2829 metrów nad poziomem morza i posiada krater o szerokości 500 metrów i głębokości 150 metrów. Pico znajduje się w podkowiastej kalderze Cha o szerokości 7 km. Pamiętam jak śledziłem zapomnianą przez media erupcję Fogo w latach 2014-15. Wylewy płynnej lawy z otworu erupcyjnego u podstawy Pico zniszczyły wówczas dwie wioski Portela i Bangaeira i doprowadziły do ewakuacji 1500 mieszkańców kaldery. Co najsmutniejsze niektórzy ewakuowani z czasem wrócili do kaldery i nadal nie chcą jej opuścić mieszkając w ruderach. Oddaję głos Tomaszowi, który umie bardzo ciekawie opowiadać o odwiedzonych wulkanach:

W wyniku porównania kierunku przepływu lawy oraz różnych opisów literackich wulkanu naukowcy ustalili jego geohistorię. Wyspa powstała na Oceanie Atlantyckim kilkaset tysięcy lat temu w wyniku wypiętrzenia jednego potężnego wulkanu o wysokości około 3,5 km. Ten pierwotny wulkan, a właściwie jego szczątki, zachowały się do dzisiaj jako Monte Amarelo. Ponieważ ściany tego wulkanu były bardzo niestabilne, w ciągu ostatnich dziesięciu tysięcy lat doszło do osunięcia się większej jego części po stronie wschodniej do morza, zmniejszając w ten sposób wysokość wulkanu o około 300 m. W wyniku lawiny powstało wtedy prawdopodobnie megatsunami. Oprócz tej pierwszej dużej erupcji wystąpiło wiele mniejszych, które utworzyły liczne kratery na dnie olbrzymiej kaldery. Jej wymiary na chwilę obecną wynoszą około 9 km długości oraz 7 km szerokości. Od 1450 do 1750 roku wulkan stopniowo wzrastał. W roku 1680 roku nastąpiła potężna erupcja i od tej pory wyspa nazywana jest Fogo, co w języku portugalskim oznacza ogień. W czasie erupcji w roku 1680 wiele żyznych gruntów zostało zniszczonych, co zmusiło tamtejszą ludność do emigracji na sąsiednią wyspę Brava. W roku 1785 erupcja Pico do Fogo doprowadziła do spływu lawy po północno-wschodnich zboczach, tworząc wzniesienia w okolicach dzisiejszego miasteczka Moisteros, wtedy też Pico do Fogo stał się najwyższym szczytem archipelagu. Od 1785 roku wszystkie erupcje wulkanu (jedna w 1799, 3 kolejne w latach 1847,1852 orz 1857) odbywały się wewnątrz kaldery i tworzyły liczne kratery, w wyniku czego nadano jej nazwę Chã das Caldeiras (Plain of Craters). W 1847 roku żniwem trzęsień ziemi towarzyszących erupcji wulkanu były ofiary śmiertelne wśród ludności. Podczas erupcji w 1852 roku powstał stożek Monte Preto de Baixo. W XX wieku wystąpiły dwie erupcje – podczas tej w 1951 roku, która zaczęła się o godzinie 8 rano, lawa wypłynęła głównie po południowym zboczu kaldery w postaci dwóch języków lawy. Pierwszy zatrzymał się obok Estancia Roca, drugi w Bombardeiro, zaledwie 100 m od morza. Wtedy też w części południowej Cha powstały następujące stożki: Monte Orlando, Monte Rendall. W części północnej lawa wydostawała się z jednego komina tworząc Monte Preto da Coma. Erupcja w 1995 roku poprzedzona była niewielkimi, a następnie potężnymi trzęsieniami ziemi. Rozpoczęła się tuż po północy – z wulkanu wydobywały się strumienie lawy na wysokość około 400 m, spadały bomby wulkaniczne o średnicy do 4 m. Szacuje się, że podczas tego wybuchu wulkan wyrzucił od 4 do 8.5 miliona metrów sześciennych materiału piroklastycznego. Na szczęście ta aktywność wulkanu nie pochłonęła żadnych ofiar śmiertelnych. Lawa spływała głównie po północnej i zachodniej stronie, osiągając wioskę Boca Forte. Przez większość czasu jedyna aktywna szczelina znajdowała się na północno-wschodnim krańcu wulkanu. Przez kolejne 20 lat wulkan milczał aż do 23 listopada roku 2014, jak dotąd ostatniej erupcji, podczas której zostały zniszczone wioski wewnątrz kaldery: najpierw lawa dosięgnęła wioski Portela, a 7 grudnia - siostrzanej wioski Bangaeira. Zniszczona została również droga prowadząca do kaldery od strony południowej. Erupcja ta trwała do 7 lutego 2015 roku, w tym czasie ewakuowano ok. 1000 osób. Podczas erupcji w latach 1995 oraz 2014 powstał stożek Pico Pequeno. Od tamtej pory wulkan drzemie.

Tymczasem mamy wzrost aktywności sejsmicznej wulkanu Semisopochnoi, Alaska, Aleuty. Brak oznak aktywności erupcyjnej. 17 września intensyfikacja aktywności sejsmicznej aleuckiego wulkanu - możliwe emisje popiołu. Prawdopodobna emisja popiołu z Mount Cerberus w dniu 8 września 2018 roku. Pomarańczowy kod awiacji, wzrost poziomu alarmu.

17 września eksplozja kurylskiego wulkanu Sarychev generuje obłok popiołu o wysokości 4.5 km.

Czwarta erupcja wulkanu tarczowego Piton de la Fournaise w toku. W centralnej części szczeliny erupcyjnej uformował się stożek żużlowy o wysokości 20 metrów i szerokości 60 metrów.

Wszystkie zdjęcia Tomasz Lepich.