piątek, 24 maja 2019

Kharimkotan: wyspa opuszczonych wiosek i tsunami

W tym roku postanowiłem zabrać się za wyspy wulkaniczne, najlepiej bezludne. Wielokrotnie chciałem przybliżyć Czytelnikom wulkany słabo poznane i bardzo sporadycznie odwiedzane, gdyż takie najbardziej mnie fascynują. Tym razem wybór pada znowu na rosyjskie Kuryle (choć ich status prawny jest po dziś dzień kwestionowany przez Japonię) i na wyspę wulkaniczną Kharimkotan zlokalizowaną 15 km na północny zachód od wyspy Onekotan, o owalnym kształcie i wymiarach 8 x 12 km. Absolutnie urzekające są zdjęcia tej wyspy w sieci - gdy tonie we mgle i zdaje się być kompletnie nieprzystępna, ale jakże przez to pociągająca. Spory obszar wyspy jest pokryty żółtym popiołem przypominającym piaskowe wydmy. Informacja dla wielbicieli urban exploration: na Kharimkotan znajdują się ruiny wioski Ajnów (północno-zachodni cypel wyspy) oraz pozostałości osady Sewerino (brzeg zatoki Severgin, północ wyspy). Wyspa odznacza się także obecnością kilku słodkowodnych jeziorek. Swoją drogą na pobliskiej wyspie Onekotan także znajdują się ruiny wioski zmytej przez tsunami jesienią 1952 roku.

8 stycznia 1933 roku doszło do silnej erupcji stratowulkanu Kharimoktan (Pik Severgin, 1145 metrów wysokości) w wyniku której miał miejsce kolaps górnych zboczy wulkanu o objętości 0.5 km sześciennych w kierunku wschodnim. Lawina gruzu runęła do Pacyfiku powodując tsunami o wysokości 20 metrów, które uderzyło w wybrzeże wyspy Paramuszyr zabijając dwie osoby: kobietę i dziecko. W wyniku kolapsu zbocza linia brzegowa wyspy wydłużyła się o 1 km. Silna erupcja pliniańska Pik Severgin trwała do 12 stycznia 1933 roku generując liczne spływy piroklastyczne. Uformował się nowy podkowiasty krater, wulkan zmniejszył swoją wysokość z 1213 metrów na 1145 m. W następstwie aktywności wulkanu Japończycy opuścili osadę na wyspie. Rozpoczęła się ekstruzja kopuły lawowej w kraterze, której towarzyszyła słaba aktywność eksplozywna bez spływów piroklastycznych. Kharimkotan jest potencjalnie groźnym wulkanem - daty jego erupcji są następujące: 1713, 1846, 1848, 1883 oraz 1931 i 1933.

Nazwa Kharimkotan wywodzi się z języka Ajnów i oznacza 'wioskę wielu kardiokrinum' (kardiokrinum to rodzaj wieloletnich, ziemnopączkowych roślin zielnych z rodziny liliowatych, który obejmuje 3 gatunki występujące Azji). Jak mniemam te olbrzymie lilie kiedyś obficie porastały wyspę i były cenione przez rdzennych Ajnów.

Opuszczona w latach 50-tych XX-wieku wioska Sewerino na Kharimkotan bardzo mnie intryguje. Zapadłe chaty i pomnik dla strażników granicznych, którzy zginęli zaskoczeni przez letnią lawinę. Stało się to 29 marca 1952 roku, sześć miesięcy po uderzeniu tsunami w Siewierokurylsk (Paramuszyr) - przynajmniej taka data widnieje na blaszanej tablicy na jednym ze zdjęć w poniższej galerii. Nie ma zbyt dużo informacji o tym osuwisku, ile osób zabiło, etc. Ale zawsze można spróbować dowiedzieć się czegoś więcej. Tutaj możecie obejrzeć fotografie wioski znalezione w odmętach Internetu:

https://www.kotoyarvi.org/kopiya-matua?fbclid=IwAR1TFv7t0Q_NBvgsIL0WN9bk_HWo7hobVUjz2URfAsuKGPmQVcpeEYgzQyY

Wiedziałem że w końcu będę musiał napisać o tej wyspie. A dla wielbicieli militariów porzucone sowieckie czołgi (IS-2, IS-3, T54/55) na kurylskiej wyspie Shikotan:

http://russiatrek.org/blog/army/abandoned-tanks-on-shikotan-island/

Zdj. Miyuki, Jewgienij Kasperski.

Szybkie niusy wulkaniczne - 22 maja o godzinie 19.50 lokalnego czasu meksykański wulkan Popocatepetl wygenerował obłok erupcyjny o wysokości 3.5 km. Opad popiołu odnotowano w Atlautla, Ecatzingo, Ozumba, Tepetlixpa, Atlatlahucan, Cuautla, Ocuituco, Tetela del Volcan, Tlayacapan, Totolapan, Yautepec i Yecapixtla. 23 i 24 maja miały miejsce dwie niewielkie i krótkotrwałe erupcje indonezyjskiego wulkanu Anak Krakatau.

czwartek, 23 maja 2019

Late w Tonga: dawna kolonia karna?

Dzisiaj w ramach wyspiarskich opowieści wyspa wulkaniczna Late w Tonga znajdująca się na południowy zachód od Vava'u. Kolista o szerokości 6 km, formuje ją andezytowy stratowulkan z kraterem centralnym o szerokości 400 metrów i głębokości 150 metrów, w którym znajduje się efemeryczne jezioro kraterowe. Na wyspie znajdują się także stożki żużlowe oraz słonowodne jezioro w jednym z kraterów zapadliskowych doskonale widoczne na zdjęciu satelitarnym. Z kraterów na północno-wschodnim zboczu wulkanu miały miejsce eksplozywno-efuzywne erupcje w latach 1790 i 1854.

Zaintrygowała mnie wzmianka na www.islandconservation.org że na Late do lat 70-tych miała jakoby funkcjonować kolonia karna. Zastanawiam się w tej chwili czy na wyspie znajdują się jakiekolwiek jej pozostałości. Będę musiał się o tym dowiedzieć i znajdę na to sposób. Wyspa jest surowa, o skalistym wybrzeżu, jednocześnie piękna i odizolowana. Występują na niej dwa endemiczne gatunki ptaków: fletówka żółtoszyja (Pachycephala jacquinoti) - gatunek prawie zagrożony oraz wyspiarek rdzawogłowy (Alopecoenas stairi), także potencjalnie zagrożony, lokalnie zwany 'malau'. Wyspiarek zagrzebuje jaja w gorącym wulkanicznym piasku, by zapewnić im ciepło. Jego populacja liczy około 680 osobników i ogranicza się do dwóch wysp w Tonga. Aby zapewnić tym ptakom warunki do życia badacze z islandconversation.org stworzyli plan pozbycia się inwazyjnych szczurów z Late.

Źródło: https://www.islandconservation.org/late-tonga-not-your-typical-island-paradise/

https://avibase.bsc-eoc.org/checklist.jsp?region=pol&list=ioc&lang=PL®ion=pol&list=ioc&lang=PL

Jeszcze w połowie XIX wieku wyspa odznaczała się małą populacją ludzką na zachodniej stronie wyspy. Ludzie opuścili Late (inna nazwa: Roa) na polecenie tongijskiego króla, gdyż władca chciał ich uchronić przed handlarzami niewolników z Peru, którzy porywali Polinezyjczyków do pracy w peruwiańskich kopalniach. Pozostałości starego 'fortu' (kamienna ściana) znajdują się blisko miejsca lądowania na południowym zachodzie wyspy.

Na zdj. zachmurzona wyspa Late w 2017 roku.

EDIT: Pewna rosyjska biolog, która przebywała na Late potwierdziła mi obecność śladów ludzi na wyspie - cytat: "Na Late była wioska. Widziałam kilka zgniłych i niskich kamiennych ścian. Ale teraz wszystko pokryte jest bardzo gęstą i zaplątaną wegetacją. Ruch przez las jest niemal niemożliwy. Spędziłam tam może ze dwie godziny i dostałam się nie dalej niż na odległość 80 metrów. Dużo martwych po cyklonie drzew. Nie znalazłam żadnych źródeł wody pitnej. Nie dotarłam na szczyt wulkanu ani do jeziora kraterowego. Nie ma plaży do pływania ani zatoki do zakotwiczenia ani pustej przestrzeni do rozbicia namiotu. Bardzo nieprzystępny teren. Ale dużo owocożernych nietoperzy i ptaków (przed pożarem na wyspie)."

środa, 22 maja 2019

Wezuwiusz i Pompeje 21 maja 2019 roku - pierwsza wizyta

Założyciel i administrator mojego ulubionego i stale aktualizowanego fanpejdża o katastrofach naturalnych Kataklizmy w Polsce i na świecie (odsyłam do niego, genialna robota!) Czarek wraz z dziewczyną dotarli 21 maja 2019 roku na włoski wulkan Wezuwiusz. Do Wezuwiusza zawsze będę miał ogromny sentyment, gdyż także dla mnie był to mój dziewiczy widziany z bliska wulkan - w trakcie wyjazdu studenckiego bodaj w 2000 roku. Muszę odnaleźć kiedyś te stare zdjęcia i je tutaj zamieścić (Wezuwiusza obejrzałem sobie dokładnie po raz drugi w 2013 roku), tymczasem oddaję głos Czarkowi:

"Może pokrótce: startujemy z placu Piazza Garibaldi w Neapolu koleją przedsiębiorstwa Circumvesuviana. Wysiadamy na stacji Ercolano Scavi, a następnie kierujemy się do biura pośrednika Vesuvio Express, by zawiózł nas na Wezuwiusza (w cenę 20 euro wlicza się przejazd autobusem i bilet wstępu do Parku Narodowego Wezuwiusza). Wysiadamy ok. 250 metrów przed szczytem, w stronę którego kierujemy się już pieszo. Wieje niemiłosiernie, ale widoki są kapitalne, udało się trafić na perfekcyjne warunki do oglądania Neapolu wraz z Zatoką Neapolitańską, a także samego krateru Wezuwiusza. Ludzi masa. Co chwilę na miejsce przyjeżdżają kolejne autobusy z turystami. Komercję widać na każdym kroku, no ale to przecież symbol Neapolu. Sam krater piękny - głęboki, z sypkim materiałem wulkanicznym na dnie. Prawdziwa feeria barw, dobrze widoczne naloty siarkowe. Aktywne fumarole w jednym miejscu. Zapachu siarki nie stwierdziliśmy. Obchodzimy wulkan na całym możliwym dystansie, dokumentując krater niemal z każdej strony. Na koniec kilka fragmentów zastygłej lawy do kieszeni i powrót do autobusu. Na szczycie byliśmy niemal dwie godziny. Powrót na stację Ercolano trwał ok. 25 minut. Wsiadamy z powrotem w kolejkę, tyle, że w stronę Pompejów - starożytnego miasta, zniszczonego w 79 roku przez potężną erupcję symbolu Kampanii. Wysiadamy na stacji Pompeii Scavi i kierujemy się w kierunku ruin. Bilet wstępu kosztuje 15 euro. Odczucia mamy mieszane - z jednej strony podziw budzą ciała zmumifikowane przez materiał wulkaniczny, z drugiej strony ruiny nie robią na mnie należytego wrażenia. Być może na mój sposób postrzegania tego historycznego miejsca wpłynęły miliony ludzi, którzy zwiedzali Pompeje tego dnia. Nie czułem po prostu "tego czegoś", co chociażby na Wezuwiuszu. Gdybym nie znał historii tego miejsca, nie miał wiedzy nieco większej, niż zapewne większość zwiedzających, byłyby to dla mnie kolejne ruiny, jakich przecież wiele na całym świecie. Nie jestem amatorem tego typu zabytków.

Reasumując, Wezuwiusz na duży plus (to w końcu mój pierwszy wulkan!), Pompeje na minus."

Zdj. Cezary Faber/ KataklizmyPLWR

https://www.facebook.com/KataklizmyPLWR/

Dla porównania moje zdjęcia z 2013 roku:

http://volcanic-landscapes.blogspot.com/search/label/Vesuvius

Matua: militarna wyspa rosyjskich Kuryli

Ostatnio doszły mnie słuchy o serii niewielkich erupcji wulkanu Sarychev (Saryczewa) na kurylskiej wyspie Matua, która miała miejsce 19 maja 2019 roku. Ta wyspa wulkaniczna o długości 11 km i szerokości 6.5 km uchodzi za jedną z najbardziej tajemniczych w archipelagu Kuryli. Oprócz czynnego wulkanu Matua odznacza się typowym dla Kuryli klimatem: zimnym, wilgotnym, zdominowanym przez chmury, mgłę i silne wiatry. Wyspa obecnie jest niezamieszkana, ale na pewno (tak jak i inne wyspy kurylskie) odwiedzali ją myśliwi i rybacy wywodzący się z rdzennej ludności Ainu (Ajnowie). W czasie II Wojny Światowej na Matua stacjonował japoński garnizon obejmujący 7000-8000 żołnierzy, znajdowało się na niej także lotnisko przeznaczone dla bombowców Aichi D3A. W 1944 roku Amerykanie wielokrotnie bombardowali japońskie struktury militarne z powietrza oraz ostrzeliwali je z jednostek floty pancernej. W pobliżu wyspy zatonęło kilka japońskich statków transportowych wyeliminowanych przez amerykański okręt podwodny "USS Herring" 30-31 maja i 1 czerwca 1944 roku m.in. "Ishigaki Maru", "Hokuyo Maru" oraz zakotwiczone u wybrzeża Matua "Hiburi Maru" i "Iwaki Maru". Japończycy namierzyli jednak "USS Herring" i zatopili okręt podwodny ogniem baterii artyleryjskich.

Japońscy żołnierze na Matua poddali się praktycznie bez walki o wiele mniejszym siłom rosyjskim w sierpniu 1945 roku. Dlatego też na wyspie wciąż znajdują się betonowe bunkry, rzędy beczek, podziemne tunele (i być może laboratoria broni biologicznej), wraki czołgów i innych pojazdów opancerzonych czy opuszczone sowieckie lotnisko z pasem startowym. Jak wiadomo Kuryle znajdują się obecnie we władaniu Rosji, ale ich status prawny jest kwestionowany przez Japonię. Spór terytorialny o Kuryle wciąż trwa. Po wojnie na Matua stacjonowali rosyjscy żołnierze, znajdowały się tam m.in. (obecnie porzucone) radary P-14 i P-35. Od 1991 roku (upadek ZSRR) wyspa została przez rosyjskie wojsko opuszczona. I taka pozostaje do dzisiaj, choć istnieją plany utworzenia na niej nowej morskiej bazy militarnej.

Zdjęcia opuszczonych struktur militarnych na Matua: https://www.kotoyarvi.org/kopiya-ushishir?fbclid=IwAR1TFv7t0Q_NBvgsIL0WN9bk_HWo7hobVUjz2URfAsuKGPmQVcpeEYgzQyY

A co na to wulkan Sarychev? W trakcie erupcji tego wulkanu 12 czerwca 2009 roku powstało chyba najsłynniejsze zdjęcie erupcji zrobione z ISS (Międzynarodowej Stacji Kosmicznej). Potężny obłok pary i popiołu, spływ piroklastyczny schodzący zboczem wulkanu oraz chmura pileus na szczycie kolumny erupcyjnej. Więcej informacji tutaj:

https://earthobservatory.nasa.gov/images/38985/sarychev-peak-eruption-kuril-islands

Co za fascynująca wyspa wulkaniczna.

Zdj. ISS, Rosyjskie Ministerstwo Obrony i Komersant.

sobota, 18 maja 2019

Peru w kwietniu 2019 roku - wyprawa na tamtejsze wulkany

Oto relacja cam77 z wyprawy do Peru w kwietniu 2019 roku.

"W Peru byliśmy od 11-23 kwietnia, z tego w okolicach wulkanów 4 dni. Lecieliśmy do Limy przez Mexico City, tak, że przy okazji udało się zobaczyć z samolotu parę stożków: Popocatepetl, Iztaccihuati, La Malinche i Orizaba. Popo spokojny tego dnia był akurat. Z Limy jechaliśmy do Arequipy, miasta w otoczeniu trzech dużych wulkanów: od północy Chachani (6057m), (Misti 5822m) i od wschodu (Pichu Pichu 5664m). Trasa przez większość prowadziła wzdłuż Pacyfiku i Andów, pod drodze pustynie i góry. Przed Arequipą pojawiły się wulkany Chachani i Misti, powietrze na górze było na tyle czyste, że już 100km przed tym miastem było je widać. Robią wrażenie, z takiej perspektywy widać ich wysokość. Za chwilę pojawił się Ampato (6288m) i za nim wybuch Sabancaya (5976m). Wybuch dość duży, Sabancaya jest w ciągłej erupcji ale na ogół z tego co obserwowałem w ostatnim czasie to emisje są raczej mniejsze, głównie para i popiół.

Następnego dnia chcieliśmy się trochę poaklimatyzować, więc pojechaliśmy pod Misti i Pichu Pichu. Pod Misti jest droga, można podjechać na 3800m, skąd jest szlak na szczyt. Droga prowadzi przez pewnie częściowo prywatne tereny, więc była zamknięta ale pilnowały bramy 2 starsze kobiety, jakoś się dogadaliśmy i nas wpuścili. Dojechaliśmy tylko na 3400m, dalej droga była już zbyt wymagająca dla naszego Yarisa, wyjątkowo niskie to auto. Przy okazji nie polecam HERTZa w Limie na lotnisku. Mieliśmy rezerwację u nich, mieli o dziwo najlepszą cenę i chcieli nam wcisnąć drogie ubezpieczenie za kilkaset $, a że nie wzięliśmy, to żądali absurdalnego depozytu 15.000 $ !!!, za Toyotę Yaris. Wzięliśmy obok w innej wypożyczalni na normalnych warunkach. Po Misti podjechaliśmy jeszcze pod Pichu Pichu i udało się trochę wyżej wjechać.

Kolejny cel to Kanion Colca, jeden z najgłębszych na świecie (długość 120 km a głębokość 3500m do 4200m wg różnych źródeł), po obu stronach dużo wulkanów. Wewnątrz kanionu ślady wulkanizmu: słupy, fumarole, gorące źródła. My chcieliśmy zobaczyć głównie Sabancayę, Ampato i Hualcę. Po drodze do kanionu trzeba przejechać przez wysokość ponad 4800m. Stamtąd widać wulkan Nevado de Mismi (5597m), na którym są źródła Amazonki. Jest tam też punkt widokowy na Dolinę Zaginionych Wulkanów, ale pogoda w tym dniu nie pozwoliła jej zobaczyć. Miałem plan tam jechać początkowo, ale to wyprawa na 2-3 dni, do tego na dużych wysokościach 4000-5000m. Trzeba objechać Colcę z góry albo z dołu, jest tam dużo wulkanów, wylewy lawy i po drodze Coropuna (6425m) - najwyższy wulkan Peru pokryty lodowcami. No ale nie było czasu na to. Rano, następnego dnia udało się zobaczyć wybuchy Sabancaya. Można podjechać bliżej Sabancayi od zachodu, ale z tego co się dowiedzieliśmy nasze auto nie poradziło by sobie z tą drogą. Po drodze chcieliśmy wstąpić jeszcze na gejzer Pinchollo pod Hualcą, chociaż wydaje mi się, że to raczej silna fumarola w korycie strumienia, z tego co widziałem na zdjęciach. Strumień trzeba było przejechać w paru miejscach i w końcu zrobiło się za głęboko. Tak, że kolejna wycofka i powrót do Arequipy. Po drodze jeszcze załamanie pogody na 4800m i trochę zimy. W ostatni dzień miało być najlepsze i wyjazd w grubszy teren, więc wynajęliśmy Hiluxa i pojechaliśmy w stronę Laguna Salinas. Po drodze przejazd między Misti i Pichu Pichu. Salina otoczona jest wulkanami, wielki otwarty teren, widoki niesamowite i w tym groźnie wyglądający Ubinas. Między Pichu Pichu a Ubinasem za laguną jest długi masyw wulkaniczny, na którego końcu za grzbietem leży Huaynaputina, wulkan, który w 1600r. wybuchł z siłą VEI6 i wpłynął na klimat na świecie. W masywie widać mniejsze stożki, kopuły i w jednym obszarze parę. Był plan żeby podjechać blisko pod Ubinasa od południa, gdzie jest najbardziej poszarpany i gdzie schodzą lahary, ale zajęłoby to zbyt dużo czasu, a mieliśmy jeszcze ciekawą rzecz do zrobienia. Tak, że skręciliśmy na północ i mniejszą dróżką jedziemy w stronę Misti i Chachani. Po drodze mijamy blisko Kunturi (ok 5300m), wygląda to na wulkan ale nie mam żadnych informacji o nim. Tą drogą raczej mało kto jeździ, mijamy 2 małe wioski i ludzie patrzą się na nas z dużym zdziwieniem. Wysokość przejazdu całkiem spora, dochodzi do 4900m n.p.m. Jak pojawia się na widoku Misti i Chachani to widzimy cel wyprawy - Volcanito Enano - leżący w kompleksie Chachani. Chachani jest najwyższy, a jest tam jeszcze kilka dużych wulkanów: Fatima (5950m), Angel (5825m), Nocarani (5784m) i pośrodku nich Enano, z hiszpańskiego Karzeł (ok. 5200m). Przejeżdżamy obok Misti, od wschodu rozciąga się wulkaniczna pustynia z wydmami. Widzimy tablicę z ostrzeżeniem, że na tym terenie żyją pumy. Podjazd na Chachani jest w paru miejscach wymagający, możliwy tylko prawdziwą terenówką, bez reduktora nie ma wjazdu. Są duże wystające kamienie i strome podjazdy. Droga prowadzi na wysokość ponad 5000m, skąd zaczyna się szlak na Chachani. Jest to być może najłatwiejszy do zdobycia 6-tysięcznik, podjeżdżasz na 5000 i do wejścia zostaje 1000m, trzeba tylko mieć aklimatyzację i 1 dzień czasu. Po wyjeździe widok jest piękny, pojawia się prawie idealny, niewielki stożek Enano w otoczeniu wielkich szczytów. Miałem zamiar na niego wejść ale za godzinę miało się ściemniać, tak, że trzeba było odpuścić. Spędziliśmy tam parę chwil i zaczęliśmy zjeżdżać do Arequipy. Czuć tam było wysokość. Wracaliśmy koło Misti, tak, że zaliczyliśmy przez te parę dni pełną pętlę wokół niego. Następnego dnia trzeba było niestety zacząć wracać do Limy, 1000km, w większości piękną trasą.

Podsumowując to bardzo mi się spodobały tamte tereny, wulkanów jest moc, krajobrazy nie z tej ziemi i tylko szkoda, że jak zwykle mało czasu i że tak daleko." :)

EDIT: 18 maja 2019 roku o godzinie 02.09 czasu WITA wulkan Agung na Bali wyemitował obłok popiołu o wysokości 2 km. Warto także pamiętać że mamy dzisiaj kolejną rocznicę najsłynniejszej erupcji na terenie kontynentalnych USA o której szerzej napisałem tutaj:

https://www.crazynauka.pl/mount-saint-helens-co-wiemy-o-jednej-z-najwiekszych-katastrof-xx-wieku/

Obłok gazu unosi się z krateru wulkanu Sangay w Ekwadorze, a z bocznego otworu na południowo-wschodnim stoku schodzi wylew lawy.

Przy okazji jeśli macie ochotę to przejrzyjcie też moje zdjęcia z kwietniowej wyprawy na kompleks kopuł lawowych Methana w Grecji. Naturalnie zachęcam do samodzielnego zdobywania i eksplorowania wulkanów. Takie posty mają między innymi temu służyć :-)

http://volcanic-landscapes.blogspot.com/