wtorek, 21 lutego 2023

Badania podmorskiego wulkanu Kolumbo w Grecji [wywiad]

                                                               

W styczniu 2023 roku w rodzimej prasie pojawiło się sporo artykułów dotyczących podmorskiego wulkanu Kolumbo w Grecji. Niektóre z nich były dość alarmistyczne jak np. w serwisie Twoja Pogoda (zero zdziwienia). Postanowiłem zatem przepytać geofizyka Kajetana Chrapkiewicza z Imperial College London o trwające badania nad Kolumbo, potencjalne zagrożenia z tym wulkanem związane oraz o możliwość jego przebudzenia w bliższej lub dalszej przyszłości. Przy okazji polecam zerknąć na poniższą pracę naukową, której Kajetan jest współautorem oraz artykuł Guardian.

https://www.researchgate.net/publication/364648108_Magma_chamber_detected_beneath_an_arc_volcano_with_full-waveform_inversion_of_active-source_seismic_data

https://www.theguardian.com/science/2023/jan/25/terrawatch-santorini-braces-as-explosive-volcano-stirs 

Gdzie znajduje się podmorski wulkan Kolumbo i czym się charakteryzuje?

Kolumbo znajduje się  ok. 7 kilometrów na NE od Santorini, niezwykle popularnej wśród turystów wyspy należącej do greckiego archipelagu Cyklad. Santorini to właściwie nie jedna wyspa, a pięć wystających nad powierzchnię wody fragmentów ogromnej, ponad 10 km średnicy kaldery, której nie muszę chyba przedstawiać czytelnikom bloga. Krater Kolumbo jest kilka razy mniejszy, a jego najwyższy punkt znajduje się ok. 20 m a dno ok. 500 m pod powierzchnią wody.

Pod względem geologicznym, Kolumbo wraz z Santorini, a także kilkoma innymi wulkanami, tworzy tzw. Helleński łuk wulkaniczny, który powstał w wyniku trwającego od milionów lat zderzenia Afryki z Eurazją. W tym miejscu warto może wspomnieć, że łuki wulkaniczne stanowią prawdopodobnie najważniejszy z kilku genetycznych typów wulkanów, nie tylko z uwagi na ich eksplozywność, ale przede wszystkim na ich fundamentalną rolę w procesie tworzenia nowej skorupy kontynentalnej. Nie każdy wie, że powstawanie tego typu wulkanów nie byłoby możliwe, gdyby nie ogromne ilości wody przesycające podmorskie płyty tektoniczne zanurzające się w łukowato wygiętych strefach subdukcji. To właśnie woda uwalniana na dużych głębokościach z uwodnionych minerałów budujących skały subdukującej płyty powoduje topienie się płaszcza ziemskiego i narodziny systemów magmowych, których powierzchniową ekspresją są łuki wulkaniczne. Wbrew pozorom, sama temperatura płaszcza nie jest na tej głębokości wystarczająca by się stopił, ani on, ani szybko zanurzający się zimny płat.

Wracając do Kolumbo i Santorini, mimo wzajemnej bliskości, te dwa wulkany wykazują skrajnie różne zachowanie. W przeszłości to Santorini wybuchało znacznie częściej, natomiast to właśnie Kolumbo jest aktualnie centrum aktywności hydrotermalnej i sejsmicznej. W 2006 odkryto na dnie krateru Kolumbo duże pole polimetalicznych kominów hydrotermalnych emitujących gazy o temperaturze powyżej 200 stopni Celsjusza. Aktywność sejsmiczna oznacza, że praktycznie cały czas dochodzi do stosunkowo słabych wstrząsów, które generują przepychające się przez sztywną skorupę, migrujące ku powierzchni magma i płyny hydrotermalne.  

Jaka jest historia jego erupcji? Jakie zagrożenia są związane z potencjalnym przebudzeniem tego podwodnego wulkanu?

Niewiele wiemy o historii erupcji Kolumbo, na ten moment wydaje się, że było ich tylko kilka, średnio jedna na 200 tysięcy lat. O ostatniej, z 1615 r. n.e., można przeczytać więcej na tym blogu. Dość powiedzieć, że wygenerowane przez nią tsunami spowodowało spore spustoszenie. Dzisiaj zaklasyfikowalibyśmy magnitudę tej erupcji jako VEI 4-5, dla porównania zeszłoroczna erupcja Hunga Tonga-Hunga Ha’apai miała magnitudę VEI 5-6, a słynna erupcja Krakatau w 1883 r. VEI 6.

Oczywiście obecne zagrożenia są większe niż 400 lat temu. Przede wszystkim, sąsiednie Santorini przez większą część roku jest wprost oblegane przez turystów. Pióropusz popiołu i tratwy pumeksowe mogą zakłócić odpowiednio transport powietrzny i wodny. Tym, o czym rzadziej się mówi, jest bąbel dwutlenku węgla zgromadzony na dnie krateru, którego uwolnienie może spowodować zjawisko podobne do tego znanego z jeziora Nyos w Kamerunie.

Dlaczego warto monitorować podmorskie wulkany? Jakich trudności nastręcza ich monitoring?

Podmorskie wulkany są wyjątkowo niebezpieczne przede wszystkim z uwagi na zagrożenie tsunami. O ile na lądzie używa się wszelkich możliwych pomiarów fizycznych i chemicznych, monitoring wulkanów podwodnych jest znacznie utrudniony. Praktycznie odpadają badania oparte na promieniowaniu elektromagnetycznym, takie jak np. satelitarna interferometria radarowa, którą gdzie indziej wykorzystuje się do niezwykle precyzyjnego wykrywania ruchów pionowych powierzchni ziemi. Oczywiście wszelkie inne instrumenty trzeba zainstalować pod wodą w czasie kosztownych ekspedycji morskich. Całe szczęście Kolumbo od tego roku posiada już podmorskie obserwatorium monitoringu wulkanicznego SANTORY, jego rozwój można śledzić pod adresem https://santory.gr/.

Na czym polega metoda obrazowania sejsmicznego zwana full-waveform inversion (FWI) wykorzystana do badań podmorskiego wulkanu Kolumbo?

O metodzie FWI, czyli inwersji pełnej formy falowej można myśleć jako o połączeniu dwóch technik medycyny diagnostycznej – ultrasonografii (USG) i tomografii komputerowej. W efekcie nie tylko możemy dokładnie określić kontury badanego obiektu jak w USG, ale dzięki spojrzeniu na wskroś pod różnymi kątami, jesteśmy w stanie określić jego własności fizyczne.

Niestety wulkanu nie można umieścić w tomografie i prześwietlić dokładnie z każdej możliwej strony. Dlatego geofizycy zostali zmuszeni do opracowania zestawu narzędzi matematycznych dużo bardziej wyrafinowanych niż te używane w medycynie, tak by dawały one wiarygodne i użyteczne wyniki pomimo znacznie mniej doskonałych danych. Zamiast promieniowania rentgenowskiego i ultradźwięków używa się fal sejsmicznych generowanych przez naturalne trzęsienia ziemi lub drobne wstrząsy generowane przez aparaturę badawczą.

Zebranie jak najlepszych danych to jedna z dwóch kluczowych składowych metody FWI. Jest to ogromne i dość kosztowne przedsięwzięcie, które w przypadku Kolumbo było możliwe dzięki międzynarodowej współpracy między naukowcami z USA, Wielkiej Brytanii i Grecji. Był to projekt PROTEUS, nazwany od imienia mitycznego syna Posejdona i Tetydy.

Najpierw na dnie morza wokół Kolumbo i Santorini zakotwiczono niemal 100 sejsmometrów (czujników drgań), a kilkadziesiąt innych na wyspach archipelagu. W niektórych przypadkach konieczne było użycie helikoptera. Następnie, specjalnie wyposażony amerykański statek badawczy R/V Marcus Langseth przez ponad tydzień kursował wokół wulkanów wysyłając impulsy dźwiękowe przy pomocy ciągniętego za sobą emitera bąbli sprężonego powietrza. Impulsy te wnikały głęboko pod powierzchnię dna morskiego, i jako fale sejsmiczne penetrowały wnętrze wulkanów, by ostatecznie zostać zarejestrowane z powrotem na dnie. Po uzyskaniu wystarczającej liczby rejestracji, sejsmometry zabrano z dna morza. Odbyło się to poprzez wysłanie do sejsmometru specjalnego sygnału akustycznego, który powoduje odcięcie kotwicy i wypłynięcie czujnika na powierzchnię, z której łatwo już wyłowić go na pokład statku.

Mając odpowiednią ilość danych o dużym zagęszczeniu przestrzennym, przystępuje się do analizy komputerowej, często trwającej kilka lat. W największym uproszczeniu, opiera się ona wielokrotnej symulacji propagacji wszystkich fal sejsmicznych zarejestrowanych przez sejsmometry, przy jednoczesnym stopniowym udoskonalaniu trójwymiarowego modelu (obrazu) wnętrza wulkanu przy pomocy algorytmów optymalizacyjnych. Algorytmy te są bardzo podobne do tych wykorzystywanych do trenowania sztucznych sieci neuronowych.

Inwersja pełnej formy falowej to bardzo potężne narzędzie, które jeszcze do niedawna pozostawało w sferze rozważań teoretycznych z uwagi na niewystarczającą moc obliczeniową komputerów. Pomimo gwałtownego rozwoju technologii, na współczesnym komputerze osobistym zajęłyby one lata, nawet przy założeniu najprostszej fizyki problemu. Zamiast tego, korzysta się z superkomputerów, czyli sieci setek a często tysięcy procesorów.  Mimo to, jeśli chcielibyśmy symulować wszystkie efekty fizyczne wpływające na propagację fal sejsmicznych, dla niektórych problemów wciąż bardziej opłaca się wykonać wiercenia dna morskiego niż wykupić czas na superkomputerze.

Wszystkie te koszty związane z akwizycją danych i obliczeniami ponoszone są w celu uzyskania wystarczająco wysokiej rozdzielczości finalnego obrazu 3D, tak by dało się dostrzec na nim szczegóły takie jak małe komory magmowe, uskoki itp.

Dodam jeszcze, że przytoczona na początku analogia medyczna nie jest przypadkowa. Sukcesy inwersji pełnego pola falowego w geofizyce, zwłaszcza w obrazowaniu zbiorników ropy naftowej i gazu ziemnego, spowodowały, że zaczyna ona być stosowana w medycynie. Istnieją implementacje tej metody, m.in. kod napisany przez moich kolegów z Imperial College London, które potrafią nie tylko zobrazować wnętrze wulkanu, czy znaleźć ropę naftową, ale również wykryć krwotok mózgu czy nowotwór piersi. A wszystko to bez ekspozycji na niekorzystne promieniowanie rentgenowskie,  ani konieczności użycia wielkich skanerów do rezonansu magnetycznego. Dalsze testy, wdrożenie i komercjalizacja inwersji pełnego pola falowego w medycynie zajmą pewnie co najmniej dekadę.

W jaki sposób została wykryta obecność komory magmowej greckiego wulkanu?

Wspomniana wyżej metoda obrazowania pozwoliła nam uzyskać trójwymiarowy rozkład właściwości sprężystych, a konkretnie prędkości rozchodzenia fal sejsmicznych, wewnątrz wulkanu. Własności te są ściśle związane ze stopniem roztopienia skały. Im bardziej stopiona jest skała, tym wolniej rozchodzą się w niej fale. Na drodze podobnej obserwacji odkryto np. istnienie ciekłego jądra zewnętrznego Ziemi.

Związek między stanem skupienia skały a prędkością fali można zrozumieć na przykładzie meksykańskiej fali znanej ze stadionów piłkarskich. Jeśli kibice siedzieliby „upakowani” blisko siebie w rzędzie trzymając się pod rękę, wstanie pierwszego natychmiast spowodowałoby poderwanie następnego i w ten sposób fala rozeszłaby się dużo szybciej, niż gdyby siedzieli oni w dużych odstępach. Podobnie, w skałach w stałym stanie skupienia cząsteczki są gęsto upakowane w sieć krystaliczną i przez to przekazują sobie drgania dużo szybciej niż w przypadku cieczy nawet tak gęstej jak magma.

Pod Kolumbo wykryliśmy właśnie obszar drastycznie obniżonych prędkości sejsmicznych. Co ciekawe, anomalia ta niemal kompletnie umknęła standardowej metodzie obrazowania zastosowanej do tych samych danych, a która była do tej pory głównym narzędziem geofizycznym do badania wulkanów na całym świecie.

Prędkość okazała się  na tyle niska, że nie można jej wytłumaczyć jedynie wysoką temperaturą, musiało dojść do stopienia skały. Mało tego, stopień roztopienia jest tu prawdopodobnie na tyle wysoki, że faktycznie możemy mówić o magmie, a nie o tzw. pulpie krystalicznej (ang. crystal mush), w przypadku której bardzo drobne (kilka % objętości skały) ilości stopu rozmieszczone są w mikroskopijnych przestrzeniach pomiędzy ziarnami krystalicznymi. Wbrew podręcznikowym obrazkom przedstawiającym sporą komorę magmową pod każdym aktywnym wulkanem, obecny paradygmat właśnie pulpę stawia jako przeważającą formę „egzystencji” stopu we wnętrzu Ziemi, a komory magmowe uważa się za formy nietrwałe, a przez to trudno uchwytne metodami geofizycznymi. Jeśli nie pojawi się na czas czynnik wywołujący erupcję, np. zastrzyk gorącej magmy bazaltowej z większych głębokości, komora magmowa ostygnie i skrystalizuje niemal całkowicie, tworząc pulpę.

Jak geofizycy dokonują oszacowania wielkości/wzrostu komory magmowej danego wulkanu (na przykładzie Kolumbo)?

Przy pomocy tzw. teorii homogenizacji możemy z prędkości sejsmicznej częściowo stopionej skały obliczyć proporcję między stopem a litą skałą. Mając trójwymiarowy obraz prędkości fali sejsmicznej, nietrudno oszacować ile stopu jest w sumie we wnętrzu wulkanu. Można też stwierdzić, ile stopu rezyduje w postaci magmy, a ile w postaci pulpy krystalicznej, chociaż ten rachunek jest już obarczony większą niepewnością z uwagi na fundamentalną niejednoznaczność wynikającą z potencjalnie różnych geometrii porów skalnych, w których gromadzi się stop.

Oszacowanie tempa wzrostu w naszym przypadku opierało się na założeniu, że całość stopu została dostarczona / wyprodukowana od czasu poprzedniej erupcji. Innymi słowy, że poprzednia erupcja w całości opróżniła komorę magmową. Oczywiście jest to uproszczenie, i wynik ten obarczony jest największą niepewnością spośród wymienionych.

W jakim przedziale czasowym może teoretycznie dojść do przebudzenia wulkanu Kolumbo?

Takie oszacowania z reguły robi się na podstawie średniej częstotliwości dotychczasowych erupcji. W przypadku Kolumbo wiemy z pewnością, że w ostatnim milionie lat doszło do co najmniej sześciu erupcji, co daje średnią częstotliwość erupcji niewiele większą od 1 / 200 tys. lat. Biorąc pod uwagę, że ostatnia erupcja była 400 lat temu, moglibyśmy więc spać spokojnie. Niestety, z uwagi na trudną dostępność dla badań bezpośrednich, nasza wiedza na temat poprzednich erupcji jest dość ogólnikowa, a ciągła aktywność hydrotermalna i sejsmiczna powiązana ze zobrazowaną komorą magmową wskazuje, że decyzja o wspomnianym wcześniej monitoringu była uzasadniona.

W tej chwili trwa ekspedycja IODP (ang. International Ocean Discovery Program), której uczestnicy, m.in. jedna ze współautorek naszego artykułu, z pokładu statku wykonują głębokie wiercenia dna morskiego osadów w bezpośrednim sąsiedztwie Kolumbo. Analiza rdzeni wiertniczych dostarczy nam dużo lepszego zrozumienia historii poprzednich erupcji, a przez to ulepszy nasze bardzo niedoskonałe prognozy.

Na zdjęciach wyspa wulkaniczna Nea Kameni (obecne centrum erupcyjne kaldery Santoryn) oraz podmorski wulkan Kolumbo. Źródło: greece.is i SeaBiotech.

Dziękuję Kajetanowi za możliwość przeprowadzenia wywiadu. 

Oczywiście myślę już o przeprowadzeniu kolejnego wywiadu. Mam także w zanadrzu kilka pomysłów na ciekawe artykuły. Nieśmiało przypominam, że możecie mnie wesprzeć trwale bądź jednorazowo na Patronite i BuyMeaCoffee:

https://patronite.pl/wulkanyswiata 

https://buycoffee.to/wulkanyswiata 

Trzecia możliwość to zakup mojej debiutanckiej książki popularyzującej wspaniałe wyspiarskie wulkany:

https://www.empik.com/wulkany-sekrety-wysp-wulkanicznych-bartlomiej-krawczyk,p1343451210,ksiazka-p?cq_src=google_ads&cq_cmp=12762045481&cq_term=&cq_plac=&cq_net=g&cq_plt=gp&gclid=Cj0KCQiAutyfBhCMARIsAMgcRJR8Amu6Az7vsUu0XcI0RCjaDSoLcobHRoV56lo4bX7dl0EQCeJKL18aAikwEALw_wcB&gclsrc=aw.ds 

EDIT: Podniesiony został stopień alarmu dla dwóch alaskańskich wulkanów Aniakchak i Trident ze względu na wzrost aktywności sejsmicznej. Ostatnie erupcje obu zarejestrowano odpowiednio w latach 1931 i 1975. 

Trwa erupcja wulkanu Karangetang na wyspie Siau (Indonezja). Obecnie aktywne pozostają dwa kratery wulkanu.

Trwa słaba aktywność erupcyjna wulkanów Barren Island (Andamany) oraz Langila (Papua Nowa Gwinea).

O zbocze filipińskiego wulkanu Mayon (Luzon, Filipiny) rozbił się mały samolot biznesowy Cessna 340. 4 osoby zginęły, w tym dwoje Australijczyków. Ratownicy dotarli już na miejsce katastrofy.

piątek, 17 lutego 2023

Zygmunt Krasiński pod Wezuwiuszem

Sytuacja życiowa Zygmunta Krasińskiego, naszego trzeciego Wieszcza była odmienna od sytuacji większości pisarzy emigracyjnych. Był finansowo niezależny i od wczesnej młodości przebywał w środowisku międzynarodowej arystokracji. Jego dramatem życiowym był ojciec - Wincenty Krasiński, generał wojsk napoleońskich, a później lojalny poddany cara Rosji, który chciał aby Zygmunt został carskim dyplomatą. Ten buntował się i uciekał z rodzinnej Opinogóry na Zachód. Nieustannie podróżując spotykał się z najważniejszymi osobami będącymi na emigracji i pisał: liryki i wiersze o tematyce polityczno-filozoficznej, dramaty, memoriały i listy: do ojca, przyjaciół, kolejnych muz.

We Włoszech przebywał Zygmunt Krasiński wielokrotnie. Pierwszą podróż odbył jesienią 1830 roku. Trasa wiodła przez Mediolan, Bolonię, Florencję do Rzymu. Do Neapolu dotarł dopiero 8 marca 1835 roku. O swych pierwszych neapolitańskich wrażeniach dzielił się w listach:

Do Joanny Bobrowej  Neapol, 30 marca 1835

„Jestem na wybrzeżach, które Pani lubiła. Potrzeba mi tylko oderwać wzrok od tej karty, aby zobaczyć od razu Capri i Wezuwiusz i całą zatokę Neapolitańską. Mieszkam w domu najbardziej z całego miasta wysuniętym, ponieważ jest zbudowany na części skały, wystającej z morza. Jest to willa di Roma a S-ta Lucia. Piękną jest zaiste przyroda w tych stronach — lecz trzeba być bardzo młodym i bardzo naiwnym, aby żyć w przyrodzie i nic nadto nie żądać. [….] Oh, wśród tych kwiecistych, palących wybrzeży, wobec tylu ponęt, potrzeba by mieć w sercu radość gwałtowną, a w duchu życie potężne. Wówczas pojmuję, że można być chwil kilka szczęśliwym w Neapolu. Co do mnie, pojąć Pani nie zdoła, jaki wpływ wywierają te miejscowości na myśl moją. Wszędy czytam tylko ponure przepowiednie. Ta równina lazurowa, wytworzona przez wonne wiatry u stóp czarnej góry, to rozkosz w objęciach śmierci, to raj ludzki u progu piekieł. Wspaniałym jest ten znak boży, który co chwila, jak srebrna kolumna, z łona ziemi wznosi się ku niebiosom i rozwija się tam w posępne obłoki. Gdy noc nadchodzi, jest to słup ognisty, który w górze rysuje czerwonawe światła, a na dole w głębi wód się odbija."                                                                                                                                      

I dalej o Pompejach:                                                                                                                                                    

„Dziś, jak przed wiekami, wszystko, co tylko jest pięknego i miłego na tych brzegach, jest przeznaczone na zagładę przez śmierć gwałtowną. Zawsze to jest świeża Pompeja, piękna Pompeja, strojąca się w wieńce i festony w wigilię dnia, który będzie dla niej ostatnim.[…] Na tej ziemi cieniem znikomym jest wszystko, od skromnej stokrotki aż do wulkanu. Ludy i przyrody mijają, odradzają się i odchodzą. Przyroda więcej ma sił, długi czas jest widownią, na której się miotają miliony istot, z roku na rok więdnących, kiedy ona sama więdnie w przeciągu całych miriadów stuleci. […] Piszę te słowa, spoglądając na najwspanialszy z tworów ziemskich. Przeczuwając nieskończone piękno, którego ten widok jest tylko gęstą zasłoną, słabem odbiciem, zabłąkanym dźwiękiem, pozwoliłem sobie na te myśli, które, jakkolwiek w małej pozostają z nim harmonii, są jednak jego fatalnym wynikiem”.

Do Joanny Bobrowej  

Neapol, 21 kwietnia 1835

„Chciałbym, aby oddano Pani ten list 7 maja. Przed rokiem w tym samym dniu raczyła Pani przyjąć ode mnie trochę ofiarowanych Jej kwiatów.[...] Te, które teraz Pani posyłam, zerwałem u stóp Wezuwiusza. Przybędą do Pani zeschłe i spłowiałe, jak wszystkie nadzieje, jak cała przyszłość tego, który pisze do Pani”.                                                                                                                                                  

W tym samym liście poeta żali się na morze, którego blask działa na jego chore oczy.

„Okrutnie cierpię, a to morze, tak piękne dla wszystkich, dla mnie jest tylko jakby piekłem, gdy błyszczy w słońcu”.

A także na miasto i spotkanych tam ludzi:                                                                                                                                           

„Kto w Neapolu, ten powinien z Golfem i Wezuwiuszem się zadawać, bo to są duchy miejsca, ale nie z ludźmi, bo to są miejsca płazy i muszle".

Do Konstantego Gaszyńskiego  Neapol, 26 kwietnia 1835

[…] „Byłem w Pompei: u wnijścia do miasta groby, zaraz potem za bramą pierwszy budynek, to dom rozpusty, śmierć i rozkosz, dwa największe działacze materialnego świata. W tej odgrzebanej mumii piękne są pomniki. Architektura grecka skandowana, jak wiersze Enejdy; matematyka, prawo rzymskie stare, w kamień wcielone. Tu dopiero starożytność się pojmuje i porównywa z nowemi czasy. Starożytni szli od nieskończoności w skończoność; co od pierwszej zarwać mogli, opisywali drugą, oddzielali od matki. My ze skończoności wychodzim, a dążym w nieskończoność”.

Jak widać z powyższych cytatów Krasiński w swych listach podkreślał walory natury i neapolitańskiego pejzażu. Podziwiał grę świateł na morzu, słońce, kwiaty, lucciole tańczące wśród kwiatów. Bardziej od Italii słonecznej przyciąga go jednak Italia jako kraj antyku, kraj smutny, ale korespondujący z obnoszoną przez niego pozą samotnego twórcy, żyjącego wizjami przeszłości i upatrującego we współ­czesnym świecie znaków upadku.

Powtórnie znalazł się w Neapolu 15 grudnia 1838 roku, towarzysząc ojcu, generałowi Wincentemu. 24 grudnia 1838 r. na uroczystej polskiej Wigilii wydanej w Palazzo Gallo, należącym do wdowy Honoraty z Orłowskich Komarowej, Zygmunt odnawia znajomość z córką gospodyni, Delfiną Potocką, która stanie się jego kolejną Muzą i powiernicą.

O swoich przeżyciach, Neapolu i okolicach pisze do swych przyjaciół w kolejnych listach:

Do Edwarda Jaroszyńskiego  Neapol, dnia 29 grudnia 1838 r.

„Życie moje w Neapolu jest dość przykrem: klimat mnie ten zabija. Siedzę, bo ojca nie chcę samego zostawić, a ojcu tu mniej więcej dobrze. […] Najczęściej wieczór przepędzam u siebie kolejnych m jeden; świeca gdzieś za parawanem tleje, myśli moje snują się bez końca, ale nieskończonością goryczy, smutku, wstrętu. Jeśli czasem zjawi się cicha chwila wewnętrzna, twórcza, natchniona, to, cud… cud, który dawniej bywał powszednim chlebem. Już ta natura tak ogromna, tak czysta, tak wdzięczna, nie budzi we mnie braterskich uniesień. Morze darmo huczy i zaprasza — już nie kocham żagli, ni wioseł”[…]

Do Adama Sołtana 1 stycznia 1839, Neapol

„Zapoznałem się z domem Komarów, [….] Sama matka i domu pani naturalna, uprzejma, ludzka. Już mi wszystkie lampy przysłonili zielonemi umbrelki. Bywam więc co wieczór.[…]

Wezuwy (jak mój Jan zwykł mawiać) dziś o dwunastej w nocy zaczął składać powinszowanie miastu chmurami perzyny, której pełne ulice; kłęby dymu ogromne walą z krateru, cały Neapol bieży go z bliska obaczyć.

Zdrowie moje szwankuje w tym klimacie, oczy znacznie się pogorszyły, w dzień nie mogę wychodzić, bo słońce za jaskrawe; dopiero po zajściu jego lub w nocy, gdy księżyc wejdzie, idę na Strada Nuova i, chodząc nad tą otchłanią błękitu, marzę o tych, których kocham”.

W liście do Konstantego Gaszyńskiego z 19 stycznia 1839 roku poeta relacjo­nował swoją ostatnią wyprawę na Wezuwiusza:                                                                                                                             

 „Byłem na Wezuwiuszu podczas wybuchu i takem sobie oczy popsuł, że nie wiem, kiedy do miary swej przyjdą. Ale praw­da, że piękny był widok: kitą dymu się odział i rozpuścił ją w poprzek nieba w kształt wiejących piór hełmu nad całą za­toką. Księżyc to za nią się chował, a wtedy czarno i czerwono było na ziemi, wtedy piekło, bo płomienie buchały z krateru, to zza niej się wychylał, a wtedy cała przestrzeń słodką bar­wę czystego światła przybrawszy, wydawała się jako pole bi­twy, na którym potęgi anielskie, dziewicze, szatana pokona­ły. Co kilka minut taka odmiana następowała”.

Jak widać wyprawa na Wezuwiusza nie skończyła się dla Krasińskiego dobrze, bo następne tygodnie spędził w łóżku, a Delfina „jak siostra miłosierdzia” czule się nim zajmowała. O tym zdarzeniu donosi Sołtanowi w liście z 5 lutego 1839: „Przez te wszystkie dni leżałem w wściekłej gorączce, która mi całe ciało i twarz całą osypała krostami, słowem ospę miałem” […]

Później­sze, częste przyjazdy do Neapolu, w kolejnych latach, nie miały już charakteru romantycznych podróży krajoznawczych, poeta przy­jeżdżał na umówione spotkania z Delfiną Potocką. Obraz Neapolu zależał więc od tego, jak układały się stosunki mię­dzy Krasińskim i jego Muzą. Gdy czuli się szczęśliwi Neapol jawił się jako raj, ale gdy dominowały konflikty, nad miastem i błękitną Zatoką zawisały czarne chmury niechęci. Dużo też zależało od stanu zdrowia poety, który cierpiał na migre­ny i choroby oczu, a zagrożony był gruźlicą. 

Ostatni raz odwiedził Neapol w 1842 roku.

Tekst gościnny. Zachęcam do przeczytania pierwszej części:

http://wulkanyswiata.blogspot.com/2023/01/wezuwiusz-i-polscy-romantycy-czesc-i.html 

środa, 8 lutego 2023

Nowa erupcja indonezyjskiego wulkanu Karangetang

                                              


Dzisiaj rozpoczęła się erupcja indonezyjskiego wulkanu Karangetang na wyspie Siau. Obejmuje ona eksplozje, fontanny lawy, wypływ lawy oraz rozżarzone lawiny. Wulkan objęty został trzecim stopniem alarmu (Siaga). Sytuacja jest rozwojowa. Jestem ciekaw czy dojdzie do ewakuacji okolic wulkanu. Na pewno zagrożeniem mogą być spływy piroklastyczne oraz wylewy lawy. Karangetang to jeden z najaktywniejszych wulkanów Indonezji. Zdj. Lisma Burhan. 

Z wulkanu obecnie schodzi wylew lawy o długości około 1 km. Formuje się niestabilna kopuła lawowa, która generuje rozżarzone lawiny. Erupcję poprzedził wzrost aktywności sejsmicznej w dniu 6 lutego.

Także 8 lutego o godzinie 07.10 lokalnego czasu z jawajskiego wulkanu Merapi zszedł spływ piroklastyczny docierając na odległość 1.5 km. Kopuła lawowa tego wulkanu na jego południowo-zachodniej krawędzi jest niestabilna. 

Także 8 lutego wulkan Sakurajima na Kiusiu wyemitował obłok popiołu z krateru Showa - bodaj pierwszy raz od 2018 roku. Dotychczas emisje popiołu miały miejsce z krateru Minamidake.

W nocy 6 lutego niewielkie fontanny lawy miały miejsce w kraterze chilijskiego wulkanu Villarrica.

Trwają emisje popiołu z kolumbijskiego wulkanu Nevado del Ruiz. 

Emisja lawy z wulkanu Etna (podstawa SE Crater) ustała bądź spauzowała. 

Wciąż trwa spokojna erupcja efuzywna (lawowa) aleuckiego wulkanu Great Sitkin.

Krótkofalarze dotarli już do norweskiej wyspy wulkanicznej Bouveta i od pewnego czasu wrzucają zdjęcia powierzchni (ciemnych wulkanicznych plaż) tego zlodowaciałego skrawka lądu. Cudownie. Zdj. N2A1.

Wyspę Bouveta z radością opisałem w "Sekretach wysp wulkanicznych", czyli mojej debiutanckiej książce (wydawnictwo Pascal), którą wciąż można nabyć choćby przez Empik.

https://www.empik.com/wulkany-sekrety-wysp-wulkanicznych-bartlomiej-krawczyk,p1343451210,ksiazka-p?mpShopId=0&cq_src=google_ads&cq_cmp=12762045481&cq_term=&cq_plac=&cq_net=g&cq_plt=gp&gclid=CjwKCAiArY2fBhB9EiwAWqHK6pBf8jJLMDd_xWTBtYhBvCRP9T58Ljav-ru5PpWAulbtsvdjhuOovBoCtGIQAvD_BwE&gclsrc=aw.ds

EDIT 14 lutego (Walentynki): kontynuacja aktywności eksplozywno-efuzywnej wulkanu Karangetang z południowego wierzchołka wulkanu.

Sporadyczne emisje popiołu mają miejsce z sumatrzańskich wulkanów Marapi i Kerinci.

środa, 1 lutego 2023

Erupcja podmorskiego wulkanu East Epi w Vanuatu

Rankiem 1 lutego 2023 roku rozpoczęła się erupcja freatomagmowa (interakcja wody morskiej z magmą) podmorskiego wulkanu East Epi zlokalizowanego pomiędzy wyspami Lopevi i Epi. Miała miejsce emisja ciemnego popiołu. Miejscowi wcześniej dostrzegli emisje pary z miejsca erupcji. Nie wydano jednak na razie ostrzeżenia o wystąpieniu fal tsunami. Niemniej jednak miejscowym z wysp Epi i Tongoa nie wolno zbliżać się do plaż. Zdj. nieznanego fotografa.

East Epi to duża i częściowo podmorska kaldera z trzema podmorskimi bazaltowymi i dacytowymi stożkami Epi A, Epi B i Epi C zlokalizowana blisko wschodniego brzegu wyspy Epi. Stożek Epi B na północnej krawędzi kaldery znajduje się 34 metry pod powierzchnią wody. Erupcje East Epi w latach 1920 i 1953 formowały efemeryczne wyspy. Ostatnia ze stożka Epi B miała miejsce w lutym 2004 r. 

Erupcja w zasadzie ustała po kilku godzinach trwania. Wyprodukowała pumeksową tratwę. Ustała bądź zrobiła się dyskretna (pod wodą).

Podniesienie stopnia alarmu dla wulkanu Aso (prefektura Kumamoto, Kiusiu, Japonia) z uwagi na aktywność sejsmiczną. Istnieje możliwość nagłej erupcji eksplozywnej krateru Nakadake.

Trwa wyciek lawy u podstawy SE Crater wulkanu Etna. Czasem mają miejsce sporadyczne eksplozje z SE Crater.

Potwierdzono obecność kopuły lawowej w kraterze wulkanu Lascar w Chile. Istnieje możliwość przyszłej silnej erupcji eksplozywnej tego wulkanu z wielkimi spływami piroklastycznymi. Kopuła lawowa chilijskiego wulkanu rośnie powoli i gromadzi magmę. Lascar to idealny kandydat na silną erupcję eksplozywną w tym roku.

Sporadyczne i niewielkie emisje popiołu mają miejsce z sumatrzańskiego wulkanu Kerinci.  

EDIT: 5 lutego z wulkanu Semeru (Jawa, Indonezja) zszedł duży spływ piroklastyczny i dotarł na odległość 4-5 km.