czwartek, 12 lutego 2026

Kaldera Corbetti w Etiopii eksplorowana przez Tomasza w lutym 2026 r.

 













Oddaję głos Tomaszowi, który aktualnie znowu przebywa w Etiopii i odkrywa tamtejsze wulkany.

"Kaldera Corbetti (wulkany Urji i Chabbi), 2320 metrów wysokości zdobyte, Oromia, Etiopia. 

Dwa lata temu byłem tutaj w okolicy i moją uwagę zwróciła kaldera, znajdująca się nad jeziorem Awasa. Kaldera ta znajduje się w strefie ryftowej w obszarze głównego ryftu etiopskiego (MER), gdzie płyta afrykańska rozpada się na dwie części - nubijską i somalijską. W kalderze występuje dominacja ryolitów, pumeksu i obsydianów. I to właśnie te obsydiany najmniej ciągnęły mnie do tego wulkanu. Sama kaldera ma średnicę około 15 km, wewnątrz niej znajdują się dwa post-kalderowe wulkany: Urji oraz Chabbi oraz liczne stożki piroklastyczne i tufowe. Oba wulkany są uśpione. Urji znajduje się w centralnej części kaldery, słynie z aktywności geotermalnej i droga do niego to właściwie spacerek, podjeżdża się samochodem 4x4 i dosłownie około 30 minut w zależności od tego z której strony się idzie można dojść na szczyt. Urji w Oromii znaczy 'gwiazdy'. Przy okazji dotarliśmy na krawędź kolejnego krateru, znajdującego się w tej okolicy - Wenda Koshi. 

Drugim wulkanem znajdującym się w obrębie kaldery jest Chabbi. To ten wulkan bardzo chciałem zdobyć - w pierwszym dniu przez nieporozumienie słowne nie dotarliśmy na szczyt. Chabbi znaczy 'obsydian' w języku w Oromii, więc dla nich to jest po prostu cały obszar. Dotarliśmy tylko do gorących źródeł i pierwszego wzniesienia - i tak wyszło 7 km wędrówki. Drugiego dnia rozpoczęliśmy wędrówkę według mojej aplikacji, choć nie wiem czy była to najlepsza trasa, jednak bardzo malownicza - można ją nazwać 'obsydianowa' cały wulkan tarczowy jest w dolnych partiach porośnięty gęstym buszem z gdzieniegdzie wystającymi ogromnymi i bardzo licznymi obsydianami. Trasa liczyła 14 km i była średnio-ciężka. Aż niemożliwe że podobno nikt tutaj nie dotarł, ale to Etiopia, więc wszystko możliwe. Żeby dostać się na szczyt najpierw trzeba było pokonać gęsty busz, nie ma szlaku, więc kierując się tylko GPS dotarliśmy na północną stronę wulkanu, gdzie po jego brzegu, z widokiem na całą kalderę musieliśmy zdecydować: albo schodzimy trochę i omijamy całe pole obsydianów albo idziemy dalej dość niebezpieczną, jednak krótszą trasą. Ponieważ czas gonił wybraliśmy wersję krótszą - pole lawowe na zboczu wulkanu jest dość ciężkie do przejścia, ale dla mnie po afarskich przygodach było prosto. Jedynie może pięknie połyskujące obsydiany były śliskie, a przede wszystkim bardzo gorące, więc nie pomagało to we wspinaczce, gdy trzeba było użyć rąk. Po dotarciu do krateru , któy nie jest typowym kraterem, nie zamyka się w okręgu, jest płytki, mocno porośnięty i pełny dookoła obsydianów czekała nas (jak się okazało) trudniejsza część trasy. Znalezienie trasy powrotnej bez szczelin okazało się niemożliwe, więc trzeba było szukać na oślep przejścia. Po około 2 km natrafiliśmy na pierwszą szczelinę, więc trzeba było zejść do niej i z powrotem wejść. Od strony północnej wulkan poprzecinany jest ogromnymi szczelinami i nie ma innej drogi - to znaczy można było się cofnąć lub szukać alternatywnej trasy od strony zachodniej, ale wtedy musielibyśmy wracać po ciemku. Ja tylko miałem czołówkę, zresztą nie wyobrażam sobie przejścia nocą przez te gąszcza i szczeliny. Dobrze że włączyłem śledzenie w zegarku, więc po około 8 km dotarliśmy do drogi, gdzie wspinaliśmy się na wulkan i po 8 godzinach dotarliśmy do wioski i drogi. Na sam koniec udało się jeszcze puścić drona i zrobić zdjęcie stożka tufowego Biftu, leżącego po północnej stronie wulkanu przy jeziorze Awasa."

Obsydian (szkliwo wulkaniczne) powstaje gdy gęsta, bogata w krzemionkę lawa stygnie tak szybko, że atomy nie mają czasu ułożyć się w sieć krystaliczną. W paleolicie ze względu na ostrość i twardość był stosowany do wyrobu grotów strzał, włóczni, noży i skrobaków. Aztekowie używali macuhauitl - drewnianych mieczy z osadzonymi w krawędziach ostrzami z obsydianu, które były w stanie ściąć głowę konia. Ze względu na głęboką czerń i wysoki połysk, polerowany obsydian służył jako pierwsze lustra (używane m.in. w Anatolii czy Mezoameryce). Z obsydianu tworzono paciorki, figurki i ozdoby do uszu, które świadczyły o wysokim statusie społecznym. 

Obecnie obsydian znajduje zastosowanie w kardiochirurgii i okulistyce w postaci skalpeli obsydianowych, które nie rozrywają tkanki, lecz ją rozdzielają. Powoduje to mniejsze uszkodzenia komórek, co skutkuje szybszym gojeniem i mniejszymi bliznami. W jubilerstwie ceni się jego głęboką czerń. W kręgach ezoterycznych jest uznawany za kamień ochronny. W archeologii dzięki metodzie datowania hydratacją obsydianu można określić wiek znalezisk. 

Wieści wulkaniczne:

11 lutego br. o godzinie 14.00 czasu UTC wulkan Mawson Peak (Big Ben) na wyspie Heard Island wyemitował obłok erupcyjny o wysokości 7.3 km. Od września 2012 roku trwa aktywność efuzywna wulkanu Big Ben obejmująca wylewy lawy, zatem ten krótki epizod eksplozywny jest dla mnie zaskoczeniem. 

Od 13 lutego br. trwają emisje popiołu z wulkanu Ambae (Manaro Vui, Vanuatu). Wulkan emituje popiół na wysokość 2 km. 

13 lutego br. o godzinie 10.06 czasu lokalnego rozpoczęła się druga erupcja szczelinowa wulkanu tarczowego Piton de la Fournaise w 2026 roku. Wyciek lawy ma miejsce na południe od krateru Dolomieu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz