Kolejny słabo zbadany wulkan w Etiopii został zdobyty przez Tomasza. Tym razem masyw Tata Ale i stratowulkan Borawli. Oddaję głos Tomaszowi:
"Zawsze jak kąpałem się w gorącym źródle czy w jeziorze Afrera (inaczej zwane Giulietti) patrzyłem na ten wulkan - wydawał się taki odległy wtedy. No i udało się teraz - znowu przetarłem szlak. Borawli leży dość blisko miasteczka Afdera, ale to nie oznacza że to blisko. Trekking zaczyna się blisko fabryki soli, którą tutaj wydobywa się z jeziora. Jedzie się około 10 km, potem trzeba kilkukrotnie przejść przez rzekę - dość gorącą i niestety zanieczyszczoną przez chemikalia. Najpierw jest płasko - stare pola lawowe ok. 4 km i jest to jakby szlak, bo chodzą tędy wielbłądy, więc jest prosto to znaleźć. Potem trzeba przejść przez liczne potoki lawy, zatem czekała nas wędrówka góra-dół i kilka razy musieliśmy się cofać, zanim się dostaliśmy pod sam wulkan. Tutaj zaczęła się wspinaczka około 2 km, wulkan nie jest wysoki (812 m. wysokości), choć w Afarze niewysoki nie znaczy prosty do trekkingu. Wspinaczka to około 2 km i 400 metrów w górę. Poszedłem sam mimo że było późno (około 16.00), tylko 20 minut niestety, więc musiałem się bardzo śpieszyć. Jednak udało się uchwycić cień do kolekcji. Na szczycie Borawli ogromny krater i niesamowity widok z jednej strony na jezioro Afdera, a z drugiej strony na masyw Tata Ale. Krater Borawli jest tak ogromny, że nie udało się mi się go objąć całego dronem z góry. Trekking to 31 km, co zajęło mi 11 godzin."
Daty erupcji Borawli nieznane.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz